MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Lekcje do odrobienia po nowemu. Zakaz zadawania prac domowych a sprawa polska, czyli jak nauczyciele omijają przepisy

Katarzyna Piojda
Katarzyna Piojda
To w szkole dzieci mają się uczyć, a nie przenosić lekcje jeszcze do domu - mówią niektórzy rodzice
To w szkole dzieci mają się uczyć, a nie przenosić lekcje jeszcze do domu - mówią niektórzy rodzice Łukasz Gdak
Uczniom szkół podstawowych już nie wolno zadawać prac domowych. W praktyce dzieci te zadania i tak dostają. Nauczyciele po prostu inaczej je nazywają.

3-klasiści z podbydgoskiej podstawówki przynoszą zadania domowe po każdej lekcji języka angielskiego. Rodzice od dawna skarżyli się wychowawczyni na panią od angielskiego. - Klasa ma z nią zajęcia we wtorki i środy, przy czym we wtorki dzieci kończą po godz. 16.00, nazajutrz zaczynają rano - opowiada mama. - Prosiliśmy anglistkę, żeby nie zadawała przykładowo dwóch stron ćwiczeń, tylko jedną. Jest uparta. Nie liczy się z tym, że nasze córki i synowie mają pozostałe lekcje. Z uwag wychowawczyni pani od angielskiego tak samo nic sobie nie robi.

Matki i ojcowie sądzili, że po Wielkanocy 2024 nastąpi poprawa. Przypomnijmy: od 1 kwietnia w szkołach podstawowych zadania domowe są nieobowiązkowe i nieoceniane. Rodzice jednak się mylili. Pani od angielskiego nadal zadaje. Tyle, że nie nazywa tego zadaniem domowym, ale ćwiczeniem indywidualnym ręki.

Teoretycznie te drugie prace wolno zlecać. Ministerstwo Edukacji Narodowej wyjaśnia: - Wyjątek stanowią prace dotyczące usprawniania motoryki małej, czyli ćwiczeń polegających na rozwijaniu umiejętności ruchowych dłoni.

Anglistka twierdzi, że właśnie ten wyjątek upoważnia ją do zadawania dzieciom, jak to określa, treningów kaligrafii w języku obcym.

Sprawdzanie lekcji

Nie ona jedna omija zakaz zadawania. Niektórzy nauczyciele uznają, że wszyscy z klasy będą zainteresowani pracami w domu. Zapowiadają, że kto nie odrobi lekcji, będzie odpytany z materiału zadanego z zajęć. Tłumaczą, iż muszą sprawdzić, czy dzieci, które nie wykonały prac, potrafią zrobić je i zrozumieć tak, jak zrobiły to dzieci chętne. Od razu wszystkie są chętne (w teorii), bo w ten sposób unikną odpowiedzi ustnej na lekcji przed całą klasą.

Jeszcze inni nauczyciele wpisują oceny z zadań domowych jako aktywność. Elektroniczny dziennik taki unik przyjmuje. Gdyby dyrekcja lub rodzice pytali, pedagog odpowie, że wykonywanie ćwiczeń stanowi formę aktywności. Są również nauczyciele, którzy zmienili organizację pracy. Już nie prowadzą standardowych 45-minutowych lekcji, a skracają je do 35 minut. Niewykorzystane minuty poświęcają na tzw. ćwiczenia utrwalające. Pozostałe 10 minut plus często 5 minut, uciętych z przerwy, przeznaczają właśnie na odrabianie zadań.

Pedagodzy, którzy wciąż każą uczniom odrabiać lekcje w domach, nie muszą niczego się obawiać. Nowe przepisy prawa oświatowego nie wskazują bowiem, jakie konsekwencje poniesie nauczyciel, który pomimo obowiązywania nowych regulacji, zadaje prace domowe.

W ramach pensum

Wśród nauczycieli edukacji wczesnoszkolnej, czyli pracujących z dziećmi w klasach I-III, krążą informacje, że dyrektorzy szkół mają zlecać pedagogom dodatkowe godziny w ramach pensum, czyli zwykłego etatu. Podczas ekstra godzin mają zadawać prace, przypominające zadania domowe. Przełożeni wychodzą z założenia, że skoro obowiązuje zakaz zadawania lekcji do domu, to dzieci będą wykonywały podobne zadania w szkole, nie ewentualnie z rodzicami, lecz z panią czy panem w szkole i nie osobno, a w zespołach. To akurat pogłoski niepotwierdzone.

Potwierdzone natomiast, że temat zakazu zadań domowych powrócił, lecz w innym kontekście. W 2017 roku było głośno o tym, że rodzice domagają się, żeby nauczyciele nie mieli prawa zadawać lekcji. Wskazywali, że pedagodzy nie mają takich uprawnień, a każąc uczniom odrabiać zadania domowe, naruszają Konstytucję. Rok później popularna stała się ogólnopolska akcja „Dom nie jest filią szkoły”. Jej organizatorzy mówili o przeładowaniu ucznia obowiązkami: - Przeciętny 7-klasista uczy się w szkole 32 godziny tygodniowo, podczas gdy z podstawy programowej 30 lat temu wynikały 23 godziny. Czas, spędzony w szkole, to dopiero początek problemu. Coraz częściej prace domowe zabierają uczniom pozostały czas wolny.

Efekt minimalny

Przedstawiciele Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty zaznaczają, że polskie dzieci uczą się długo i dużo, ale niekoniecznie skutecznie. Część nauczycieli podkreśla zaś, że to zakaz zadawania prac domowych jest nieskuteczny. - Zwolnienie uczniów z tego obowiązku miało pozwolić dzieciom na to, aby spędzały więcej czasu na zabawie i z rodziną. W praktyce dziecko często siedzi z komórką albo gra na komputerze.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Eurowybory 2024. Najważniejsze "jedynki" na listach

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na pomorska.pl Gazeta Pomorska