I jutro cię opuszczę

Redakcja
prof. Tomasz Szlendak
prof. Tomasz Szlendak Fot. Autor
Rozmowa z prof. Tomaszem Szlendakiem socjologiem z UMK, autorem podręcznika socjologii rodziny.

- Rozpada się u nas co trzecia rodzina, w Europie Zachodniej - co druga. Nasze babcie lamentują: świat się kończy!

- To nawet z punktu widzenia socjologa, który zajmuje się tym zjawiskiem, jest rzeczą niebywałą! Jeszcze w 2002 roku rozpadało się 196 na tysiąc zawartych małżeństw. Byliśmy więc na szczycie w Unii Europejskiej, jeśli chodzi o trwałość małżeństwa. W ciągu kilku lat wykonaliśmy - niestety - ogromny skok w dół.

- A jednocześnie żyjemy dziś w warunkach nieporównywalnie lepszych niż kilkanaście lat temu. Nie potrafimy tego docenić?

- Zmieniły się oczekiwania małżonków wobec rodziny - na pierwszy plan wysunęły się funkcje emocjonalno-seksualne. Małżeństwo w mniejszym stopniu niż kiedyś ma zapewniać dostatek materialny, bezpieczeństwo i reprodukcję. Obecnie musi nam zaoferować miłość i zaspokojenie potrzeb emocjonalnych. Jednak emocje mają to do siebie, że po pewnym czasie gasną. Rodzina, która nie dostarcza przyjemności - przestaje być atrakcyjna.

- Dążenie do romantycznej miłości zabija rodzinę?

- W pewnym sensie tak, ponieważ jest to spoiwo bardzo słabiutkie. Odpowiedzialność, podział pracy, bezpieczeństwo ekonomiczne, a zwłaszcza religia to wartości znacznie silniej cementujące rodzinę.

- Przyczyną rozpadu jest rana. Ktoś jest zraniony, ktoś zadaje rany.

- Sformalizowany związek zwykle na początku bardziej daje się we znaki mężczyznom. Do kilkunastu lat wydłużył się dziś okres młodości i młody mężczyzna przez ten okres może pozwolić sobie na czysto konsumpcyjny tryb życia. Wejście w związek odczuwa więc boleśnie. Z chwilą pojawienia się dziecka cierpieć zaczynają głownie kobiety. I to - paradoksalnie - cierpią z powodu, który jeszcze kilkanaście lat temu nie był zwykle postrzegany jako źródło cierpienia. Wiele kobiet reaguje dziś wściekłością na narodzenie dziecka, bo dziecko nagle odbiera im swobodę i blokuje wcześnie rozpoczętą karierę.

- Zacierają się role w małżeństwie.

- To jest sytuacja dla mężczyzn bardzo trudna, bo nadal obecne jest oczekiwanie, że to on będzie dostarczał większości zasobów w małżeństwie, co wcale już nie jest oczywiste, jeśli mężczyzna po studiach żeni się z kobietą z dyplomem magisterskim. Ta kobieta z całą pewnością pójdzie do pracy i czasem będzie zarabiała więcej od niego, bo wbrew opowieściom feministek płace kobiet wykształconych rosną dziś szybko. Mężczyzna musi więc pełnić rolę partnera, a jednocześnie jasno wykazywać męskie postawy, bo tego wymaga od niego środowisko.

- W razie problemów może sięgnąć po któreś z kolorowych pism, tam znajdzie listę kobiecych oczekiwań.

- Zachęty do zdobywania wyższego statusu społecznego przenikają z klas średnich do niższych. Te ostatnie nie są często w stanie zrealizować ich w inny sposób, jak tylko za pomocą pieniędzy męża zarabiającego na irlandzkiej budowie. To otwiera kolejne pole konfliktów. Mężczyzna nie ma już tylko być odpowiedzialną głową rodziny, nie wystarczy, gdy zaspokaja potrzeby materialne i daje poczucie bezpieczeństwa. Dziś oprócz tych cech ma być miły, wysportowany, dbający o siebie i dowcipny, musi też dostarczać kobiecie rozrywek.

- Odnoszę wrażenie, że preferencje mężczyzn pozostają niezmienne od wieków. Pragną spełnienia w sypialni i świętego spokoju.

- Bo lista życzeń wobec partnera zawsze była dłuższa w przypadku kobiet. Panie oceniały jednak sytuację realnie i wybierały brzuchatych panów licząc na materialne bezpieczeństwo. Dziś kwestie materialne to jest wstęp do długiej listy oczekiwań.

- Co staje się zarzewiem konfliktu w polskich rodzinach?

- Kobiety bardzo szybko tracą cierpliwość w związku. Na początku lat 90. powodem rozwodów była często utrata pracy przez mężczyznę, teraz wystarczą znacznie drobniejsze problemy: brudne talerze, podniesiona deska klozetowa w łazience, porozrzucane skarpety. Co ciekawe, im dłużej ludzie są ze sobą w nieformalnym związku, tym drobniejsze sprawy stają się powodem rozwodu.

- A dzieci? Kiedyś kobiety zaciskały zęby i mówiły - dla dobra dzieci nie chcę rozwodu.

- Jeśli kobiety mają zabezpieczenie materialne ze strony państwa albo rodziców, w przypadku konfliktu - wartością nadrzędną pozostają dzieci, ale niekoniecznie w małżeństwie.

- Dla naszych dziadków głównym strażnikiem małżeństwa była wiara.

- ...z której dziś pozostają jedynie gadżety. Kościół, welon, biała suknia, organy - są dla większości otoczką, za którą nic się nie kryje. To raczej element disneyladyzacji świata niż potrzeba duchowa. Dlatego argument religii nie trafia już do pokolenia trzydziestolatków, gdy pojawia się temat rozwodu. Im wyżej znajdują się małżonkowie w hierarchii społecznej, tym mniejsze znaczenie ma religia.

- Nigdy jeszcze rytuały ślubne w Polsce nie miały takiej oprawy.

- Im bardziej bogaci się społeczeństwo, tym więcej energii i pieniędzy potrzeba na wyróżnienie się. Ślub jest rodzajem manifestacji ekonomicznej. Są przynajmniej cztery pisma w Polsce, które zajmują się wyłącznie modą ślubną i okołoślubnymi gadżetami. Podążamy więc w stronę Stanów Zjednoczonych, w których przemysł ślubny szacowany jest na miliardy dolarów. Z drugiej strony ślub pozostał też jedyną realną manifestacją życia rodzinnego.

- Wróćmy do rozwodów - statystyki podkręca emigracja zarobkowa?

- Im niżej w hierarchii społecznej znajduje się emigrant, tym rozwód spowodowany rozłąką jest bardziej prawdopodobny. W przypadku robotnika budowlanego, który wyjeżdża na dłużej do pracy jest to niemal pewne; rozpada się prawie 90 procent podzielonych małżeństw. Po pewnym czasie mężczyzna nie daje znaków życia, przestaje przesyłać pieniądze i interesować się dziećmi. Zwykle układa sobie życie z inną panią. Z ludźmi z klasy średniej sytuacja wygląda inaczej, ponieważ na ogół takie pary emigrują razem. I takie małżeństwa są zwykle trwalsze od małżeństw w kraju. Emigracja zmusza do silniejszego podtrzymywania tradycji i większego nacisku na edukację dzieci. Znamienne, że ludzie, którzy w Polsce nie palą się do powiększania rodziny, w nowym kraju szybko dorabiają się dzieci.

- Raport o polskich rodzinach w roku 2020 opisze znaczące zmiany?

- Sytuacja będzie przypominać obecne Niemcy, ponieważ to jest kraj, do którego rzeczywiście się upodabniamy w życiu rodzinnym. Przeciwstawienie Polski zepsutemu Zachodowi jest absurdem. Warto zwrócić uwagę, że największy przyrost naturalny w Europie odnotowujemy we Francji, w której wartości rodzinne są kultywowane w sposób, o którym w Polsce możemy jedynie pomarzyć. Nie wiem, czy pocieszeniem może być fakt, że renesans rodziny odnotowujemy u rodzin z najwyższej grupy podatkowej. Nie można jednak tego samego powiedzieć o ludziach zarabiających około 3 tys. zł, bo to grupa bardzo zapracowana, w której małżonkowie przebywają w swoim towarzystwie często nie więcej niż dwie godziny dziennie. Takie małżeństwo jest zaprzeczeniem modelu francuskiego, w którym świętością jest długa rodzinna kolacja i rodzinne wypady na weekend. Polacy w weekendy odsypiają morderczy tydzień sadzając dzieci przed telewizorem. Co gorsza, właśnie praca, a nie życie rodzinne, daje nam dziś poczucie spełnienia. Praca kosztuje nas tyle wysiłku, że konieczność wypełniania ról rodzinnych wprowadza nas jedynie w irytację.

- Chwalą nas za to w całej Europie.

- Ale kto nas chwali? Menedżerowie wyższego szczebla i szefowie banków. A my budzimy się z ręką w nocniku - niekochani, pozbawieni więzi emocjonalnej z dziećmi, bez poczucia sensu.

Rozmawiał ADAM WILLMA
[email protected]

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie