Pani Paulina i pan Tomasz z Bydgoszczy rozstali się 1,5 roku temu. Mają 4-letniego syna. Wychowują go, zgodnie z wyrokiem sądu, naprzemiennie. Przez jeden tydzień mały mieszka z mamą. Przez drugi - z tatą. I tak cały czas.
Lipcowy wieczór. - Synek był akurat u swojej mamy - relacjonuje pan Tomasz. - Zadzwoniłem do niego. Przez telefon powiedział mi, że mama pije piwo. Pojechałem do nich, żeby to sprawdzić. Na miejscu trwała libacja. Zadzwoniłem na policję.
Zatruwanie życia
Rozmawialiśmy wczoraj z panią Pauliną. Sądzi, że jej były partner kieruje się chęcią zemsty, że zatruwa jej życie i nie daje spokoju.Młoda kobieta przyznaje jednak: - Tamtego dnia wypiłam. Ale tylko jedno piwo.
Jej były partner, ojciec 4-latka, twierdzi, że znacznie więcej. - Policja poddała Paulinę badaniu alkomatem - wspomina pan Tomasz. - Potem funkcjonariusze mówili, że miała 1,2 promila w wydychanym powietrzu.
Policja sporządziła notatkę do Wydziału Rodzinnego i Nieletnich Sądu Rejonowego w Bydgoszczy. Opisuje w niej cztery interwencje podjęte przez funkcjonariuszy. Czytamy m.in. "Pan (tutaj podane nazwisko ojca dziecka) poinformował, że pod wskazanym adresem matka jego syna sprawuje opiekę nad dzieckiem w stanie nietrzeźwości; na miejscu faktu tego nie potwierdzono".
Zobacz także: Kobieta z Lipna, która przywiązała do drzwi córkę, traci prawo do opieki nad maluchami
Syn u mamy
- Podejrzewam, że policyjna notatka została sfałszowana - twierdzi pan Tomasz. - Feralnego dnia deklarowałem przy mundurowych, że wezmę syna do siebie. Policja zdecydowała zostawić mojego synka z pijaną matką. Gdzie tutaj logika? - pyta.
Mężczyzna teraz walczy o zmianę systemu opieki, orzeczonej przez sąd. Chce sam wychowywać dziecko. - Paulina ma problem z alkoholem - podkreśla jej były partner. - Jej obecny facet źle traktuje mojego synka.
Jako dowód odtwarza rozmowę nagraną telefonem komórkowym. Słychać, jak maluch opowiada, że wuja (tutaj wymienia jego imię) każe mu "wąchać syry". - Mały mówił też, jak wuja robi mu kokosy, czyli pięścią uderza w głowę - kontynuuje pan Tomasz. - Wszystkie dokumenty trafiły do prokuratury.
Ten dotyczący - jak przekonuje bydgoszczanin - sfałszowanej notatki służbowej przez policję - także. Dlaczego policja mogłaby chcieć fałszować dokumenty? - Mój brat, z którym od lat nie utrzymuję kontaktów, jest policjantem - wyjaśnia pan Tomasz. - Zawsze trzymał stronę Pauliny.
To dopiero początek
Prokuratura Rejonowa Bydgoszcz-Południe wszczęła śledztwo na początku października. To "w sprawie niedopełnienia obowiązków przez funkcjonariuszy policji podczas sporządzania dokumentacji z przeprowadzonej interwencji". Sprawa dotyczyła, jak czytamy, "znęcania się fizycznego i psychicznego (...) nad małoletnim".
Włodzimierz Marszałkowski, zastępca szefa Prokuratury Rejonowej Bydgoszcz Południe, niewiele mówi. - Na razie zleciliśmy pierwsze czynności - informuje. - Na efekt działań trzeba jednak poczekać.
Na początku grudnia matka i ojciec 4-latka spotkają się też w sądzie.
Nadkom. Maciej Daszkiewicz z biura prasowego bydgoskiej policji: - Materiały dotyczące sytuacji rodzinnej odnośnie opieki nad dzieckiem zostały przez nas zebrane i przekazane do sądu. A co mówi o rzekomo sfałszowanych dokumentach przez funkcjonariuszy? - Żadne doniesienie w tej sprawie do nas nie wpłynęło - zaznacza Daszkiewicz. I zapowiada, że spróbuje dowiedzieć się czegoś więcej na ten temat.
Psycholog, biegły sądowy, opisuje, że dziecko podczas badań wielokrotnie twierdziło, iż konkubent mamy stosuje przemoc fizyczną. Mówiło: "Wuja bije w buzię, po nogach, stopy (tu wskazuje, ponieważ nie zna nazwy), w głowę, w brzuszek".
Możliwe, żeby dziecko kłamało na korzyść ojca? Krzysztof Jankowski, pedagog dziecięcy z Bydgoszczy uważa, że nie. - Czterolatek może fantazjować, ale nie aż w takiej skali - sądzi Jankowski. - Jeśli szczegółowo opowiada, to coś musi być na rzeczy.
Czytaj e-wydanie »