Zbrodniarz na urlopie

Beata KorzeniewskaZaktualizowano 
Sylwester Krajewski. Ma dziś 33 lata.
Sylwester Krajewski. Ma dziś 33 lata.
Za bestialskie morderstwo miał odsiedzieć 25 lat. Wyszedł jednak na przepustkę, z której nie wrócił do dziś.

     Dla Sylwestra Krajewskiego, który wraz z kolegą z zimną krwią zamordował małżeństwo z Torunia furtką do wolności stała się tzw. przepustka losowa. Udzielił mu jej w marcu ub.r. włocławski sąd penitencjarny. Zabójca miał wyjść tylko na 5 dni, a potem zameldować się grzecznie w więzieniu. Jego wakacje trwają już ponad rok i nie wydaje się, by ktoś specjalnie mu w nich przeszkadzał.
     Wspaniali ludzie
     
22 czerwca 1992 r. małżonkowie Lubomira i Wojciech K. wybrali się na przejażdżkę po okolicy. Pojechali do Dzikowa pod Toruniem.
     Wojciech K. lubił przyrodę. Był zapalonym fotografem. Tym razem okazja była szczególna, bo chciał wypróbować nowy aparat fotograficzny. - Jeździli tam często, spacerowali, zażywali kąpieli. To byli wspaniali ludzie - wspomina dziś synowa przyjaciela Wojciecha K. - Niewiele mogę powiedzieć. Niestety, teść nie żyje od trzech lat. Bardzo przeżył to, co się stało. Był przy identyfikacji zwłok. Właściwie od tego czasu zaczęły się jego problemy ze zdrowiem.
     Codziennie fordem sierrą koledzy dojeżdżali razem do pracy w Bydgoszczy. Jednak 23 czerwca Wojciech K. nie podjechał, jak zwykle, pod dom przyjaciela. - Teść zaangażował się w poszukiwania - mówi kobieta. - Razem z synem pana K. pojechali do Dzikowa.
     Poszukiwania nie przyniosły rezultatów. Mężczyźni dowiedzieli się jedynie, że małżonkowie dojechali do Dzikowa i wykąpali się w jeziorze.
     Zardzewiałe tablice
     
25 czerwca policjanci z posterunku w Lubiczu znajdują na parkingu osiedlowym czerwoną sierrę.Taką samą, jaką jeździło małżeństwo K. Uwagę mundurowych zwracają zardzewiałe tablice rejestracyjne, kompletnie nie pasujące do zadbanego auta. Szybko okazuje się, że należą do innego samochodu - starego mercedesa, będącego niegdyś własnością niejakiego Sylwestra Krajewskiego.
     Gdyby nie ten błąd byłego "detektywa", który do skradzionego ofiarom auta przykręcił swoje stare tablice, morderców być może w ogóle nie udałoby się odnaleźć...
     Dosyć miłości
     
Krajewski miał 21 lat. Życie nigdy go nie rozpieszczało, ale w jego domu nie brakowało miłości - miał bardzo kochających rodziców. Urodził się jako najmłodszy z dziewięciorga rodzeństwa w małej miejscowości pod Włocławkiem. W szkole nie był orłem, musiał nawet powtarzać jedną klasę, ale toruńską "zawodówkę" skończył w terminie. Nauczyciele nie mieli z nim problemów. Dużo osób go lubiło. - Był w porządku - mówił w czasie rozprawy sądowej, jego kolega z podwórka. - Dziwiliśmy, że był zdolny zrobić coś takiego. Fakt, lubił samochody i miał na tym punkcie odbitkę.
     Tragicznego wieczoru Sylwester Krajewski razem ze swoim kolegą umówili się na wypad nad jezioro. Sylwester Krajewski pracował w tym czasie w agencji detektywistycznej. Lubił to co robił, aktywnie uczestniczył w szkoleniach, uzyskał nawet pozwolenie na pistolet gazowy. Z czasem zainteresowania wzięły górę nad rozsądkiem - Sylwester zorganizował sobie ksero policyjnej legitymacji, na której umieścił swoje nazwisko. W drodze nad jezioro pochwalił się nią koledze, nie kryjąc, że przy najbliższej okazji sprawdzi, kto się na nią nabierze.
     Sierra z marzeń
     
Los sprawił, że jechali tą samą drogą, przy której małżeństwo K. zostawiło na moment swoje auto. Sierra zwróciła ich uwagę. Właśnie taki ford od dawna był marzeniem Sylwestra Krajewskiego. Stanęli, ale w samochodzie nikogo nie było. Gdy z lasu wyłoniła się Lubomira K. akurat szarpali za klamkę. Mąż z aparatem fotograficznym na szyi podążał za nią.
     Nie mieli powodów, by nie wierzyć Krajewskiemu. Podrobiona legitymacja wyglądała jak autentyczna. Młody człowiek mówił pewnie i przekonująco. Coś nie grało w papierach auta. Wojciech K. wyjaśniał, chciał nawet jechać na komisariat. W tym momencie Krajewskiemu puściły nerwy. Po chwili jego kolega mierzył do zdezorientowanych małżonków z broni gazowej.
     Wojciech K. gotów był oddać wszystko, byle dali im spokój. Oprawcy nie słuchali. Bezbronnych i przerażonych zapędzili na polankę. Tam Wojciech K., słysząc nadjeżdżający pojazd rzucił się do ucieczki. Krzyczał, wzywał pomocy... Zatrzymała go chmura gazu. Na ziemię powaliły go uderzenia kijem. Napastnik bił na oślep, najwięcej po głowie. Uspokoił się, gdy ofiara przestała się poruszać.
     Niewygodny świadek
     
Kobieta patrzyła i szlochała. Katów nie powstrzymała nawet rozpaczliwa modlitwa, wydobywająca się z jej ust. Krajewski bez wahania chwycił za kij. Uderzał w głowę, bez skrupułów, bez chwili namysłu, jakby rozbijał beton. Poruszyła się i wtedy wymyślił, że trzeba ją dobić. Zmaltretowaną, na wpół przytomną dusili kijem, który położyli jej na szyi. Stanęli na jego końcach. Wspólnik Krajewskiego opowiadał potem, że "prostowała nogi w agonii".
     Zmasakrowane zwłoki znalazł pies tropiący. Policjanci kiwali głowami, tak ohydnej zbrodni dawno nie widzieli. - Zwyrodnialcy, dewianci ... - mówiono o zabójcach.
     Krew z ubrań, butów i rąk zmyli nad jeziorem w Lubiczu. Zanim Krajewski porzucił sierrę, dokładnie starł z niej wszystkie ślady. Zasady znał ze szkoleń. Potem podzielił pieniądze znalezione w samochodzie.
     Śpiący i znudzony
     
Na miejsce zbrodni wrócili z łopatą. Znaleźli ciała, wykopali doły. Po wszystkim zamaskowali darniną. Następnego dnia, jakby nic się nie stało, beztrosko zażywali kąpieli w Osieku.
     Krajewski wpadł po czterech dniach. Kolega dołączył do niego miesiąc później. Kiedy w sądzie odczytywano wyjaśnienia, opisujące przebieg zbrodni, Krajewski stwierdził, że zaraz zaśnie... Kilka razy mówił, że jest zmęczony, obrażał się na media.
     Jego towarzysz przyznał się do wszystkich zarzucanych mu czynów. Żałował, okazał skruchę. Dostał 15 lat. W przypadku Krajewskiego sędziowie nie mieli najmniejszych wątpliwości. Wyrok był bardzo surowy, wówczas najsurowszy po karze śmierci (w Polsce ostatnią karę śmierci wykonano w 1988 r. Zniosła ją nowelizacja kodeksu karnego w 1997 r.).
     Był tu taki
     
Krajewski odsiedział 12 lat. Ostatnich kilka przed przepustką spędził w więzieniu we Włocławku. - Rzeczywiście był u nas - mówi mjr Leszek Lubicki, zastępca dyrektora Zakładu Karnego we Włocławku. - Niewiele możemy o nim powiedzieć. W naszym zakładzie karę pozbawienia wolności odbywa obecnie 1200 osób. Za zabójstwo siedzi 196 z nich. Trochę go pamiętam. Taki młody, łysiejący.
     Pracownicy więzienia dziwią się, że Krajewski wybrał wolność. - Szczególnie jeśli chodzi o tę kategorię osadzonych, to naprawdę bardzo rzadko zdarza się, by któryś nie wrócił - _mówi mjr Lubicki. - _Przecież miał już tyle za sobą i pewnie wkrótce by wyszedł...
     Jak dowiedzieliśmy się nieoficjalnie, to nie była pierwsza "ucieczka" bandyty. Kilka lat wcześniej też przedłużył sobie wakacje, ale wtedy policja szybko go znalazła.
     Poszła fama
     
- Słyszeliśmy, że obaj wyszli - mówi znajoma państwa K. - Poszła taka fama, ale nie byliśmy pewni.
     Synowie Lubomiry i Wojciecha K. od dawna nie mieszkają w Toruniu. Udało się nam skontaktować z jednym z nich. Akurat przebywał na wakacjach nad jeziorem. Nie wiedział, że oprawca jego rodziców jest na wolności. Choć od zbrodni minęło tyle czasu, nie był w stanie rozmawiać o tamtych wydarzeniach.
     14 maja 2003 r. Sąd Okręgowy w Toruniu wydał za Sylwestrem Krajeńskim list gończy. Od tamtej pory nikt go nie widział.
     Krajewskiego od ponad roku bezskutecznie szuka specgrupa z Bydgoszczy. - To grupa wyspecjalizowana w poszukiwaniu niebezpiecznych przestępców - tłumaczy Jacek Krawczyk, rzecznik bydgoskich policjantów. - Sprawdziliśmy i nadal sprawdzamy wszelkie wątki. Ze względów taktycznych i operacyjnych nie możemy ich ujawnić.
     - Mówią, że Krajewski jest już za granicą?
     - Współpracujemy z różnymi jednostkami na całym świecie. Ostatnio zatrzymaliśmy poszukiwanego w Nowym Jorku. Miejsce nie ma znaczenia. Mężczyzna ten prędzej czy później zostanie zatrzymany - zapewnia Krawczyk.

polecane: FLESZ: Podział Mandatów po wyborach parlamentarnych

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3