Urzędnicy państwowi piszą niezrozumiale i niepoprawnie

Katarzyna Fus [email protected] tel. 56 61 99 926
Według Rady Języka Polskiego polscy urzędnicy nie umieją oni bądź nie chcą albo boją się pisać językiem prostym
Według Rady Języka Polskiego polscy urzędnicy nie umieją oni bądź nie chcą albo boją się pisać językiem prostym sxc.hu
Rada Języka Polskiego przygotowała raport, z którego wynika, że w dokumentach państwowych instytucji pełno jest błędów. Można je też znaleźć w pismach samorządowców. Urzędnicy piszą niezrozumiale i niepoprawnie.

Rada Języka Polskiego przedstawiła Senatowi sprawozdanie ze stanu ochrony języka polskiego w latach 2010-2011. Ten obszerny dokument wskazuje praktyki językowe stosowane na stronach internetowych rządowych resortów.

Wśród wielu uwag autorzy wskazują na brak konsekwencji w stosowaniu zasad pisowni nazw instytucji, podnoszą nagminne używanie wielkich liter w stosunku np. do wydziałów i określeń związanych z Unią Europejską. Ponadto zdarzają się błędy interpunkcyjne, słowotwórcze i składniowe. Dochodzi także do zmiany znaczenia różnych wyrazów, ale i także niepotrzebnych zapożyczeń. - Autorzy analizowanych tekstów są widocznie przekonani o tym, że zadaniem instytucji państwowej jest tworzenie komunikatów o najwyższym stopniu oficjalności, odwołujących się do źródeł prawnych - czytamy w raporcie. - Nie umieją oni bądź nie chcą albo boją się pisać językiem prostym.

Czytaj także: W Polsce szykuje się rewolucja językowa. Zrozumiemy, co mówią do nas urzędnicy

Także na szczeblu wojewódzkim i gminnym urzędnicy tworzą zupełnie obce przeciętnemu obywatelowi konstrukcje językowe. W Bydgoszczy prezydent ogłasza informację o działce, która jest "...zabudowana budowlą w postaci drogi utwardzonej o nawierzchni brukowej". W internetowych informacjach rezygnuje się z formy "Urząd Miasta Bydgoszczy", na rzecz "Miasta Bydgoszczy". Nie lepiej jest u sąsiadów. Władze i urzędnicy często używają określenia "w mieście Toruniu".

Prawdziwą męką jest za to czytanie informacji o dotacjach unijnych. Nie brakuje trudnej terminologii i to nawet w vademecum dla zainteresowanych skorzystaniem z konkursów. Roi się tu od "beneficjentów", "podmiotów", "aplikowania", "implementowania" i "dedykowania".
Powszechne jest też nadużywanie wielkich liter, szczególnie w przypadku nazw stanowisk, godności, tytułów naukowych czy zawodowych. Przykład? Na stronie toruńskiej straży miejskiej czytamy: "Funkcjonariusz", "Policja", Grupa Interwencyjna Straży Miejskiej".
Policja i straż miejska mają też skłonność do nadawania nowych nazw rzeczom i zjawiskom. I tak: sople stają się "nawisami lodowymi", "wykonanie czynności z udziałem zatrzymanego" to zwykle pobranie odcisków palców lub przesłuchanie.

Dlaczego tak się dzieje? - Może chodzi o zachowanie hermetyczności tego środowiska? - zastanawia się dr Krystyna Data z Polskiego Towarzystwa Językoznawczego.- Jest niechęć do tego, by używać języka w sposób zrozumiały dla przeciętnego człowieka. Szkoda. Myślę, że dobrze byłoby, gdyby nasi urzędnicy mieli przygotowanie w tym zakresie już podczas studiów. Niestety, brakuje tego i to również w innych specjalizacjach.

Czytaj e-wydanie »

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie