Piotr Wójcik, czyli nowoczesny rolnik. - Trzeba nadążać za nowościami

Agnieszka Romanowicz
Agnieszka Romanowicz
- Czym może sie pochwalić nowoczesny rolnik? Wiedzą naukową, którą łączy z doświadczeniem - mówi Piotr Wójcik, rolnik z Luszkowa nad Wisłą.

Rolnictwo to dyscyplina naukowa, która - jak pozostałe - stale się rozwija. Inż. Piotr Wójcik z Luszkowa koło Świecia śledzi innowacje w tej branży. I po jego gospodarstwie to widać. Obrabia 45 hektarów w Dolinie Dolnej Wisły, w Luszkowie, Topolinku, Chrystkowie i Grucznie.  Uprawia rzepak, żyto, pszenicę, kukurydzę, ma też łąki, pastwiska i grządkę ziemniaków na własny użytek. Przede wszystkim hoduje bydło (70 sztuk), w tym 25 krów mlecznych.  

 

Czasem trendy się nie sprawdzają

Należy do Polskiej Federacji Hodowców Bydła i Producentów Mleka. Dzięki temu sprzedaje mleko drożej (1,05 za litr) i - co istotne dla Piotra - od września do kwietnia Federacja organizuje różnorodne szkolenia, na które zaprasza swoich członków.

 

- Trzeba nadążać za nowościami, żeby się rozwijać. Chętnie więc jeżdżę na szkolenia, bo wykładają naukowcy, który poruszają tematy dla mnie bardzo ciekawe: o nowych odmianach kukurydzy, aktualnościach w profilaktyce bydła, nowych rasach krów - wylicza Piotr. On postawił na rasę holsztyńsko-fryzyjską z północnej Europy (Holandia, Dania, Niemcy) z lekką domieszką simentalskiej (Szwajcaria). 

 

Dlaczego na taką?

- Był trend na HF, bo to bydło typowo mleczne, bardzo wydajne, ale życie pokazało, że nie jest stworzone do naszych warunków, ponieważ bardzo źle znosi wysoką temperaturę, jak 30 stopni Celsjusza. HF-y wolą mróz, nawet -10 stopni . Za to simentale są bardziej wszechstronne: długowieczne, odporne na choroby i polskie warunki - wyjaśnia. Latem Piotr karmi je zielonką i sianokiszonką, a zimą kiszonką z kukurydzy, sianokiszonką i sianem. Ze swojego zboża robi też śrutę. - Kupuję tylko witaminowe dodatki - kwituje.

 

Jednak większość jego czasu pochłania ziemia i to z nią wiążą się najmilsze chwile w pracy Piotra. Nie są to żniwa, ale... - Gdy po zasiewach widać jak rośliny wschodzą rządeczkami, gdy wygląda na to, że wszystko dobrze się układa  - Piotr podkreśla, że zasiewy zleca fachowcowi. - Sam nie potrafiłbym tak równo obsiać. Jestem zdania, że warto zatrudniać fachowców i wynajmować bardzo drogie, wyspecjalizowane maszyny. Rolnik nie powinien brać na siebie kosztów kupna i amortyzacji takiego sprzętu. Często ludzi stać na byle jakie maszyny, ale koniecznie chcą mieć wszystko swoje, a potem mają wiele problemów, na przykład panę w  kombajnie podczas żniw. Taka naprawa może kosztować nawet 10 tys. zł. Ja nie chcę mieć takich kłopotów, nagłych wydatków na głowie. Wolę je planować, dlatego mam podstawowe maszyny, a specjalistyczne konsekwentnie wynajmuję.

Wkrótce zamierza skorzystać z nowoczesnego agregata uprawowo-siewnego. - Żeby zasiać żyto hybrydowe w systemie strip-till, czyli bez orki. Służy do tego specjalny siewnik. Dużo o tym czytam i mówi się, że to bardzo skuteczna metoda. Niesamowicie wygląda to w Norwegii, gdzie pracują ogromne sprzęty. Na całym polu jeżdżą tylko po wyznaczonych ścieżkach, reszta gleby nie jest przez nie wyjeżdżona i nie przeorana. To ją chroni, a także uprawy, które rosną w rzędach posianych w ściernisku. Woda nie zmywa roślinek, wiatr ich nie zdmuchuje i mróz tak nie zmrozi.    

 

Bywa jednak, że przyroda da się we znaki i mimo wszelkich zabiegów, Piotr odnotowuje straty. - Uprawiam ziemię od 15 lat i co roku jest inaczej. Z pogodą bywa różnie, w zeszłym roku dopiekła mi susza - wspomina. Szkodę wyrządza też zwierzyna: - Odkąd ogrodziłem pole, nie mam takiego problemu z dzikami, ale nim to zrobiłem, potrafiły mi zeżreć 30 proc. plonu. 

 

Piotr urządzał nawet dzikom pokazy fajerwerków nocami. Próbował je przegonić, bo wprowadzały się w uprawy, gdy rośliny były wystarczająco wysokie, żeby je zasłonić i żyły w nich aż do żniw. - Nie raz widziałem, jak uciekały dopiero przed  kombajnami. Ale gorzej było, gdy wchodziły na pole tuż po zasiewach. Wtedy potrafiły zeżreć sto procent ziarna, a obsianie hektara kosztuje około pięciuset złotych. Nie mogłem ryzykować takich strat, musiałem ogrodzić pole - mówi Piotr.

Przeczytaj też: Targi i wystawy rolnicze 2017. Terminy największych już znane

 

Czasem zwierzyna organizuje mu zagadki: - Pewnego dnia szedłem między łanami kukurydzy i pierwsze rzędy leżały na ziemi. Całe rośliny. Wyglądało to tak, jakby ktoś świadomie ułożył je na drodze, niczym zielony chodnik. Potem się dowiedziałem, że to robota borsuków.  Bujają rośliną tak długo, aż ją złamią i wtedy mogą dostać się do kolby kukurydzy. A że rozbujać borsuki mogą tylko rośliny rosnące na brzegu, dlatego tak uścieliły nimi drogę. 

 

Przyzwyczaiłem się, że będę rolnikiem

Gospodarki Piotr uczył się od rodziców. Ziemię w Luszkowie kupił jego dziadek, który wcześniej gospodarzył w Chrystkowie. To wieś położona tuż nad Wisłą. - Gdy jeszcze nie było wałów przeciwpowodziowych, woda dwa razy w roku stała dziadkowi w domu. Szlag trafiał też uprawy. Nie wiem, jak wtedy ludzie sobie radzili. Dziś rolnictwo wygląda zupełnie inaczej.

 

Przyszłość na gospodarce była Piotrowi pisana. - Nie miałem wyjścia, od początku wiedziałem, że będę kontynuował pracę rodziców, bo mam dwie siostry, jestem jedynym chłopakiem w rodzinie. Przyzwyczaiłem się do tej myśli i dlatego zostałem rolnikiem.

 

Dla odskoczni, przed studiami poszedł do szkoły kucharskiej. - Żeby nie szufladkować się jako rolnik. Nauczyłem się gotować i choć mamy nie przebiję, ze  wszystkim w kuchni sobie poradzę. Mam też niezły smak, np. mleko mogę pić tylko nasze, kartonowe mnie odrzuca. Ma wodnisty smak, rzadszą konsystencję, nawet kolor blady. Mleko z kartonu rozpoznam zawsze, także w budyniu.   

 

Piotr stara się być wszechstronny. Nawet motocykl kupił taki. - Od lat interesuję się motoryzacją i od początku polubiłem Yamahę Fazer. Właśnie za wszechstronność, bo to motocykl turystyczny, ale ze sportowym pazurem. Długo o nim marzył i gdy wreszcie Yamaha stanęła w jego garażu, może powiedzieć, że pomaga mu łączyć przyjemne  z pożytecznym. -  Uprawy trzeba monitorować, a mam je na terenie czterech wsi, muszę więc często objeżdżać całkiem spory obszar. Motocykl nadaje się do tego idealnie. Poza tym jeżdżę nim na różne zjazdy motocyklowe, w Świeciu jestem na każdym.

Przeczytaj też: Łukasz Hołubowski z ARR o promocji polskiej żywności: To furtka, okno na świat [rozmowa]

 

Odprężenie od pracy Piotr znajduje również w muzyce. Przez 14 lat grał na puzonie w młodzieżowej orkiestrze dętej przy szkole, którą kończył - w Grucznie. - Cały czas mi to wychodzi, dlatego nie wykluczam, że wrócę do instrumentu, bardzo bym chciał. Gdy się na to zdecyduję, zgłoszę się do orkiestry dętej w Świeciu - zapowiada.

 

Planów Piotr ma znacznie więcej. Chciałby np. zmienić profil gospodarstwa, co przyprawia o ból głowy jego mamę. - Mama narzeka, że cały czas  musi się uczyć czegoś nowego, bo nie kryję przed rodzicami, że planuję zmiany. Moim celem jest sto hektarów ziemi plus sto sztuk bydła opasowego. Będę do tego dążył, bo trzeba coś zmieniać. Po okresie stagnacji, gdy studiowałem w Bydgoszczy, skoro teraz już tu jestem, chciałbym zrobić wszystko, żeby to gospodarstwo nie tyle utrzymać, ile spokojnie je rozwijać - podsumowuje. 

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie