"Koszty produkcji mleka poszybowały, ale inwestować trzeba", wylicza wydatki rolnik spod Lipna

Ewelina Sikorska
Ewelina Sikorska
Pixabay.com
Hodowcy bydła mlecznego nie boją się inwestycji. - Jeśli się zatrzymam, będę się cofał - mówi Krzysztof Bardecki, rolnik z Moraczewa. Zgadza się z nim Leszek Olszewski, który prowadzi gospodarstwo nastawione na produkcję mleka w kujawsko-pomorskim Białowieżynie.

- Za litr dostajemy 1,57-58 złotych netto - podał nam pod koniec maja Leszek Olszewski, producent mleka z kujawsko-pomorskiego Białowieżyna (gmina Lipno).

Czy pieniądze, które oferują punkty skupu, sprzyjają wprowadzaniu nowych rozwiązań w gospodarstwach nastawionych na hodowlę krów mlecznych i produkcję mleka?

- Inwestycje w rolnictwie są niczym elementy łańcuszka - jeśli coś się rozpocznie, nie może zabraknąć kolejnych. Akurat zaczynam budowę cielętnika ze stacją do odpajania cieląt. W dalszej perspektywie, chcę postawić również na usługi dla rolnictwa - złożyłem w Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa wniosek o wsparcie na zakup maszyn - dzieli się swoimi planami Leszek Olszewski.

Jego stado rasy holsztyńsko-fryzyjskiej liczy 280 sztuk bydła (147 krów dojnych, reszta - młodzież). Średnia wydajność krów, z okolic Lipna, wynosi 10,7 tys. litrów mleka.

Jeśli chodzi o koszty produkcji, miesięcznie wydaję o około 11,5 tys. zł więcej, niż w listopadzie i grudniu 2020. Droższe są pasze treściwe, witaminy, dodatki, mleko zastępcze. Bardzo podskoczyła cena śruty rzepakowej - wylicza pan Leszek. - Idealnie, gdybym miał 2 złote za litr, ale już 1,85 zł jest satysfakcjonującą stawką, która sprawia, że chce się zakasać rękawy do pracy i ma się większą śmiałość do inwestowania.

Wolnostanowiskowa obora stanęła w Białowieżynie w 2005 roku. Od tamtej pory była trzykrotnie modernizowana (2012 i 2017).

- Chodziło o zastąpienie czynnika ludzkiego, brakowało nam rąk do pracy. Przez niższą opłacalność produkcji, rolnik nie jest w stanie zapewnić takich stawek, które są z reguły oferowane w transporcie czy w firmie budowlanej. Za 2,5 albo 3 tys. zł, ludzie dziękują za pracę w gospodarstwach - opowiada hodowca. I dodaje: - Jeśli chodzi o oborę, mamy dwa roboty udojowe. Są zainstalowane zgarniacze do nieczystości, robot podgarniający paszę na stole paszowym, czochradła dla bydła, rękaw wentylacyjny. Boksy doposażyliśmy w maty legowiskowe, które zapobiegają odleżynom. Mój komputer pokazuje, że przy stole paszowym krowa spędza średnio około 4,5 godziny. Przez resztę czasu, leży. Zauważyłem, że - dzięki wygodnemu boksowi o odpowiednich wymiarach - nastąpił wyraźny wzrost produkcji, mowa o litrze dziennie.

W gospodarstwie wcześniej były także tuczniki

- Trzoda chlewna została po rodzicach, była dodatkiem do momentu osiągnięcia pewnej ilości sztuk bydła. W 2005 roku wyeliminowaliśmy hodowlę świń, ukierunkowaliśmy się na bydło mleczne - wspomina. - Z czasem wiele się zmieniło. Dzisiaj bez problemu mogę brać udział w rodzinnych uroczystościach, nie jestem uwiązany. Dzięki specjalnej aplikacji, sprawdzam przez smartfona, co dzieje się w oborze. Wiem, która krowa jest dojona. Odbieram alarmy, że dane zwierzę nie stawia się przy stole paszowym albo produkuje za mało mleka. Przychodzą niezbędne informacje dotyczące zwierząt i produkcji. Mam pełen monitoring, jestem na bieżąco, dzięki temu mogę błyskawicznie reagować.

Z tym, że jedna inwestycja wiąże się z kolejnymi, zgadza się producent mleka z Moraczewa. Przenieśmy się do jego gospodarstwa w województwie wielkopolskim.

- Nawet jeśli ceny mleka nie są sprzyjające, jeśli ktoś już postawił na zmechanizowane gospodarstwo, nadal musi się rozwijać. Jeśli stanie w miejscu, cofa się. Każda inwestycja jest obarczona ryzykiem, ale działać trzeba - podkreśla Krzysztof Bardecki, który prowadzi rodzinne gospodarstwo w gminie Rydzyna (powiat leszczyński).

O rozwoju wie dużo. Ten rolnik, który postawił na hodowlę bydła mlecznego i opasów, posiada jedną z najnowocześniejszych obór w Polsce. Jej budowa rozpoczęła się w 2015 roku, a zakończyła w 2016 - w pełni zautomatyzowany obiekt o unijnych standardach, kosztował 12 milionów zł. Dodajmy, że zainstalowanych jest tutaj pięć robotów udojowych, jesienią pojawi się kolejny.

- W tej naszej oborze, było chyba pół Europy - śmieje się pan Krzysztof. - Długo wyliczać, kto ją zwiedzał - Rosjanie, Litwini, Niemcy, Hiszpanie, Francuzi, chyba nawet Grecy u nas gościli. Pracuję z dorosłymi synami - Szymonem, Tomaszem i Dominikiem. Mam to szczęście, że znakomicie znają się na elektronice, nie boją się wszelkich nowinek technicznych. Kiedyś bardzo często jeździłem do Niemiec, tam sporo podpatrywałem, bo jeśli się uczyć, to od najlepszych. Cóż, nowoczesne zarządzanie produkcją zwierzęcą, wychodzi nam dość sprawnie - stale się rozwijamy. Przybywa ziemi i zwierząt. W tym roku gospodarstwo zostało powiększone o 100 ha, w zeszłym - o 70 ha (w uprawach dominuje kukurydza na paszę). Mamy dwóch pracowników, chcemy przyjąć jeszcze jedną osobę. Niezależnie od stawek za surowiec, planów jest wiele.

Jak Bardeccy doszli do swojej pozycji w branży mleka?

- Wszystko zaczęło się w 1945 roku. Moja babcia Olga, wraz z trójką dziećmi i jedną krową, dotarła do Moraczewa aż ze Wschodu. Dziadek Nikodem dołączył kilka miesięcy później. Startowali od 12 ha. W 1977 roku gospodarstwo przejęli moi rodzice. Na mnie i żonę Teresę przyszła kolej w 1995 roku, mieliśmy dziewięć sztuk bydła, było 60 świń - wspomina pan Krzysztof. - Postanowiliśmy przekształcić gospodarstwo na chów bydła mlecznego i opasowego, zrezygnowaliśmy z trzody chlewnej. W 2000 roku stado liczyło 50 sztuk krów mlecznych. Po dwóch latach zdecydowaliśmy się powiększyć hodowlę, stanęła wolnostanowiskowa obora z halą udojową. Jak jest dzisiaj? Mamy oborę na około 400 krów. Automatyzacja obejmuje dój, mieszanie i zadawanie paszy, odpajanie cieląt. Wszystkie informacje dotyczące krycia, karmienia, doju, stanu zdrowia mamy w komputerze.

Pod koniec maja Bardeccy dostawali za litr 1,57 zł. Pan Krzysztof podkreśla, że - chociaż stawki w skupie są wyższe niż rok temu, dotkliwie wzrosły koszty produkcji.

- Prosty przykład: w zeszłym roku płaciliśmy za śrutę niecałe 900 złotych, teraz aż 1600 zł – wskazuje. - Pół świata widziałem, pół na mnie czeka. Czasem mam ochotę kupić kamper, ruszyć z żoną przed siebie. Tym bardziej, że synowie mają chęci - chcą pracować i wiedzą, z czym wiąże się prowadzenie rozwojowego gospodarstwa.

Nie bez znaczenia dla branży, jest zwiększenie aktywności w kanale HoReCa. Przypomnijmy, że mleczarstwu wyjątkowo dały się we znaki kwiecień, maj oraz koniec 2020 roku. Spadek przychodów ze sprzedaży produktów mleczarskich, był pokłosiem ograniczeń w działalności hoteli, restauracji, ośrodków wypoczynkowych i sanatoriów (obostrzenia związane z pandemią).

Czego możemy się spodziewać?

"Uwzględniając sytuację popytowo-podażową na światowym rynku mleka, prognozujemy, że na koniec 2021 roku cena skupu mleka w Polsce wyniesie około 157 zł/hl, a na koniec 2022 ok. 152 zł/hl", prognozują ekonomiści banku Credit Agricole. Wskazują przy tym, że głównymi czynnikami ryzyka dla takiego scenariusza są tempo wygasania pandemii oraz kształtowanie się warunków agrometeorologicznych wśród głównych światowych eksporterów produktów mlecznych.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie