Na ostatniej sesji radny Adam Gumiński zapytał o relacje w PCPR, bo stwierdził, że dochodzą do niego sygnały, że część pracowników jest niezadowolona ze stosunków między nimi a dyrektorką Zofią Mueller. Zastanawiał się nawet, czy nie należałoby potraktować tego jako mobbingu.
Starosta Henryk Pawlina zapewnił "Pomorską", że Zofia Mueller stawiana jeszcze nie tak dawno za wzór szefa w powiecie sępoleńskim nie jest pupilką władzy. - Jesienią zgłosili się do nas pracownicy PCPR, narzekając na złe warunki pracy, zbyt duże obciążenie obowiązkami, kwestionowanie decyzji administracyjnych przez członków rodzin - wyjaśnia Pawlina. - Mówili też o niesprawiedliwym podziale nagród na Dzień Pracownika Socjalnego i ogólnie złą atmosferę.
Starosta dodaje, że zareagował i niczego nie zamiótł pod dywan. - Po spotkaniu z pracownikami w PCPR faktycznie wyszło, że dyrektor Mueller nie panuje nad problemami. W ostatnich trzech latach była kilka razy na zwolnieniach lekarskich, w tym dwa razy na półrocznych - przypomina. - Uznaliśmy, że pani dyrektor należy się upomnienie i ostrzeżenie. Miała zmienić sposób kierowania placówką. W PCPR pracuje 10 osób i nie jest nam obojętna atmosfera. Pracownicy wiedzą, że z panią dyrektor przeprowadziliśmy rozmowę ostrzegawczą i w każdej chwili można nam zgłaszać każdy problem. Od tego czasu żadnych sygnałów nie było.