Anna Lewandowska: - Mnie piłka fascynowała od dzieciństwa. Grałam z bratem, potem z innymi chłopakami

Tomasz Malinowski
Zawodniczka  bydgoskiego KKP ( przy piłce) występująca na środku obrony, w swoich interwencjach bywa bezkompromisowa.
Zawodniczka bydgoskiego KKP ( przy piłce) występująca na środku obrony, w swoich interwencjach bywa bezkompromisowa. Fot. Jarosław Pruss
Anna Lewandowska, zawodniczka KKP Bydgoszcz w rozmowie z "Pomorską" podsumowuje pierwszą cześć rozgrywek Ekstraligi.

- Zacznijmy od zagadki. Wie pani, dlaczego tak mało kobiet gra w piłkę nożną?
- Cóż to za zagadka! Czy kryje się w niej może jakiś podstęp?

0 Odpowiedź jest prosta: bo niełatwo znaleźć 11 kobiet, które chciałyby występować w jednakowych kostiumach.
- ... (śmiech!)

- Ale już na serio, co może być przyczyną takiej sytuacji?
- Nie byłabym tak przekonana do końca, że jest nas grających w kraju mało. Uważam nawet, że odnotowujemy ostatnio lekki boom futbolu w wydaniu kobiecym. Moim zdaniem dużo dziewcząt chce grać w piłkę, powstaje coraz więcej sekcji, rozrastają się rozgrywki. A mogłoby nas być jeszcze więcej, gdyby dyscyplina była bardziej promowana i znalazła swoje stałe miejsce w telewizji. Wiem, że w Niemczech czy krajach skandynawskich koleżanki-piłkarki nie mają z tym problemu.

- Wszystko wskazuje na to, że pierwszą cześć rozgrywek w Ekstralidze zakończycie na 7. miejscu. Satysfakcjonującym drużynę...
- Możemy być chyba zadowolone. Przy takiej ilości kontuzji to dobra lokata. Dzieli nas wyraźna granica od strefy spadkowej, przez to przygotowania do ligowej wiosny powinny być łatwiejsze, bez paraliżującej presji. Ale chcemy więcej, bo stać nas piłkarsko na zdecydowanie lepszą i skuteczniejszą grę.

- Czego jesienią brakowało drużynie najbardziej?
- Potrafiłyśmy odebrać czy przyjąć piłkę we własnej połowie, rozegrać akcję od tyłu. Czym jednak bliżej pola karnego przeciwniczek, brakowało nam boiskowego sprytu, ba nawet cwaniactwa; traciłyśmy głowy nie wiedząc tak naprawdę, co zrobić z piłką. Powodowała nami jakaś blokada, lęk przed oddaniem strzału.

- Przecież w zespole nie brakuje koleżanek potrafiących uderzyć na bramkę, że wymienię Agatę Kutnik, Natalię Makowską, Martę Kryszak...
- Uważam, że każda z nas, nie tylko wymienione, ma takie same możliwości strzeleckie. Nie każda natomiast brała na siebie tę odpowiedzialność.

- W defensywie też mogłoby być lepiej...
- Zawsze może być lepiej. Nie chcę być źle zrozumiana, ale kontuzje wymusiły wiele kombinacji ustawienia obrony. Czy to ja, czy każda z koleżanek występujące w tej formacji, dawałyśmy z siebie więcej niż 100 proc. Na pewno jednak jest jeszcze wiele do poprawienia.

Czytaj więcej o piłka kobieca w regionie
- Zaskoczyła was zmiana trenera i to po pierwszym meczu?
- W wielu drużynach zmieniają się trenerzy. Skoro zarząd podjął taką decyzję, naszą rolą było ją zaakceptować. Uważam, że każdy trener przychodząc do zespołu wnosi coś od siebie.Tak też działo się z trenerem Raczkowskim.

- Co pani pamięta z meczu przeciwko Medykowi?
- Wiem, że przy jednej z interwencji wyrżnęłam solidnie głową o ziemię. "Odjechałam" na jakiś czas... Gdy w karetce ocknęłam się, napłynęła sportowa złość. Chciałam za wszelką cenę powrócić na boisko, ale nasz sztab medyczno-trenerski nie zezwolił na powrót. A tak chciałam pomóc dziewczynom, bo miałyśmy dobry wynik.

- Co motywuje, najpierw dziewczynkę, a potem kobietę do gry w piłkę?
- A co motywuje chłopców? Mnie piłka fascynowała od dzieciństwa. Grałam z bratem, potem z innymi chłopakami. Pochodzę z Poznania, mieliśmy w szkole mocną pakę. Potem był klub. A jeszcze później wylądowałam w Tuszynach k/ Łodzi. Z Bydgoszczy miałam już wcześniej propozycję gry, ale nie byłam wówczas gotowa na przeprowadzkę. W końcu się jednak zdecydowałam i bardzo dobrze się tutaj czuję. Tworzymy naprawdę fajną ekipę.

- Co robi piłkarka, gdy nie trenuje, nie gra? Uczy się, studiuje, pracuje...
- W naszym zespole nie ma profesjonalistek. Ja konkretnie pracuję, a popołudniami trenuję.

- A w wolnych, od pracy i sportu, chwilach?
(Śmiech!) Lubię pochodzić po sklepach, rozglądać się za ciuchami.

- Anna Lewandowska ma jakieś sportowe marzenie? Może występy w reprezentacji. Runda jesienna pokazała, że zasługuje pani na powołanie. Ostoja defensywy, dobrze wyszkolona i świetnie rozczytująca grę; w każdym meczu grająca na maksa.
- Miło słyszeć aż tyle komplementów. Ale wydaje mi się, że im więcej czasu upływa, marzenie o grze w kadrze staje się odległe.

- Gdyby władze klubu chciały zimą przeprowadzić do KKP jeden wartościowy transfer, to kogo pani rekomendowałaby?
- Kasię Daleszczyk z Górnika Łęczna. To jedna za najwszechstronniejszych zawodniczek w linii pomocy. Przy okazji powiększyłby się w zespole klan Daleszczyków.

Czytaj e-wydanie »

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie