Niewinny się nie boi

Wysłuchała: Agnieszka Romanowicz
Zdaniem naszych Czytelników, uczeń pozbawiony pomocy ze strony dyrekcji, o problemach szkolnych powinien poinformować każdego, kto może pomóc w ich rozwiązaniu.

     Kontynuujemy sprawę szykanowania uczniów w warlubskim gimnazjum. Dziś publikujemy relację z dyżuru "Pomorskiej" poświęconego wolności dziecięcego słowa. Zdaniem dyrektora Babińskiego, jest ona nadużywana. Nasi Czytelnicy mają na ten temat zupełnie inne zdanie. - Do kogo mają się zwrócić szykanowani uczniowie, jeśli wiedzą, że na dyrekcję nie mogą liczyć? - pyta mieszkanka Warlubia. - Mój mąż wykrzyczał dyrektorowi Babińskiemu swoje pretensje wobec oskarżanej nauczycielki. Zrobił to w trosce o nasze dzieci. Doszło do tego, że panicznie bały się szkoły, a przed nimi były przecież kolejne lata nauki. Dyrektor nie zareagował, choć powinien! Dlatego nie dziwię się, że ktoś zadzwonił go redakcji "Pomorskiej". - Gratuluję temu dziecku odwagi - podkreśla inny mieszkaniec Warlubia. - Pierwszy sukces ma już na koncie: przerwał zmowę milczenia wokół tego, co się w tej szkole dzieje.
     **_Mogłem zadzwonić wcześniej
     
- Ja chciałem coś z tym zrobić - tłumaczy mieszkaniec Wielkiego Komórska. - Syn miał problemy na tle nerwowym. Szkoła mu w tym "pomagała". Po wizycie w poradni usłyszałem, że trzeba poinformować o tym dyrekcję. Zrezygnowałem z tego, gdy wszedłem na szkolny hol. Wówczas trwały zajęcia. Matematyczkę było słychać przez zamknięte drzwi... tak wrzeszczała. Pomyślałem sobie, że nie ma wyjścia, dyrektor musi wiedzieć co ona wyprawia, przecież słyszy te awantury. Teraz żałuję, że nie zdecydowałem się wówczas na telefon do "Pomorskiej".
     - A ja byłem u dyrektora i zareagował - twierdzi inny mieszkaniec Wielkiego Komórska. - Mam dwie córki. Jedna już skończyła tę szkołę. Druga jeszcze się uczy. Gdy starsza miała problemy z matematyczką, poszedłem ze skargą do Babińskiego prosząc go o anonimowość w tej sprawie. Poprawy w zachowaniu nauczycielki nie było widać, ale pod koniec szkoły powiedziała ona do mojej córki: "widzisz, tak na mnie psioczyłaś, ale szkołę skończyłaś". Stąd wiem, że dyrektor zareagował.
     - Dzieciaki jakoś muszą się ratować - twierdzi mieszkanka Świecia. - Mnie nauczycielka od rosyjskiego biła po twarzy linijką. Czułam się bezradna. Dlatego rozumiem chłopca, który zadzwonił do "Pomorskiej". Tymczasem dyrektor Babiński nie powinien bać się o los oskarżanej matematyczki. Jeśli jest niewinna, ani "Pomorska", ani kuratorium jej nie zagrażają. - Dziękuję chłopcu, który zadzwonił w tej sprawie do "Pomorskiej" _- mówi uczennica gimnazjum w Warlubiu.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie