O tym, że lekarze zatrudniają się w kilku miejscach jednocześnie, głośno zrobiło się po wydarzeniach z Włocławka. Ordynator ginekologii tamtejszego szpitala dorabiał w innej placówce medycznej. Padło więc podejrzenie, że pracuje ponad normę, co mogło mieć wpływ na tragedię, do której doszło. Dlatego oprócz kontroli wszystkich oddziałów ginekologicznych i położniczych w kraju, Bartosz Arłukowicz, szef resortu zdrowia, postanowił przyjrzeć się też czasowi pracy medyków.
Przeczytaj również: Ile godzin dziennie pracują lekarze? Jedno jest pewne - pracują ponad normę!
Nie jest bowiem tajemnicą, że lekarze pracują ponad normę. I to grubo. Zgodnie z prawem, etatowcy powinni spędzić w szpitalu nie więcej niż 160 godzin miesięcznie. Ale nawet, jeśli przepisy są respektowane, to przecież nikt nie sprawdza, ile czasu pracują poza publiczną placówką medyczną.
Ostatecznie liczba przepracowanych w miesiącu godzin sięga nawet 310!
Aby sprawdzić skalę problemu, Ministerstwo Zdrowia rozesłało do wszystkich szpitali publicznych specjalną ankietę, w której pyta, czy lekarze zatrudnieni w danej placówce podpisują umowę o zakazie konkurencji.
Rzecz dotyczy tylko medyków na kontrakcie, ponieważ to oni najczęściej dorabiają w kilku placówkach jednocześnie. Jeśli natomiast podpiszą umowę o zakazie konkurencji, nie mogą już świadczyć swoich usług dla innego szpitala, choćby prywatnego, ale mającego kontrakt z NFZ.
Na podstawie wspomnianych ankiet resort zdrowia chce się zorientować, ilu lekarzy ma swobodę, jeśli idzie o liczbę miejsc pracy. I niewykluczone - ograniczyć takie praktyki.
Czytaj też: W samo południe: Kasa Hipku, kasa…
Wśród dyrektorów zawrzało. - To jest gaszenie pożaru benzyną! - irytuje się lek. med. Leszek Pluciński, prezes zarządu szpitala powiatowego w Tucholi, który również otrzymał ankietę. - Zakazując lekarzowi pracy w innej placówce, mówię mu "Do widzenia". A nie mogę sobie na to pozwolić, ponieważ skazałbym szpital na zamknięcie.
Dlaczego? Otóż okazuje się, że Polska stanęła w obliczu bardzo poważnego niedoboru lekarzy. Pod względem liczby medyków zajmujemy ostatnie miejsce w Unii Europejskiej. Zgodnie z najnowszym raportem Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju, na 22 polskich lekarzy przypada 10 tysięcy pacjentów. W Niemczech czy krajach skandynawskich na 10 tys. chorych przypada 40 lekarzy. - Dlatego ja nawet nie mogę wybrać sobie specjalisty, który spełniłby moje wszystkie oczekiwania - mówi szef tucholskiego szpitala. - Biorę tego, który jest akurat na rynku. I cieszę się, że w ogóle mam lekarza. Jeśli zakażę mu pracy u konkurencji, podziękuje mi za współpracę.
Klauzuli o zakazie konkurencji nie wymaga też dr Krzysztof Kasprzak, dyrektor szpitala wojskowego w Bydgoszczy. - Mógłbym pozwolić sobie na zawieranie umów o zakazie konkurencji, gdybym był w stanie zagwarantować takiemu lekarzowi rekompensatę finansową - komentuje. - Ale nie mam pieniędzy. A trudno się dziwić, że specjalista, który po dziesięciu latach pracy dostaje na rękę od 3 do 3,5 tys. zł, dorabia. Nie mogę mu tego zabronić.
Efekt? Lekarze pracują znacznie więcej niż powinni. Problem ten wielokrotnie badała Państwowa Inspekcja Pracy, ale oprócz kontroli i wniosków, nie jest w stanie nic zrobić. Powód? Urzędnicy nie mogą sumować godzin pracy lekarza zatrudnionego w placówce publicznej i prywatnej.
Czytaj e-wydanie »