We wtorek Świątek rozegrała swój pierwszy mecz na trawie w tym sezonie, po tym jak zdecydowała się opuścić turnieje w Berlinie i w Eastbourne. Do gry w stolicy Niemiec była już nawet zgłoszona, ale w ostatniej chwili się wycofała. W I rundzie Wimbledonu Polka pokonała Janę Fett (252.) 6:0, 6:3, ale wynik był lepszy niż gra. Spotkanie z Fett było idealnym "sparingiem" wprowadzającym w rytm meczowy. Chorwatka dostała się do turnieju głównego na Wimbledonie przez kwalifikacje i była skazana na pożarcie.
Podobnie miało być z Leslie Kerkhov, która do tegorocznego Wimbledonu nie wygrała jeszcze meczu na Wielkim Szlemie. W pierwszym secie Świątek szybko przegrała swoje podanie. Chwilę potem Polka przełamała Kerkhov, ale sama nie potrafiła obronić swojego serwisu i Holenderka prowadziła już 4:2. Liderka światowego rankingu zagrała jednak tak jak nas przyzwyczaiła i wygrała cztery kolejne gemy i seta 6:4.
W drugiej partii obie Panie "sztywno" wygrywały swój serwis aż do stanu 3:3, gdy Kerkhov zdominowała returnem Polkę. Świątek miała break-pointa przy stanie 3:4, ale go nie wykorzystała i przegrała seta 4:6.
W III secie Polka w końcu złapała właściwy rytm. Świątek przełamała Kerkhov przy stanie 3:1 i do końca nie oddała swojego podania. Ostatecznie liderka światowego rankingu wygrała 6:4, 4:6, 6:3.
Czwartkowy mecz z pewnością nie był najlepszym w wykonaniu Świątek. Polka popełniła aż 31 niewymuszonych błędów - o 9 więcej niż Kerkhov, ale miała też ponad dwa razy więcej "winnerów", bo 31 do 15. Holenderce po nocach będą się śnić podwójne błędy serwisowe, których popełniła aż osiem.
W III rundzie Świątek zagra z Francuzką Alize Cornet (37.), która pokonała Claire Liu 6:3, 6:3.
Dalej gra też Magdalena Fręch. Na trawiastych kortach w Londynie, Polka pokonała Słowaczkę Annę Karolínę Schmiedlovą 6:4, 6:4. 24-letnia Fręch po raz pierwszy w karierze dotarła tak daleko w turnieju wielkoszlemowym.
