Mamy u nas Kaszubów. Podczas spisu mogą się policzyć, ale muszą tego chcieć

Rozmawiała Agnieszka Wirkus [email protected] tel. 52 39 66 933
- Kaszubi! Nie bójcie się, pokażcie, ilu nas jest - wzywa szef zrzeszenia. - To ważne, kiedy chcemy swoich nazw miast
- Kaszubi! Nie bójcie się, pokażcie, ilu nas jest - wzywa szef zrzeszenia. - To ważne, kiedy chcemy swoich nazw miast Agnieszka Wirkus
Rozmowa z Łukaszem Grzędzickim prezesem zarządu głównego Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego.

- Jest pan Kaszubą czy Polakiem?
- Dla mnie jest to pytanie typu: kogo kochasz bardziej - mamę czy tatę? A przecież w normalnej rodzinie dziecko kocha mamę i tatę. Moja tożsamość jest zarówno polska, jak i kaszubska. One się przenikają. Tak jest na Pomorzu, gdzie mieszkańcy czują się Polakami, a jednocześnie są bardzo przywiązani do lokalnej wspólnoty. Dla osób z tych części kraju, gdzie tożsamość regionalna jest słaba, może być to niezrozumiałe.

- Jako zrzeszenie prowadzicie kampanię, która ma zachęcić mieszkańców Pomorza, by podczas trwającego spisu powszechnego podali, że są Kaszubami oraz przyznali, że mówią w domu w języku kaszubskim. Dlaczego jest to dla was tak ważne?

- Kaszubi mają złe doświadczenia ze spisami - od czasów pruskich do współczesnych. W szkolnych podręcznikach nie znajdzie się na ten temat nawet wzmianki. Ale starsi ludzie mogą nadal obawiać się przyznać, że są Kaszubami. Zaborcom zależało, aby w statystykach wykazać jak najmniej Kaszubów. Bo Kaszub to Polak. Gdy więc podczas spisu w czasach pruskich można było podać posługiwanie się językami rodzinnymi i ktoś wpisał niemiecki oraz kaszubski, to był uznawany jedynie za Niemca.
W 20-leciu międzywojennym w Polsce żyli reprezentanci tak wielu narodowości i wspólnot etnicznych, że oficjalne umieszczanie na tej liście jeszcze Kaszubów nie było władzom na rękę. Poza tym warszawocentryczni statystycy woleli mieć jasną sytuację. Albo ktoś jest Polakiem, albo nim nie jest.

Przeczytaj również: Kaszubi przed spisem powszechnym. Nie ma Kaszub bez Polonii.

- Teraz sytuacja poprawiła się?

- W ubiegłym roku przeprowadzono w Pucku próbny spis. Na pytanie "Jaka jest pani/pana przynależność narodowa lub etniczna?" można było udzielić tylko jednej odpowiedzi. To absurd! Tym bardziej że zgodnie z polskim prawem podczas spisu należy mówić prawdę. Gdybyśmy w Pucku spytali premiera Donalda Tuska kim się czuje, to musiałby skłamać. Uważa się on bowiem za Polaka i Kaszubę, a mogąc powiedzieć tylko o jednej swojej tożsamości podałby nieprawdę. Za to groziłaby mu grzywna.

Podczas tegorocznego spisu nie trzeba wybierać. Możemy podać, że jesteśmy narodowości polskiej i dodać, że czujemy przynależność do kaszubskiej wspólnoty etnicznej. W końcu możemy mówić prawdę.

- Ile osób posługuje się językiem kaszubskim?

- Z ostatniego spisu z 2002 roku wynika, że po kaszubsku mówi około 52,6 tys. osób, ale tylko ponad 5 tys. czuje przynależność do narodowości kaszubskiej.

- Niemożliwe!

- Możliwe. Skoro podczas ostatniego spisu na pytanie o narodowość można było udzielić jednej odpowiedzi. Co więcej w instrukcji metodologicznej zapisano wówczas, że narodowość to poczucie przynależności narodowej lub etnicznej co jeszcze bardziej zaciemniło w naszym przypadku sprawę. W dodatku niektórzy rachmistrzowie w ogóle nie pytali o narodowość i język, od razu wpisując odpowiedź. Dla nich było oczywiste, że skoro rozmawiają z kimś po polsku, to jest on Polakiem i mówi tylko po polsku. Doszło do tego, że rachmistrz próbował przekonać na przykład profesora Brunona Synaka, ówczesnego prezesa Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego, że kaszubski to nie jest język, tylko gwara!

- Jakie konsekwencje niesie za sobą wynik spisu?

- Wpływa na kształtowanie polityki władz państwa i samorządów. Jeśli minimum 20 procent mieszkańców danej gminy poda, że posługuje się kaszubskim, to w tym języku będzie można porozumieć się w lokalnych urzędach. Kaszubski stanie się tak zwanym językiem pomocniczym. Poza tym na tablicach będą mogły zostać umieszczone nazwy miejscowości i ulic w języku polskim oraz tradycyjne nazwy w kaszubskim. Pojawiły się one już między innymi we wszystkich miejscowościach gminy Stężyca, Chmielno, Sierakowice, Linia i Szemud. Są także w Bytowiu, gdzie - jak wynika ze spisu - nie ma minimum 20 procent mieszkańców, którzy posługują się językiem kaszubskim. Jednak podczas konsultacji społecznych 88 procent mieszkańców stwierdziło, że chce tablic w języku kaszubskim.

- Co z innymi większymi miastami na Pomorzu?

- Tablice z nazwami mogą stawiać tylko w oparciu o czasochłonne konsultacje. Przynajmniej z tego powodu warto, aby dzięki dobremu wynikowi spisu zaoszczędzić czas i pieniądze na przykład w wypadku Kartuz czy Kościerzyny. Na podstawie wyników spisu z 2002 roku Główny Urząd Statystyczny stwierdził, że w Kartuzach, Kościerzynie, Wejherowie jest bardzo niewielu Kaszubów, co oczywiście jest absurdum. Teraz możemy ten karykaturalny obraz naprawić.

- Gdy ostatnio spotkał się pan w Chojnicach z członkami zrzeszenia, przekonywał pan, że ten który mówi "jo", powinien podczas spisu przyznać, że mówi po kaszubsku. Nie wszyscy się z panem zgodzili.

- Zasady przeprowadzania spisu przewidują, że udzielane odpowiedzi powinny być oparte na prawdzie, ale wynikać też z indywidualnych, subiektywnych przekonań każdego z nas. To jest badanie ilościowe, a nie jakościowe. Ustawa nie precyzuje, ile na przykład słów należy znać w danym języku, aby móc wpisać, że zna się ten język.

Przeciętny Polak używa kilkuset słów, nie zawsze zna przecież zasady gramatyki i stylistyki. A mimo to twierdzi, że mówi w języku polskim. Jednocześnie są osoby, które bezrefleksyjnie na co dzień używają "jo" oraz kilku innych słów w języku kaszubskim i dobrze byłoby, aby w spisie zaznaczyły, że mówią po polsku i kaszubsku oraz czują się też Kaszubami. Tak jak Maciej Miecznikowski, Danuta Stenka, Czesław Lang, a także mieszkańcy niewielkich wsi na Pomorzu oraz większych miast - Gdańska, Chojnic lub Torunia, gdzie "jo" jest używane nagminnie. Rzadko zastanawiamy się nad swoimi korzeniami. Spis jest okazją do autorefleksji i postawienia sobie głębszego pytania o to skąd pochodzę i kim właściwie jestem. Wierzę, że ludzi o kaszubskich korzeniach jest na Pomorzu sporo i dadzą temu wyraz podczas tegorocznego spisu powszechnego oraz śmiało odpowiedzą na pytanie językowe "jo".

Czytaj e-wydanie »

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

N
Normalny Polak
Ten pan opowiada totalne bzdury! Chyba nie lubi Polski i Polaków?
Kaszubi też są Polakami! Nie istnieje coś takiego jak naród kaszubski czy śląski! Nie rozumiem po co ktoś sztucznie robi z części Polaków osobny naród? Co mnie to daje, że mówię ''jo'' skoro żadnych innych słów po kaszubsku nie znam i w ogóle nic nie umiem powiedzieć w tym języku?
Przecież o to właśnie chodzi, żeby podkreślać w tym spisie swoją sztuczną odrębność.
Niby po co ktoś miałby w spisie przyznać, że jest narodowości kaszubskiej, albo (co również budzi podejrzenia) Polakiem - etnicznym Kaszubem? Jeżeli ktoś zadeklaruje narodowość polską, to nie ma potrzeby wypisywania czy jest Wielkopolaninem, czy Góralem lub Kaszubem!

Niedługo wymyślimy sobie, że każde województwo zamieszkuje inny naród i potniemy Polskę na kilkanaście małych państewek, tak jak za czasów rozbicia dzielnicowego(1138 - 1320)!
Już raz to przerabialiśmy. Polska i Polacy źle na tym wyszli!
Nie dajmy sobie wciskać kitów! Jesteśmy wszyscy Polakami bez względu na to jaką ludową kulturę wykształciliśmy w poszczególnych częściach kraju!!!
Dodaj ogłoszenie