Po Tormięsie w Toruniu zostały już tylko ślady. Pożar strawił większą część zakładu

Katarzyna Fus [email protected] tel. 56 61 99 926
Akcja okupacyjna trwała aż do października 1999 r. W tym czasie zakład sprzedano.
Akcja okupacyjna trwała aż do października 1999 r. W tym czasie zakład sprzedano. Lech Kamiński
Z wielkich zakładów Tormięsia przetrwały jedynie resztki budynku administracyjnego oraz komin. Resztę zniszczył ogień i brak nadzoru.

Resztki murów po rzeźni miejskiej znikają na naszych oczach. Pod koniec lat 90. XX w. o kompleks stoczono prawdziwą batalię, ale od tego momentu zakład powoli znika z mapy Torunia.

Najlepsze artykuły za jednym kliknięciem. Zarejestruj się w systemie PIANO już dziś!

Pierwsze budynki miejskiej rzeźni zostały postawione w latach 1883-1884. Obiekty zbudowano w stylu niemieckim. Należały do jednych z najstarszych takich budynków w tej części Europy.

W kolejnych latach dobudowywano następne części rzeźni. Budynek administracyjny, jedyny, jaki pozostał obecnie na terenie przy ul. Targowej, wybudowano w latach 1911-1912. Do końca lat 20. XX w. obiekt stał się nie tylko miejscem uboju, ale także handlu. Na obiekty rzeźni składały się m.in. trzy hale, chłodnie, składnica skór, osobne stajnie, gdzie spędzano zwierzęta. Ubojnia była przygotowana na przyjęcie ok. 2 tys. sztuk bydła.

Upadek zabolał pracowników

Akcja okupacyjna trwała aż do października 1999 r. W tym czasie zakład sprzedano.
Akcja okupacyjna trwała aż do października 1999 r. W tym czasie zakład sprzedano. Lech Kamiński

To był początek upadku Tormięsu. W kwietniu 1998 r. stanęła produkcja, a rozpoczął strajk.
(fot. Lech Kamiński)

Kłopoty z Tormięsem zaczęły się w czasach III Rzeczpospolitej. Po zmianie systemu firmę przekształcono w spółkę akcyjną. Jeszcze w połowie lat 90-tych przedsiębiorstwo nieźle radziło sobie na rynku. Eksportowało nawet do Anglii i Niemiec. Rozwijającemu się miastu coraz bardziej jednak dokuczała obecność rzeźni w środku miasta. Ale nie to było przyczyną upadku.

Przeczytaj także: Nie widać końca sporu o Tormięs

W 1995 r. akcje spółki przejął NFI Foksal. Skarb Państwa zostawił sobie niecałe 2 proc. akcji. Dwa lata później częściowym udziałowcem Tormięsu zostały także Zakłady Mięsne "Sokołów". Już wtedy toruński zakład nie był dochodowy. Dlatego w marcu 1998 r. zapadła decyzja o likwidacji rzeźni. Dług Tormięsu wynosił wtedy ok. 6 mln zł. Sokołów obiecywał budowę nowego zakładu i pracę dla połowy z 400 pracowników.

Jednak w kwietniu w zakładzie wstrzymano produkcję. 2 kwietnia wręczono wypowiedzenia 200 osobom. Dzień później odbył się marsz protestacyjny przed urzędem wojewódzkim. 10 kwietnia kilka osób rozpoczęło głodówkę. Prowadzono ją rotacyjnie do maja. W sierpniu minął termin formalnej likwidacji zakładu. Tymczasem w połowie sierpnia załoga zawiązała spółkę pracowniczą "Tormięs Polski", żeby odkupić zakład od NFI i Sokołowa. Wśród okupujących zakład pojawił się popierający ich szef Radia Maryja o. Rydzyk. Za to z inicjatywy Anny Sobeckiej, toruńskiej posłanki związanej z Radiem Maryja, prawie stu parlamentarzystów podpisało wniosek o odwołanie zarządu NFI.

Pracownicy zakładów mięsnych Tormięs w Toruniu zapowiedzieli kontynuowanie strajku aż do skutku, aby zapobiec likwidacji firmy. Na początku października 1999 r. NFI i Sokołów pozbyły się akcji. Właścicielką 93 proc. udziałów, w atmosferze skandalu i kłótni nawet w ławach sejmowych, została Renata Sulikowska. W tym czasie zakład okupowało ok. 20 osób. Współwłaścicielem został też Mieczysław Raczkier.

Podejrzany pożar

Akcja okupacyjna trwała aż do października 1999 r. W tym czasie zakład sprzedano.
(fot. Lech Kamiński)

Niedługo po przejęciu zakładu przez nowych właścicieli, przy ul. Targowej wybuchł pożar. Ogień strawił większą część zakładu. Zarzutów jednak w sprawie ewentualnego podpalenia nie było, a przywrócenie produkcji w zakładzie praktycznie stało się niemożliwe. A nowi właściciele nie kwapili się do odbudowania zniszczonej części zakładu. W 2000 r. miejski konserwator zabytków próbował więc wpisać Tormięs do rejestru zabytków. Na to nie zgodził się wojewódzki konserwator zabytków. Wkrótce jednak ta decyzja miała drogo kosztować wojewódzkiego urzędnika. Został oskarżony o przyjęcie łapówki w tej sprawie i osadzony w areszcie. Wcześniej z kolei Mieczysław Raczkier sam trafił do więzienia w związku z prowadzeniem śledztwa w sprawie tzw. "łódzkiej ośmiornicy".

Przeczytaj także: Toruń. Na ulicę zawalił się balkon [zdjęcia]

Państwo Sulikowscy wykorzystali ten moment, nakłaniając żonę Raczkiera do zniesienia współwłasności. W ten sposób stali się jedynymi właścicielami terenu. Od tego czasu ruiny Tormięsu niszczeją.
W 2010 roku miał tu miejsce kolejny pożar. Zawaliła się część magazynowa, a niedawno również część administracyjna. To być może ostatnie miesiące zabytkowych murów, gdyż powiatowy inspektor nadzoru budowlanego nakazał rozbiórkę zagrażających bezpieczeństwu ludzi ścian.

Czytaj e-wydanie »

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

s
skorpion
Taki potężny zakład,tyle miejsc pracy! Ale "Solidarność" zwyciężyła? Po jakiego grzyba to było,oszołomy?
T
TORUNCZYK
TEN ARTYKUŁ OBRAZUJE TORUŃSKICH URZEDNIKÓW , podobnie było kiedys z PDT konserwator wyszukał frezki na stropach MODA POLSKA UPADLA szlag trafił freski a urzedas był zachwycony z siebie
Dodaj ogłoszenie