Z wizytą w gospodarstwie Dariusza Niciejewskiego w Górnym Grucznie. "Rozwijam to, co pozostawili mi przodkowie"

Agnieszka Romanowicz
Agnieszka Romanowicz
Do zdjęcia przed chlewnią gospodarz wybrał ze stada łaciatego prosiaczka.
Do zdjęcia przed chlewnią gospodarz wybrał ze stada łaciatego prosiaczka. Agnieszka Romanowicz
Gospodarstwo Dariusza Niciejewskiego w Górnym Grucznie w powiecie świeckim istnieje od stu lat. - Rozwijam to, co zostawili mi przodkowie, bo trzymam się mądrych zasad zaszczepionych mi przez ojca – mówi rolnik.

Dariusz Niciejewski z Górnego Gruczna (gmina Świecie) zajmuje się produkcją roślinną i zwierzęcą. Na 40 hektarach uprawia głównie kukurydzę i zboża, hoduje 130 tuczników i 30 kur. - Leczę ziemię poplonami, sieję ich dwa razy więcej niż narzuca Unia Europejska, nawet 15 hektarów – mówi rolnik.
W kwietniu minęło sto lat, odkąd rodzina Niciejewskich przeniosła się z Sandomierza do Górnego Gruczna. - Pradziadek Andrzej drobił się tam w hucie szkła i zainwestował w gospodarstwo na Kociewiu – opowiada pan Darek. - Jego syn Karol, czyli mój dziadek, był intelektualistą i działaczem, nie garnął się do roli. Za to mój ojciec Mieczysław pachniał ziemią i uprawiał ją z miłością. Pamiętam, jak zabierał mnie na pole, brał glebę w dłonie i przesypywał ją przez palce. Gdy była sucha, mówił, że choruje. Pokazywał też kłosy i uczył, że jak jeden zawiera osiem - dziesięć ziaren, to będzie dobry plon.

Klimat zmienił wszystko

Nauki pobrane przy ojcu przydają się panu Darkowi do dziś. - Ale część tamtych praktyk jest już niewykonalna z powodu zmian klimatu – wyjaśnia gospodarz z Górnego Gruczna. - Na przykład ojciec zawsze siał w życie saradelę. Dzięki niej rośliny lepiej wiązały azot i po skoszeniu był wartościowy poplon dla krów. Ale teraz saradela nie urośnie w życie, bo do tego potrzebna jest wilgotna ziemia a nie pył. Susze i upały niszczą uprawy i są coraz większe. W tym roku kukurydza rosła ładnie, ale jak zaczęły się wiązać kolby, to spaliło je słońce. Klimat zmienił wszystko.

Dlatego pan Darek nie sprzeciwia się założeniom Europejskiego Zielonego Ładu. - Wiele obecnych praktyk szkodzi glebie, na której przecież pracujemy – zauważa. - Byłem uczony, że najważniejszym zabiegiem, który niszczy chwasty jest orka, potem podorywka i dopiero siew. Teraz agregat uprawowo-siewny wjeżdża w ściernisko, a chwasty niszczy się chemią. Tak na pewno nie powinno być. Jeśli tego nie zmienimy, trzeba będzie budować kolejne szpitale onkologiczne.
Z tego samego powodu pan Darek zmienił pasze dla tuczników. - Na mniej intensywne – wyjaśnia. - Świnie przybierają około miesiąca dłużej, ale są zdrowsze i mają bardziej wartościowe mięso.

Kury się utrzymują i rodzina je zdrowe jajka

Kilka lat temu gospodarz musiał ograniczyć pogłowie trzody. - Liczyło ponad pięćset sztuk, ale opłacalność spadła i sił nie mam tyle, co kiedyś – wyjaśnia. - Rozważałem zmianę produkcji, np. na bydło mięsne, ale do tego musiałbym mieć najwyżej 40 lat. Chów byków to ciężka praca, przy buhajach trzeba się nachodzić.
Jednak chlewnia nie stała długo pusta. - Pomyślałem: „Tylko wróble mają w niej latać?” I kupiłem 30 kur. Zamieniłem chlewnię w kurnik i choć nie mam z tego wielkiego zysku, jestem zadowolony, bo kury się utrzymują i moje dzieci jedzą zdrowe jajka.

Ale z czegoś trzeba żyć, tymczasem opłacalność produkcji wieprzowiny spada, susza robi swoje i koszty produkcji rosną. W tym roku pan Darek wydał na mocznik 19 tys. zł, rok temu 5,5 tys. zł. - Jeden wyjazd do orki to półtora tysiąca złotych na paliwo - przyznaje gospodarz. - Jakoś sobie radzę. Czasami jest ciężko i trzeba szukać rozwiązania. Dobre gospodarzenie to planowanie. Wiem, co będzie rosło na moim polu za pięć lat. Poza tym bardzo lubię swoją pracę i cieszę się tym, co mam. Nie marzę o Hawajach i Las Vegas, nie mam wielkich potrzeb i chęci zmian.
To samo dotyczy rolniczego sprzętu: - Jestem zadowolony z mojego bizona, którego kupowaliśmy z tatą w 1982 roku prosto z Płocka, bo znam w nim każdą śrubkę. Jestem mu za niego wdzięczny i za wszystko, co zostawili mi moi przodkowie. Wiem, jak ciężko na to pracowali.

Bociany wybrały same

Nie samą pracą żyje rolnik - pan Darek odpoczywa przy muzyce. - Gram, komponuję, śpiewam, piszę wiersze. Lubię być ze swoją rodziną. Mam troje dzieci i troje wnucząt, niespełna roczny Bruno jest już szóstym pokoleniem Niciejewskich w Górnym Grucznie.

Wraz z Brunem w gospodarstwie zawitały bociany. W okolicy jest kilka pustych gniazd, a bociania para zaczęła wić nowe właśnie na słupie elektrycznym na posesji Niciejewskich. - Bardzo się ucieszyłem, bo chciałem mieć bocianie gniazdo. Zamontowałem nawet platformę na stodole, ale żaden ptak się nie zainteresował. Ciekawe, że wybrały sobie słup. Nadałem im imiona na cześć moich świętej pamięci rodziców: Krysia i Mietek. Odtąd każdej wiosny będę czekał aż wrócą do gniazda.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wysokie dopłaty do węgla – kończy się termin składania wniosków

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na pomorska.pl Gazeta Pomorska
Dodaj ogłoszenie