- Po co lecieć na Księżyc? Czy to są marzenia o podboju kosmosu, a może tylko biznes?
- Zacznijmy od marzeń, na Księżycu byliśmy pół wieku temu i najwyższy czas, żeby na niego wrócić. Poza tym często traktuje się Księżyc jako stację przesiadkową w drodze na Marsa, bo docelowo naukowcy myślą o locie na Marsa. Bez Księżyca tam nie dotrzemy, dlatego musimy wykonać pierwszy krok w drodze na Czerwoną Planetę. Marzenia są w naturze człowieka, zawsze chcemy osiągnąć coś, co jest trudno dostępne czy niedostępne. Po to pół wieku temu były pierwsze loty na Księżyc, które odbywały się w czasach zimnej wojny, wyścigu między Stanami Zjednoczonymi a Związkiem Radzieckim.
- Teraz jest inaczej?
- Już nie tylko chcemy tam dolecieć i zostawić odcisk buta, ale chcemy tam zostać na dłużej.
Docelowo na orbicie Księżyca powstać ma stacja, a później już baza na samym Księżycu.
Chcemy być tam obecni na stałe, choć “na stałe” odniósłbym bardziej do orbity okołoksiężycowej, a na powierzchni Księżyca może tylko co jakiś czas, tak jak dzieje się na ziemskich stacjach badawczych na Antarktydzie czy Arktyce, gdzie naukowcy prowadzą badania przez pół roku, a później stacja stoi pusta. Podobnie, przez pierwszych kilka lat może być na Księżycu: częściej astronauci będą na orbicie. Na powierzchni Księżyca pojawiać się będą tylko sporadycznie.
- Zdecydują o tym kwestie bezpieczeństwa?
- W zasadzie jedno i drugie miejsce będzie niebezpieczne, ale to przede wszystkim kwestia infrastruktury. Nie da się zbudować bazy na Księżycu podczas jednego lotu, potrzeba będzie ich więcej, a wiemy, że one są bardzo kosztowne. Kwestie bezpieczeństwa też są ważne. Łatwiej będzie wrócić z orbity niż z powierzchni Księżyca.
- Na czymś można zarobić na Księżycu? Podobno w jego powierzchni znajduje się wysokoenergetyczne paliwo hel – 3?
- To paliwo przyszłości jest głównym celem ekonomicznym wypraw. Musimy być na stałe na Księżycu, żeby nauczyć się wydobywania paliwa hel – 3, przetwarzania go, magazynowania i wytwarzania z niego energii. Musimy pamiętać, że to nie nastąpi w ciągu kilku lat. Potrwa kilkanaście, a może kilkadziesiąt lat.

- Jak wygląda dzisiejszy wyścig w kosmosie? Wygrywają Amerykanie? Co na to Chińczycy? Putin też ogłosił na ten rok program Łuna – 25.
- Każde państwo chce pokazać swoją moc techniczną, naukową oraz ekonomiczną. To już nie jest wyłącznie wyścig pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Rosją, która z różnych powodów została w tyle. Dziś to wyścig Stany Zjednoczone – Chiny. Może nikt tego oficjalnie nie przyznaje, bo to niepoprawne politycznie, ale ta rywalizacja trwa. Z drugiej strony to bardzo dobrze, bo ona jest motorem napędowym rozwoju nauki i osiągnięć techniki. Chińczycy wysłali już na Księżyc dwa łaziki, ale mimo chińskich sukcesów bezzałogowych Amerykanie są bliżej lądowania człowieka na Księżycu. Planują to na 2025 rok i to nadal jest możliwe, nawet pomimo ostatnich kłopotów ze startem rakiety Artemis 1. Z kolei Chińczycy planują to na rok 2030. Znając Chińczyków też mogą tego dokonać. Lądowanie człowieka na Księżycu będzie kolejnym krokiem do naszej stałej tam obecności. Budowa stałej bazy z pewnością potrwa. Jeszcze długo będziemy pasjonować się tym tematem.
- Przełożenie startu rakiety Artemis 1 jest wyciągnięciem wniosków m.in. z tragedii promu kosmicznego “Challenger” i jego załogi?
- NASA prawie zawsze była ostrożna. Jeśli przed startem wykryto jakieś problemy techniczne, to lepiej taki lot wstrzymać, bo może dojść do tragedii. Wszystko trzeba sprawdzić, przetestować, co powoduje opóźnienia i koszty, ale lepiej przełożyć start rakiety o miesiąc lub kilka miesięcy niż pozwolić na zniszczenie całej rakiety. Wtedy cały program trzeba będzie wstrzymać, wyjaśnić przyczyny katastrofy i opóźnienia mogą być o wiele większe.
