Legia Warszawa – Anwil Włocławek 87:94 (18:26, 28:24, 15:22, 26:22)
LEGIA: Finke 23 (2), 12 zb., Matczak 11 (1), Kowalczyk 8 (1), 7 as., Belemene 8, Kiwilsza 0 oraz Sosa 24 (6), Pinder 7 (1), 6 zb., Nowerski 6, Brandon 0, 6 as., Linowski 0, 6 zb.
ANWIL: Simon 26 (6), 4 as., Ledo 19 (1), 7 as., Freimanis 16 (4), 6 zb., Wroten 11, 5 zb., 6 as., Milovanović 5, 5 zb. oraz Dowe 9 (1), Sokołowski 8, 3 prz., Sulima 0, Karolak 0.
Obie drużyny spotkały się dwukrotnie w okresie przygotowawczym, zaliczając po zwycięstwie. Co prawda po 1. kolejce w lepszych humorach byli włocławianie, którzy rozbili Polpharmę, ale Legia w Toruniu, choć przegrała, pokazała się z dobrej strony. I właśnie na tej podstawie stołeczny zespół zapowiadał, że z Anwilem tanio skóry nie sprzeda.
Zaczął od skutecznej akcji Finke, ale potem zrobiło się 2:8 i 9:18, bo gospodarze nie potrafili zatrzymać Łotysza Freimanisa (4/4 za 3 do przerwy). Włocławianie byli szybsi, skuteczniejsi, a przy tym legioniści sporo faulowali i Anwil dorzucał punkty z wolnych (5/6). Przewaga gości wciąż oscylowała w granicach 10 pkt. Niestety, w 2. kwarcie role się odwróciły. To nasz zespół częściej nie nadążał w obronie, faulował, pozwalał rywalom trafiać z bliska i z dystansu. Osiem punktów z rzędu Sosy i Pindera dało Legii remis po 26 w 12. minucie. Później jednak nasze amerykańskie trio: Ledo, Simon i Wroten ponownie wyprowadzało Anwil na prowadzenie 28:37, 38:44 i na końcu 2. kwarty 46:50, ale i Legia miała swoje chwile triumfu, np. w 19. min, gdy po „3” Sosy była nawet na prowadzeniu 46:45.
Na początku 3. odsłony trwała wymiana ognia między Simonem i Sosą, ale po trafieniu tego drugiego w 25. min (6/11 za 3) znów miejscowi prowadzili 56:55. Od tego momentu coś się jednak w grze Legii zacięło, a właściwie to Anwil postawił twarde warunki w obronie i pokazał skuteczną grę w ataku. Kolejne 3 minuty włocławianie wygrali aż 14:2 i odskoczyli na 58:69. To był przełom. Po kolejnych rzutach z dystansu Simona (6/11) Anwil w 4. kwarcie prowadził nawet 15 pkt., i choć warszawiacy ambitnie walczyli do końca (81:87), wygrana mistrzów Polski była niezagrożona.
Do gry Finke (10/17 z gry) i Sosy (8/14) nie dopasowali się partnerzy, szczególnie Matczak (3/11). I choć Legia w kilku statystykach była lepsza, Anwil miał bardziej wyrównany zespół. Na pochwały zasłużyli szczególnie Simon (7/14) i Ledo (8/17). Warto dodać, że w ekipie Igora Milicicia z Polaków tylko Sokołowski punktował.
Po 2 kolejkach Anwil na czele tabeli (+45 pkt.) przed Asseco Gdynia (+32), Polskim Cukrem Toruń (+26), Startem Lublin (+16) i MKS Dąbrowa Górnicza (+7)- wszystkie te zespoły mają po 4 punkty.
W najbliższą sobotę Anwil zagra w Stargardzie ze Spójnią (12.30, mecz w Polsacie Sport).
