Zamieszczają ogłoszenia o pracy. Proponują 1800 zł na rękę, wyżywienie i dach nad głową. - Pracownik nie musi się martwić nawet kosztami zużycia wody, czy prądu - dodaje rolniczka. Poszukują odpowiedzialnych pracowników, którzy pomogliby np. w oborze. - Zajmuję się dojeniem, ale potrzebny jest ktoś na przykład do rozwożenia paszy - wyjaśnia.
Czasami ktoś się zgłosi. - Problem w tym, że zwykle popracuje z miesiąc, najwyżej trzy i okazuje się, że musi znikać - mówi pani Anna. Dlaczego? Zwykle chodzi o ucieczkę przed komornikiem, który próbuje ściągnąć długi za alimenty.
W powiecie świeckim i chojnickim pracował mężczyzna, który twierdził, że ma na imię Janek. - Prosił, by zatrudnić go bez umowy - twierdzi jeden z rolników. - Nie zgodziłem się na to, ale niektórzy zlitowali się nad człowiekiem. Mówił, że nie ma pieniędzy na alimenty. Porzucał robotę po tygodniu, dwóch. Taki niebieski ptak. - Alimenciarze coraz częściej chronią się w gospodarstwach - opowiada inny gospodarz z pow. radziejowskiego. - To nieodpowiedzialni ludzie.
On proponuje 1200 złotych na rękę. - No i mieszkanie w oddzielnym budynku oraz wyżywienie gratis - wyjaśnia. - Czy to za mało? Nie wiem, czego ludzie oczekują, ale źle pracownicy w naszym gospodarstwie na pewno nie mają! Gdybyśmy zważyli każdego pracownika, podczas przyjmowania go do pracy i na odchodnym, to byłaby duża różnica!
Więcej na ten temat - w papierowym wydaniu "Gazety Pomorskiej" (15 grudnia).