Adres: ulica Cieszkowskiego 11. O generale Karnickim, który...

    Adres: ulica Cieszkowskiego 11. O generale Karnickim, który z Dalekiego Wschodu trafił do Bydgoszczy

    Gizela Chmielewska

    Gazeta Pomorska

    Gazeta Pomorska

    Przez dziesięciolecia był jednym z wielu interesujących domów przy tej ulicy. Od niedawna, dzięki remontowi elewacji, zachwyca elegancką formą i ślicznymi detalami. To tutaj mieszkał generał, który pod Ciechanowem pogonił bolszewików. Stąd na morską służbę wyruszył jego syn - później sławny dowódca ORP "Wilk" i ORP "Sokół".
    Kamienica przy ul. Cieszkowskiego 11

    Kamienica przy ul. Cieszkowskiego 11 ©Fot. Gizela Chmielewska

    Według projektu Święcickiego

    Generał Aleksander Karnicki z synem Borysem

    Generał Aleksander Karnicki z synem Borysem


    Ulica Cieszkowskiego, której secesyjny klimat urzeka tak wielu bydgoszczan i turystów, ma już ponad sto lat. Została wytyczona w 1894 r. jako Moltkestrasse. Dwa lata później zaczęto tu stawiać domy według projektów znanych bydgoskich architektów, m.in. Karla Bergnera, Paula Boehma, Fritza Weidnera i Józefa Święcickiego. Ten ostatni zaprojektował nie jeden, a kilka domów: pod nr 4, 8, 11, 17 oraz dwa narożne - ul. Pomorska 48 i Gdańska 63/Cieszkowskiego 2.


    - Święcicki był projektantem, ale też właścicielem ziemi w tym zakątku miasta - mówi Bogna Derkowska- Kostkowska z Pracowni Dokumentacji, Popularyzacji Zabytków i Dziedzictwa Narodowego Wojewódzkiego Ośrodka Kultury i Sztuki w Bydgoszczy.
    - Należało do niego pięć parceli. Czterokondygnacyjna kamienica przy Cieszkowskiego 11 została zaprojektowana dla rentiera Gustawa Resche. Wybudowano ją w latach 1898-1899. Dzięki zachowanym dokumentom wiadomo, że prace budowlane prowadził Emil Heidemann, natomiast ciesielskie - Friedrich Lork. Ale już dwa lata później właścicielem domu został sam Święcicki. Być może inwestor nie zapłacił budowniczemu za projekt, dlatego doszło do przejęcia nieruchomości. Po Święcickim właścicielem domu był Schmidt - wolontariusz bankowy.


    Do 1920 r. eleganckie kamienice przy ul. Cieszkowskiego zamieszkiwali głównie bogaci Niemcy - urzędnicy, lekarze, kupcy, wojskowi, rentierzy. Gdy miasto przejęli Polacy, większość niemieckich lokatorów zdecydowała się opuścić miasto.


    Wygodne, komfortowe mieszkania położone w oazie spokoju i zieleni szybko znalazły nowych, równie dobrze sytuowanych mieszkańców. Właścicielką kamienicy wówczas jeszcze pod nr 16 (nr 11 wprowadzono w 1931 r. po zmianie numeracji domów miejskich) została Maria Daszewska. Trzy lata później dom należał już do Karola Webera. I w jego rękach pozostał do II wojny światowej.


    Dowódca Budionnego,gość Denikina

    W Archiwum Państwowym w Bydgoszczy w Kartotece Mieszkańców zachowała się karta rodziny Karnickich Repr. Archiwum Państwowe w Bydgoszczy

    W Archiwum Państwowym w Bydgoszczy w Kartotece Mieszkańców zachowała się karta rodziny Karnickich
    (fot. Repr. Archiwum Państwowe w Bydgoszczy)

    Wśród polskich mieszkańców kamienicy przy ul. Cieszkowskiego 11 był lokator, którego nazwisko dobrze znano w sferach wojskowych od Warszawy po Daleki Wschód. Dziś widnieje ono we wszystkich opracowaniach historycznych, dotyczących m.in. działalności Józefa Piłsudskiego, gen. Józefa Dowbora-Muśnickiego, wojny polsko-bolszewickiej itd.


    Karta meldunkowa generała Aleksandra Karnickiego i jego rodziny szczęśliwie zachowała się w Archiwum Państwowym w Bydgoszczy. Dzięki temu wiadomo, że wraz żoną Zofią i dziećmi - Jerzym, Borysem, oraz bliźniaczkami Noemi i Marą przybył do Bydgoszczy 5 września 1922 r. z Warszawy.


    Zanim jednak generał Karnicki został bydgoszczaninem, zapisał piękną kartę w historii. Syn Stanisława i Leontyny ze Skrudzińskich urodził się 30 stycznia 1869 r. w Łowiczu. Szkołę średnią ukończył w Częstochowie - tamtejsze liceum do dziś się tym absolwentem chwali, co widać też na jego stronach internetowych. Potem była oficerska Szkoła Kawalerii w Twerze. Następnie udział w wojnie rosyjsko-chińskiej, rosyjsko-japońskiej i wielka kariera uwieńczona w 1916 r. stopniem generała majora oraz wieloma odznaczeniami, w tym Orderem Św. Jerzego III klasy. Karnicki był dowódcą 2. Zaamurskiego Pułku Konnego i Kaukaskiej Dywizji Kawalerii.

    W lutym 1918 r. objął stanowisko zastępcy dowódcy I Korpusu Polskiego w Rosji, gen. Józefa Dowbora-Muśnickiego. Obydwu panom na pewno wówczas do głowy nie przyszło, że już niedługo będą się spotykać daleko od Kresów, bo aż w Bydgoszczy, jeden i drugi w zupełnie nowej roli...


    Po rozwiązaniu Korpusu gen. Karnicki został dowódcą grupy w Armii Ochotniczej Antona Denikina. W styczniu 1919 r. przeszedł do Wojska Polskiego. Został dowódcą Frontu Wołyńskiego.


    Od lipca 1919 r. do kwietnia 1920 r., wyznaczony przez marszałka Piłsudskiego, był szefem Polskiej Misji Wojennej przy Armii Denikina w Taganrogu na Krymie. Przyjęto go tam z wielką serdecznością. Jednak do żadnych ustaleń w sprawie współpracy nie doszło, ale dzięki Karnickiemu tysiące Polaków mogły wrócić do kraju. Udało mu się bowiem załatwić zgodę, aby statki, płynące do Rumunii mogły bezpłatnie zabierać uchodźców.


    Po zakończeniu misji Karnicki został dowódcą VIII Brygady Jazdy i Grupy Jazdy przy 5. Armii, walcząc przeciwko 1. Armii Konnej Budionnego - kiedyś wachmistrza z podległej mu rosyjskiej armii. To żołnierze Karnickiego w sierpniu 1920 r., w sławnym rajdzie na Ciechanów, zdobyli radiostację 4. Armii Szuwajewa, co tak bardzo pokrzyżowało bolszewikom plany. Generał był bardzo dumny, przyjmował liczne gratulacje... A potem okazało się, że dla żołnierzy z czasów zaborów, nawet tych najbardziej zasłużonych nie ma już w polskim wojsku miejsca. Karnickiemu podobno zarzucano, że w jego domu, w związku z tym, że ma żonę Rosjankę, rozmawia się po rosyjsku, a on sam jeszcze I Korpusie źle traktował oficerów - przeciwników gen. Dowbora- Muśnickiego.

    Jerzy od samolotów, Borys od okrętów

    Zofia Karnicka z synem Borysem - 1910 r. Zdjęcie pochodzi z
    książki Borysa Karnickiego pt. "Marynarski worek wspomnień", MON, 1987

    Zofia Karnicka z synem Borysem - 1910 r. Zdjęcie pochodzi z
    książki Borysa Karnickiego pt. "Marynarski worek wspomnień", MON, 1987


    W czerwcu 1921 r. generał Karnicki, ledwo 52-letni, zaprawiony w bojach i dyplomacji mężczyzna przeszedł na przymusową emeryturę. Trzeba było podjąć decyzję o tym, co dalej, no i przede wszystkim gdzie. Znalezienie wygodnego mieszkania w stolicy było w tym czasie niemożliwe. Bydgoszcz za to oferowała mieszkania w kamienicach w centrum miasta. Państwo Karniccy zdecydowali się na przeprowadzkę. Być może generała przekonał fakt, iż taką samą decyzję podjęło kilku jego kolegów z czasów carskich, a do tego znajomi z Harbina, Kijowa, Władywostoku... Dla jego żony liczyło się to, że tutaj osiedliła się liczna grupa Rosjan - jej rodaków. No i była cerkiew.



    Rodzina Karnickich, przyzwyczajona do częstych przeprowadzek, chyba nie miała kłopotów z odnalezieniem się w warunkach tak daleko odbiegających od tych, w jakich żyła na Dalekim Wschodzie. Pomagało im w tym pogodne usposobienie i poczucie humoru, przypominały ulubione potrawy. Do mieszkania przy ul. Cieszkowskiego zaczęli przychodzić koledzy synów - Jerzego z Gimnazjum Humanistycznego i Borysa z Gimnazjum Matematyczno-Przyrodniczego. Obydwaj kiedyś pójdą w ślady ojca, tyle że nie do kawalerii. Pierwszy z nich, dla bliskich Goga zostanie pilotem-oblatywaczem i w październiku 1930 r. zginie w katastrofie lotniczej. Jego pogrzeb na cmentarzu wojennym przy Szosie Szubińskiej (obecnie cmentarz komunalny przy ul. Kcyńskiej) - dokąd trumna zostanie przywieziona na samolocie ciągniętym przez szóstkę koni - będzie wielką manifestacją solidarności Polaków i Rosjan.


    Młodszy syn generała, Borys, będzie miał więcej szczęścia - skończy Szkołę Oficerów Marynarki Wojennej w Toruniu i z czasem zostanie dowódcą ORP "Wilk", następnie ORP "Sokół". Za zasługi bojowe gen. Władysław Sikorski odznaczy go orderem Virtuti Militari. Wiele lat później, już na emigracji w Anglii, komandor porucznik Karnicki dzieje swej służby, czasami z pikantnymi szczegółami opisze w książce pt. "Marynarski worek wspomnień", w której nie zbraknie kilku ciepłych słów dla Bydgoszczy.

    Pałasz Józefa Hallera

    Generał nie byłby sobą, gdyby życie na emeryturze wypełnił tylko wspomnieniami. Lubił dobrą zabawę. Cieszyły go wizyty bliskich i znajomych. Był dumny, gdy goście podziwiali jego kolekcję broni. Jeden z tych cennych przedmiotów - szablę, przerobioną z francuskiego kirasjerskiego pałasza, który dostał od gen. Józefa Hallera w 1919 r. w przeddzień zdobycia Łucka - przekaże synowi.


    Tak naprawdę Aleksander Karnicki nie mógł żyć bez wojska. Dlatego szybko włączył się w prace Stowarzyszenia Oficerów w Stanie Spoczynku - został jego prezesem. Tam spotykał "bratnie dusze" z carskiej armii, jak np. wiceadmirała Konstantego Biergiela (o K. Biergielu pisałam w artykule pt. "Adres; Jackowskiego" "Album Bydgoski", 14 VII 2010 r. - przyp. aut.). Interesował się działalnością Związku Żołnierzy I Polskiego Korpusu Wschodniego w Bydgoszczy. A wizyty generałów Hallera i Dowbora-Muśnickiego zawsze były okazją do spotkań i wspomnień. Gdy w listopadzie 1925 r. powołano Koło Monarchistyczne, przez jakiś czas był nawet jej prezesem.



    Żona generała też działała społecznie, wspomagając mieszkających w Bydgoszczy Rosjan. To z myślą o nich powstało Stowarzyszenie Pomocy Uchodźcom z Rosji. Staraniem tej organizacji, w listopadzie 1928 r., na cmentarzu przy ul. Kcyńskiej postawiono pomnik poświęcony Rosjanom poległym w niewoli niemieckiej. Stoi tam do dziś. Gdy Stowarzyszenie zaprzestało działalności, powołano Rosyjskie Koło Pań i Rosyjskie Towarzystwo Dobroczynności. Generałowa Karnicka stanęła na czele tej pierwszej organizacji.


    Państwo Karniccy nie byli jedynymi mieszkańcami tej kamienicy, oddającymi się pracy społecznej. Jej właściciel - Karol Weber działał w Lidze Morskiej i Rzecznej. A po śmierci Edwarda Woyniłłowicza przejął stanowisko prezesa Związku Polaków z Kresów Wschodnich w Bydgoszczy. Po sąsiedzku też nie brakowało osób, których nazwiska wiele mówiły bydgoszczanom. W gronie mieszkańców tej ulicy byli też m.in. - pod nr 3 dr Jan Biziel, a także Ludwik Regamey, radca miejski i wiceprezes Towarzystwa Muzycznego, pod nr 17 - wiceadmirał Louis Wawel, fundator stypendiów dla niezamożnych oficerów odrodzonej marynarki wojennej - jego samobójstwo w grudniu 1934 r. wstrząsnęło miastem.


    Z licznego grona mieszkających przy ul. Cieszkowskiego ludzi niepospolitych jak dotąd tylko Janowi Bizielowi i Józefowi Święcickiemu bydgoszczanie ufundowali tablice.

    Nowkuński z Harbina, Sągajłło z Kijowa

    Zarówno Zofia Karnicka, jak i jej małżonek, wspólnie zaangażowali się w działalność Koła Przyjaciół IV Drużyny Harcerskiej im. Kilińskiego przy Gimnazjum Humanistycznym, do której należał ich starszy syn.
    Wspomagali ich znajomi, którzy jak oni przez kaprys historii trafili do miasta nad Brdą - m.in. dr Tadeusz Nowkuński z Harbina czy dr Edmund Sągajłło z Kijowa.


    Członkowie Koła różnymi sposobami starali się o fundusze dla harcerzy, m.in. organizując przedstawienia teatralne. Szczególnie dwa z nich - jednoaktówka "Zaręczyny pod gradem kul" Stanisława Kiedrzyńskiego oraz operetka "Czarodziejskie skrzypce" Offenbacha - wystawione w maju 1925 r. na deskach Teatru Miejskiego odbiły się głośnym echem w mieście. Wystąpili w nich bowiem członkowie Koła Przyjaciół Harcerzy, w tym generałowa Karnicka.


    26 maja 1925 r. recenzję na łamach "Dziennika Bydgoskiego opublikował Zygmunt Urbanyi, który zauważył, że "aktorzy godnie dostrajali się do ogólnego poziomu całości, który był jak na amatorów wcale wysoki, gdyż akcja szła żywo i w należytym tempie."


    Ponad sześćdziesiąt lat później jego syn Zbigniew, dziś już nieżyjący nasz redakcyjny kolega, na łamach "Gazety Pomorskiej" upomni się o pamięć dla generała. Niestety, bez większego skutku...

    Sąsiad Gintyłło


    Generał Aleksander Karnicki spoczywa wraz z rodziną na cmentarzu przy ul. Kcyńskiej - przy głównej alei
    (fot. Fot. Gizela Chmielewska)

    Po dziesięciu latach spędzonych w mieszkaniu przy ul. Cieszkowskiego 11 państwo Karnicy jeszcze trzy razy się przeprowadzali - do domu przy ul. Śniadeckich 25, Matejki 10 i znowu przy Cieszkowskiego, ale pod nr 6. Tam, gdzie mieszkał ich dobry znajomy dr Witold Gintyłło. To stąd w sierpniu 1939 r. generał wysłał do syna Borysa list następującej treści:
    "Co do Ciebie kochany synu, jeżeli konflikt będzie rozstrzygnięty wojną, trzymaj się mocno, bądź na wysokości swego zadania, spełnij obywatelski obowiązek, nie szczędząc siebie ani życia. Tak Ci dopomóż Bóg. Ojciec A. Karnicki, generał"
    Borys Karnicki, tak jak życzył sobie tego jego ojciec, stanął na wysokości zadania.



    Z mieszkania przy ul. Cieszkowskiego 28 listopada 1939 r. Karnickich wysiedlili Niemcy. Rodzina wyjechała do Kutna, gdzie generał zmarł 13 listopada 1943 r. Po 21 latach jego prochy wróciły do Bydgoszczy. Na łamach IKP ukazał się wówczas nekrolog informujący o uroczystości złożenia jego szczątków na cmentarzu przy ul. Kcyńskiej, którą zaplanowano na 4 marca 1964 r. Ani w tej lokalnej gazecie, ani w innej nie znalazła się jednak nawet najmniejsza wzmianka o zasługach generała. Nazwisko kogoś, kto służył w armii carskiej, a potem, o zgrozo, gromił bolszewików nie miało wtedy prawa "wstępu" na łamy prasy.
    W 1975 r. do generała i jego syna Jerzego dołączyła żona Zofia, a w 1982 r. córka Noemi, dla bliskich Neka. Przy grobowcu, zwieńczonym roztrzaskanym skrzydłem samolotu stanęła symboliczna tablica, poświęcona komandorowi Borysowi Karnickiemu.

    Aleksander Karnicki jest jednym z nielicznych bydgoszczan, którego nazwisko figuruje w Polskim Słowniku Biograficznym. Z kolei pamiątki związane z synem generała - Borysem - zajmują poczesne miejsce w Muzeum Marynarki Wojennej. A u nas? Żadnych pamiątek w Muzeum Okręgowym i Pomorskim Muzeum Wojskowym. Jedynie drobne informacje rozrzucone w "Dzienniku Bydgoskim", skromne wzmianki w jednej czy dwóch książkach wydanych po 1990 r. I jeszcze: uczniowie Zespołu Szkół Elektronicznych, realizujący program pt. "Znamy i szanujemy miejsca pamięci", umieścili w internecie fotografię grobu rodziny Karnickich i dołączyli krótki opis. Wielka szkoda, że z błędami.


    Z kolei na stronie internetowej Stowarzyszenia Mieszkańców Ulicy Cieszkowskiego, które zapewnia, że będzie przypominać o swoich sławnych sąsiadach, nie ma wzmianki o generale Karnickim i jego synu, zresztą o innych zasłużonych osobach z tej ulicy też nie. Od 2008 r. strona się nie zmienia.
    - To prawda, od dwóch lat jesteśmy jakby w uśpieniu - mówi Grzegorz Kaczmarek, inicjator i jeden z założycieli Stowarzyszenia - ale niedługo zamierzamy to zmienić. Mamy pomysły, wiemy, że w każdej kamienicy z naszej ulicy mieszkali ludzie, którymi miasto może się chwalić. Chcemy bydgoszczanom o tym przypomnieć.


    Ulica Cieszkowskiego - ponad 100 lat historii, 22 domy i mnóstwo wspomnień. Wśród tych ostatnich te, związane z Aleksander Karnickim. Są na wyciągnięcie ręki.

    Czytaj treści premium w Gazecie Pomorskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Wideo