Jerzy Szociński nosi w plecaku 50 lat przygód z PTTK

Marek Weckwerth
Marek Weckwerth
Jerzy Szociński z córką Kingą podczas jednej z bardzo wielu wycieczek rowerowych
Jerzy Szociński z córką Kingą podczas jednej z bardzo wielu wycieczek rowerowych Fot. Z archiwum Jerzego Szocińskiego
Minęło pół wieku, ba – w kwietniu minie nawet 51 wiosen, a panu Jerzemu, mieszkańcowi wsi Włoszczanowo pod Janowcem Wielkopolskim, wciąż mało - chce pływać kajakiem, wędrować, jeździć na rowerze. Zawsze pod flagą PTTK. To właśnie pod nią stuknęło mu 50 lat jak uprawia turystykę kwalifikowaną.

Zobacz wideo: Jak dokarmiać ptaki, by im pomóc, a nie szkodzić? Radzi ornitolog. Monika Wójcik-Musiał

Z książeczek turystycznych prowadzonych sumiennie przez Jerzego Szocińskiego wynika, że w ostatnim 50-leciu brał udział w: 449 wycieczkach pieszych, 260 spływach kajakowych i tyluż wycieczkach motorowych, 175 rowerowych, 99 imprezach na orientację oraz 50 górskich. To daje imponujący wynik 1293 imprez.

Nadszedł czas na książkę

Nawet jego żona Barbara Skarbińska - Szocińska jest pod wrażeniem. - Z tej okazji, jako prezent, napisałam książkę o Jego działalności, a właściwie ogromnej pasji - mówi nam autorka książki.

Ta 199 - stronicowa, okraszona zdjęciami publikacja, nasi tytuł „Jerzy Szociński. 50 lat w PTTK”.

Przyszłego męża spotkała jesienią 1976 roku na zebraniu zarządu Koła Terenowego Polskiego Towarzystwa Turystyczno- Krajoznawczego w Janowcu Wielkopolskim. Z tej, początkowo tylko turystycznej znajomości, zrodziło się uczucie, które zaowocowało zawarciem małżeństwa w 1979 roku.

Zwiedzamy Pałuki. Pieszo do źródeł rzeki Gąsawki [ZDJĘCIA]

Po ślubie młoda para zamieszkała w wielkopolskim Damasławku. W latach 80. XX wieku pani Barbara urodziła Annę i Piotra, zaś w 1991 roku Kingę, więc poza pracą zawodową zajmowała się wychowaniem dzieci oraz budową domu w pobliskim Włoszczanowie.

- Przez te wspólne lata nauczyłam się żyć z jego pasją. Byłam świadkiem rodzenia się wielu jego pomysłów turystycznych. Sama zresztą byłam bardzo często angażowana w te przedsięwzięcia jako współorganizatorka albo po prostu uczestniczka - wspomina pani Barbara.

Zaczęło się od geografii

Jerzy Szociński już od najmłodszych lat lubił geografię. Ogromną frajdę dawała mu zabawa w odnajdywanie na mapie państw i miast, co było zalążkiem jego przyszłej pasji turystycznej, a szczególnie imprez na orientację (InO).

Jego ojciec Marian był harcerzem i zabierał synów - Jerzego i Jacka (Mariana) na obozy. Jerzy także został harcerzem (1965 r.) w drużynie im. Leszka Białego w Janowcu Wielkopolskim i szybko zdobył umiejętność orientacji w nieznanym terenie - w lesie, w trudnych warunkach, nocą.

Podczas nauki w Państwowym Technikum Weterynaryjnym we Wrześni zapisał się do Szkolnego Klubu Krajoznawczo - Turystycznego, gdzie odkrył w sobie prawdziwą turystyczną pasję. Bakcyla zaszczepił w nim Józef Piaczyński (nieżyjący już), nauczyciel języka niemieckiego, krajoznawca i przodownik turystyki pieszej PTTK. Pan Jerzy sam szybko zdobył wszystkie stopnie Pieszej Odznaki Turystycznej i został przodownikiem turystyki pieszej.

I tak zaczął jeździć na zloty przodowników, sam zaczął współorganizować zloty, uczestniczył w pierwszych rajdach.
W wojsku trafił do Poznania i zapisał się do Koła PTTK przy Wyższej Szkole Oficerskiej Służb Kwatermistrzowskich, gdzie wraz z podchorążymi i kadetami uczestniczył w rajdach wojskowych (pierwszym był rajd narciarski w Karkonoszach).

Po powrocie do cywila wstąpił do Koła Terenowego PTTK w Janowcu Wielkopolskim i wkrótce został jego prezesem. Koło było filią Oddziału PTTK w Żninie.

Rzecz oczywista najczęściej wędrował po swoich Pałukach i tam organizował najprzeróżniejsze imprezy, ale uczestniczył też w rajdach z bydgoskimi „Wszędołazami” i „Piętaszkami” i tak wieloma innymi klubami w regionie i w kraju, że nie sposób wymienić tu nawet niewielkiej części.

Janowiec Wielkopolski - miasteczko otulone Wełną [ZOBACZ ZDJĘCIA]

Epizodem w jego turystycznej działalności była praca w 1978 r. na stanowisku kierownika żnińskiego Biura Turystycznego Przedsiębiorstwa Turystycznego „Brda”. Praca polegała na organizowaniu wycieczek na zlecenie zakładów pracy według ścisłych wytycznych centrali „Brdy” w Bydgoszczy. A to nie odpowiadało młodemu pasjonatowi krajoznawstwa, który chciał poszerzać program wycieczek o nowe atrakcje.

Po 3 miesiącach zrezygnował z pracy, bo turystyka w wymiarze komercyjnym nie była jego „bajką”.

Jako kajakarz

Pod koniec 2005 roku pan Jerzy zrezygnował także z członkostwa w Pałuckim Oddziale PTTK w Żninie, stwierdzając że odtąd jego ulubioną dyscypliną będzie kajakarstwo.

Wśród wągrowiczan wzrastało zainteresowanie tą formą turystyki i to zdopingowało pana Jurka do nowych wyzwań. Tę nową przystań znalazł w wągrowieckim PTTK, a dokładniej w Oddziałowej Komisji Turystyki Kajakowej, której został wiceprzewodniczącym.

Jej pierwszą imprezą była organizacja i prowadzenie Ogólnopolskiego Spotkania Miłośników Wełny i Flinty 2-5 marca 2006 roku. Impreza miała już swoją historię - teraz było to 16. spotkanie, a właściwie spływ, bo trasa wiodła z Ostrowa Młyna pod Wągrowcem do Obornik Wielkopolskich.

W 2008 roku OKTK przekształcono w Klub Turystyki Kajakowej „Zimorodek”, którego nazwę wymyśliła córka państwa Szocińskich - Kinga. Prezesem został jej tata.

Jako doktor zwierząt

- Trudno pogodzić mój zawód, a jestem weterynarzem i od 1991 roku prowadzę własny gabinet w Damasławku, z aktywnością społeczną i turystyczną. Obsługuję 3 powiaty. Mimo to staram się, odbieram telefony od klientów nawet płynąc kajakiem czy jadąc rowerem. Nie ma zmiłuj, odbieram je nawet nocami, bo właścicielom zaniepokojonym stanem zwierząt trzeba coś poradzić choćby telefonicznie. Oczywiście, jeśli tylko mogę, jadę do klienta - mówi pan Jerzy.

Wciąż w drodze

- Już w ubiegłym roku planowaliśmy z żoną przejechać na rowerach całe województwo kujawsko-pomorskie, ale pandemia uniemożliwiła nam ten zamysł. Mam nadzieję, że w tym roku się uda. Wciąż, a to dzięki szlifowanej na szlakach kondycji, nie boimy się wyzwań. Sam jestem tak wytrenowany, że w każdej chwili mogę wsiąść na rower i jednego dnia przejechać 100 kilometrów - kończy Jerzy Szociński.

To też może Cię zainteresować

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie