Nikt nie mówił, że wygracie łatwo w Bukareszcie, a tymczasem w Święto Niepodległości rozbiliście Rumunię 3:0. Spodziewaliście się takiego wyniku?
- Nie był to łatwy mecz. Wierzyliśmy, że wywieziemy z Rumunii trzy punkty i przyjechaliśmy z takim nastawieniem do Bukaresztu. Zagraliśmy bardzo dobrze, cały czas byliśmy blisko siebie i gospodarze nie mogli wiele zdziałać. Najważniejsze, że wykorzystywaliśmy sytuacje i zrealizowaliśmy nasz plan.
Pierwsza połowa stała pod znakiem waszej dominacji. To był pokaz siły biało-czerwonych?
Najtrudniejsze było pierwsze dziesięć minut drugiej połowy. Ruszyli na nas, ale nie daliśmy sobie zrobić krzywdy. Paradoksalnie z rytmu wybiła ich przerwa po tym jak rzucono w Roberta Lewandowskiego petardą. Po niej już nie mieli kompletnie nic do powiedzenia. Naszą reprezentację stać na bardzo wiele, a wcześniej potrafiliśmy wygrywać nie pokazując swojego najwyższego poziomu.
Baliście się o zdrowie Roberta Lewandowskiego?
Nie wiedzieliśmy co się z nim dzieje, ale Robert zareagował jak sportowiec najwyższej światowej klasy. Szybko się pozbierał i ukarał Rumunię dwoma trafieniami. O „Lewym” można mówić tylko w samych superlatywach, to piłkarz światowej klasy i cieszmy się, że gra dla Polski.
Wyszedłeś od początku w Bukareszcie. Czekałeś długo na takie spotkanie?
Przyjeżdżam zawsze na kadrę, by wywalczyć sobie pierwszy plac. Z Rumunią dostałem szansę od selekcjonera i starałem się grać jak najlepiej, pomagać drużynie. Miałem za zadanie angażować się w akcje ofensywne i pracować w defensywie, głównie zbierać długi piłki posyłane przez gospodarzy. Dużo pomagał nam Piotrek Zieliński i chyba wszystko wyglądało pozytywnie.
Porażka Czarnogóry z Armenią was zdziwiła?
Armenia to groźny zespół, wyprowadzający niebezpieczne kontry. W Warszawie stawiła nam szalony opór, ale zainkasowaliśmy komplet punktów. Ormianie potrafią grać w piłkę, są niesamowicie ambitni, a samo to, że wyprowadzili z 0:2 na 3:2 z Czarnogórą nie wymaga specjalnego komentarza. Z takimi drużynami trzeba grać w pełni skoncentrowanym. Armenia zrobiła swoje, my wygraliśmy w Bukareszcie i Polska jest na czele.
Czuliście w Rumunii wsparcie polskich fanów?
Tak, w ciężkich momentach wspierali nas dopingiem. Zawsze są z nami.
Twoja forma rośnie. To zasługa regularnych występów w Serie A?
Cieszę się, że mnie ostatnio doceniają, wybierają do jedenastek kolejek. Nie czytam dużo gazet, ale zawsze znajomi przekazują mi informacje. Robię swoje na zielonej murawie i staram się podtrzymywać formę. A przejście do Serie A było dla mnie znakomitym krokiem. To zupełnie inna piłka, inne wymagania, taktyka. Od każdego zawodnika mogę się czegoś nauczyć i staram się nie marnować czasu.
Jak ci idzie nauka języka włoskiego?
Coraz lepiej. Już prawie wszystko rozumiem, co mówi do mnie trener. Z chłopakami z Sampdorii też mam niezły kontakt, są postępy.
Karol Linetty
Urodzony 2 lutego 1995 roku w Żninie. Kariera piłkarska: Sokół Damasławek, Lech Poznań, Sampdoria Genua. W reprezentacji Polski: 13 meczów – 1 gol (był w kadrze na finały ME 2016). Sukcesy: z Lechem mistrz Polski 2015, Superpuchar Polski 2015, 2016, z Polską półfinał ME U-17 2012.