Jeden przeciwko urzędom - pan Józef z Rogówka chce ratować staw

Adriana Boruszewska
Adriana Boruszewska
- Jeśli całkowicie lekceważy sąsiadów i zupełnie się z nami nie liczy, to pozostała mi tylko droga urzędowa - ubolewa Józef Sztalmirski.
- Jeśli całkowicie lekceważy sąsiadów i zupełnie się z nami nie liczy, to pozostała mi tylko droga urzędowa - ubolewa Józef Sztalmirski. Adam Willma
Udostępnij:
Papiery się zgadzają. Urzędy po kolei przyklepują sprawę. Józefowi Sztalmirskiemu dorobiono gębę pieniacza. Bo tylko on nie ma w nosie tego, co się stanie ze stawem w Rogówku.

Rogówko liczy ledwie 600 mieszkańców. Typowa przelotówka koło ruchliwej i hałaśliwej drogi krajowej numer 15 prowadzącej z Torunia do Olsztyna.

Zamurować okna

- Sprowadziłem się do Rogówka w 1972 roku – wspomina Sztalmirski. - Wówczas było tu puste pole i krzaki. Sąsiedzi z drugiej strony drogi sprowadzili się tu później. Mieli dom i pole uprawne. Nie przyszło mi do głowy, że będę się musiał kiedyś z nimi spierać.

Rozmawiamy przy drodze, co rusz przerywa nam hałas przejeżdżającej ciężarówki.
- Gdy człowiek mieszka całe życie w takim miejscu, do hałasów z drogi jest w stanie się przyzwyczaić – kiwa głową się pan Józef. - Ale hałas, który mamy tutaj od kilku lat to zupełnie coś innego. Za to skup złomu, który powstał po drugiej stronie ulicy stał się naszą udręką. Ciężar na wysięgniku ubija m.in. samochody przywożone na złom, do tego dochodzi przeraźliwy huk metalowych elementów wrzucanych do stalowych kontenerów. I non stop ciężarówki z ciężkimi kontenerami. Proszę posłuchać, to jest rodzaj hałasu trudny do zniesienia – stoimy przy bramie Sztalmirskich w tumanie kurzu wznoszonym przez ciężarówki wyjeżdżajace ze skupu.
- Sam pan widzi. Dziś to jeszcze mało, bo przecież był deszcz wczoraj. A wmawiają nam, że sobie tę kurzwicę sami wymyślamy. Człowiek jest na emeryturze i chciałby minimum spokoju, a tu co chwilę huk. Dom świeżo po kapitalnym remoncie popękał od tych wszystkich wibracji.
- Póbował pan dogadać się z sąsiadem?
- Poszedłem zwrócić mu uwagę, ale odpowiedział, że mam sobie zamurować okna. Później poszedłem jeszcze raz z prośbą, żeby zrobił jakieś ekrany, ale odmówił, stwierdził, że mu wolno.

Żeby pan mnie dobrze zrozumiał - ja nikomu nie chcę odbierać prawa do zarabiania. Jak najbardziej, niech pan Czapla prowadzi działalność. Życzę mu jak najlepiej i rozumiem, że to nie może odbywać się bez hałasu. Ale niech weźmie pod uwagę, że inni też mają prawo do życia. Jeśli całkowicie lekceważy sąsiadów i zupełnie się z nami nie liczy, to pozostała mi tylko droga urzędowa. Tym bardziej, że teraz nie chodzi już tylko o mnie, ale o ten jedyny kawałek dzikiej przyrody, jaki tutaj mamy. Nie pojmuję jak urzędnicy gminni mogli zgodzić się na to, aby tak uciążliwa działalność była prowadzona w takim miejscu. Niestety, od razu miałem poczucie, po której stronie znajduje się ich sympatia. Może już bym machnął ręką, ale szkoda mi żony, bo jest tym wszystkim całkiem załamana. W zeszłym roku przez ten huk żona złamała rękę. Zamykała bramę i jak huknęło, przestraszyła się i upadła.
- Niech pan spojrzy, jaka kurzawina – denerwuje się Władysława Sztalmirska. - Czy to normalne, aby nie można było nawet rozwiesić prania? Pytałam wójta, czy sam chciałby tak mieszkać. Oczywiście, że nie chciałby, ale my musimy. Zamówiliśmy nawet prywatnie badanie hałasu, ale gdy nas zobaczyli, natychmiast przestali tłuc. Od świtu w chałupie wszystko drży, bo co rusz przyjeżdża albo wyjeżdża jakaś ciężarówka wyładowana złomem. Ale swój dom pan Czapla wybudował w głębi działki, gdzie hałasu nie ma.

Tony aktywizacji

W 1999 roku dla działek przy uchwalono miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego z przeznaczeniem na „terenie aktywizacji gospodarczej”. Więc działalność gospodarczą można tam bez problemu prowadzić. W 2008 roku skorzystał z tej możliwości firma GK Stal, której wspólnikami są Grzegorz Czapla i Konrad Masewicz-Masel. Decyzja, jaką otrzymali, pozwalała na bardzo ograniczoną działalność w bardzo ograniczonym zakresie. Na terenie zakładu nie wolno przetwarzać odpadów, a jedynie zbierać je i segregować. Nie wolno firmie konfekcjonować złomu przy użyciu palników acetylenowo-tlenowych, elektrycznych przecinarek oraz prasonożyć.

W decyzji zatwierdzonej przez gminę przewiduje się, że rocznie przewinie się przez plac 5 tys. ton złomu, czyli około 20 ton na dzień (licząc dni robocze).

- To jakiś żart – mówi Tomasz Sztalmirski, syn Józefa, który prowadzi stolarnię w Rogówku. - Widział pan ile wielkich ciężarówek przejechało przez plac w ciągu godziny? Łatwo policzyć ile złomu w tym czasie przeładowano.

Pod warunkiem, że kogokolwiek by to obchodziło. Tak jak nie obchodzi fakt, że GK Stal reklamuje się, że przyjmie każdy rodzaj złomu (czy każdy oznacza również zanieczyszczony?) i skupuje akumulatory, o czym nie ma słowa w decyzji dopuszczajacej inwestycję.

Od sąsiadów plac obecnego złomowiska miał zostac odgrodzony pasem zieleni o szerokości 2 m. W decyzji podpisanej jeszcze przez poprzedniego wójta, precyzuje się nawet, że w nasadzeniach powinny zostać zastosowane „gatunki drzew i krzewów rodzimych dostosowywanych do lokalnych warunków siedliskowych, w tym zimozielonych” a do nasadzeń trzeba użyć mateiału „starszego z dobrze wykształconą bryłą korzeniową”.

- Czy ktoś się tym zainteresował? – denerwuje się Józef Sztalmirski. - Czy rządek kilkudziesięciocentymetrowych tui można nazwać pasem zieleni? To teraz niech pan sobie wyobrazi jak to spełnianie wymogów będzie to wyglądało po rozbudowie.

Niemożliwe wyodrębienie hałasu

Bo GK Stal zamierza się rozbudowywać. Rozbudowa oznacza zajęcie pod działalność kolejnej działki przy drodze, na której dziś rośnie zboże. Tu jednak nie ma już mowy o złomowisku w wersji light. Praca ma trwać nawet do 21.00.

Sztalmirski: - I jakby tego było mało, ten kolejny obszar i graniczyć bezpośrednio ze pięknym stawem. Wokół stawu urosły drzewa i krzewy, na których gromadziło się mnóstwo ptactwa, ale teraz większość wyniosła się wskutek tego okropnego hałasu. Pozostały tylko puste gniazda.

Inwestycję przyklepały Polskie Wody oraz Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska, nie widząc powodu dla przeprowadzenia oceny wpływu na środowisko. Okoniem postawił się jedynie Sanepid, ale wójt uznał zastrzeżenia inspektorów za przesadzone. - Na zgłoszenie sąsiada kilkakrotne kontrole firmy GK Stal przeprowadził WIOŚ i nie stwierdził pylenia z zakładu – mówi Marek Nicewicz, wójt gminy Lubicz. - Inspektorat podjął także próbę wykonania pomiarów emisji hałasu do środowiska z zakładu. Badania miały być wykonane przy nieruchomości sąsiada, ale z uwagi na dominujący wpływ hałasu drogowego z ruchliwej DK nr 15 nie było możliwe wyodrębnienie hałasu pochodzącego z terenu zakładu.

Według urzędników, ograniczanie działalności GK Stal byłoby i tak bezskuteczne, ponieważ wywalczyliby swoje w odwołaniach. Wójt podkreśla, że nałożył na firmę 17 obowiązków do wypełnienia. Mają zastosować pełne ogrodzenie, pas zieleni, a nawet każdorazowo w czasie budowy sprawdzać teren pod kątem obecności zwierząt, odławiać je transportować do naturalnych siedlisk.

Nieoficjalnie inspektorzy ochrony środowiska, z którymi rozmawialiśmy przyznają, że wiele przepisów nie ma nic wspólnego z brutalną rzeczywistością. Dopóki nie pojawią się tacy, którzy nie są obojętni.

Igranie z losem

Józef Sztalmirski nie pojmuje jak to możliwe, że urzędy pozwoliły na spuszczanie deszczówki, która obmywa złomowisko do sąsiedniego stawu. Choć firma zadeklarowała użycie separatora i osadnika (mają przechwycić substancje ropopochodne) to przecież na placu pojawia się złom zabrudzony różnymi chemikaliami.

- To jest igranie z losem – uważa Zbigniew Szczęśniak, prezes ekologicznego stowarzyszenia Tilia z Torunia. - Przecież wystarczy, że ten osadnik nie zostanie przeczyszczony na czas, albo zawiedzie pracownik i ścieki ropopochodne unicestwią życie w stawie. Zastanawiam się dlaczego udziela się pozwolenia na spuszczanie ścieków opadowych do stawu. Przecież równie dobrze można wykonać zamknięte zbiorniki, za sprawą których przy okazji można podlać własną zieleń. Niestety, z takimi inwestycjami bywa wiele kłopotów. Wiem o sprawie sądowej z naszego województwa, dotyczącej przenikania zanieczyszczeń ze złomowiska do gruntu. Niestety, takich przypadków jest wiele i często w momencie rozruchu wszystko się zgadza, a problemy pojawiają się później. Najważniejsza jest ludzka świadomość, która niestety cały czas kuleje. Zysk nie może być jedynym kryterium, którym kieruje się gmina. Wiele instytucji posługuje się dziś przepisami stworzonymi przed wielu laty, które zupełnie nie przystają już do dzisiejszych warunków i dzisiejszych problemów. Nie ma w nich zupełnie kwestii zmiany klimatu i przeciwdziałania suszy. Nawet stosunkowo nowa ustawa o Wodach Polskich niedostatecznie chroni zbiorniki takie, jak w Rogówku.

Relacje, zaufanie, współdziałanie

Niestety, nie poznamy stanowiska GK Stal, choć chętnie byśmy je przedstawili. Grzegorz Czapla stwierdził, że nie widzi powodu, aby z nami rozmawiać. Pozostaje nam wczytać się w deklaracje, które firma składa na swojej stronie internetowej:
„Całe życie związane z handlem i bezpośredni kontakt z kontrahentami nauczyło Nas [pisowonia oryginalna – red.], że największą wartość w biznesie mają relacje. Dlatego cenimy długofalową współpracę z ludźmi, którzy rozumieją, że najlepszą inwestycją jest uczciwe i oparte na zaufaniu współdziałanie z partnerem biznesowym i wzajemne dążenie do sukcesów gospodarczych”.
I wszystko jasne.

Media obecne terenie przygranicznym. Znamy zasady.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie