Po "złomiarzach"

(kop, erymo)
Cena złomu wzrosła dwukrotnie. Jednak dzięki nowym przepisom, kradzieży włazów kanalizacyjnych i przewodów elektrycznych jest mniej.

     Jeszcze kilka miesięcy temu kradzieże rzeczy, które można sprzedać jako złom, były w mieście prawdziwą plagą. - Ciągle próbowano nam sprzedać podejrzany złom. Od niedawna takich sytuacji jest znacznie mniej - mówi Mariusz Kawecki z punktu skupu "Ada".
     Wszystko dzięki niedawnej zmianie przepisów. Od 25 lipca skupujący złom muszą legitymować wszystkich, którzy coś u nich zostawiają. Jeżeli zajdzie podejrzenie, że złom został zdobyty niezgodnie z prawem, trzeba zawiadomić policję.
     Skuteczność takiego rozwiązania potwierdza rzecznik straży miejskiej insp. Arkadiusz Bereszyński:- Jeszcze w marcu zdarzały się próby kradzieży znaków drogowych i słupów wysokiego napięcia. Teraz takich przypadków jest mniej.
     **_Ryzykowna współpraca
     Kradzieży włazów, kabli i rusztowań jest ostatnio mniej również dlatego, że w razie wpadki, kara grozi nie tylko złodziejowi, ale i osobie, która złom kupiła. - _Grozi za to pięć lat więzienia. Właścicielom skupów nie opłaca się ryzykować
- wyjaśnia podkom. Słowomir Szymański z KMP. Jednak decydując się na współpracę z policją, pracownicy skupów narażają się z kolei na zemstę złodziei złomu.
     - Kiedyś zawiadomiłem policjantów o podejrzanym towarze, a na drugi dzień podpalono mi firmę - opowiada właściciel skupu, do którego dotarła "Pomorska".
     Kradzieże wszystkiego, co można sprzedać, nie zniknie całkowicie. - W ciągu ostatniego roku cena wzrosła dwukrotnie. W Bydgoszczy działa już około stu punktów skupu. Interes napędza bieda - tłumaczy Zbigniew Pałka, zastępca dyrektora wydziału gospodarki komunalnej Urzędu Miasta.
     Niepotrzebne DNA
     
W niektórych miastach, na przykład w Poznaniu, złodziejom trzeba było wypowiedzieć wojnę. W stolicy Wielkopolski ginie rocznie nawet do 500 pokryw kanalizacyjnych. Straty były ogromne.
     Miasto postanowiło więc wynająć agencję detektywistyczną. Ochroniarzom udało się już złapać kilku "złomiarzy" na gorącym uczynku. Na tym się nie skończyło.
     - Chcemy znakować włazy mikrocząsteczkami DNA. To supernowoczesna technologia z Australii. System, który nie ma nic wspólnego z kwasem dezoksyrybonukleinowym, polega na nakładaniu tysięcy niewidzialnych cząsteczek na przedmioty zagrożone kradzieżą. Oznakowany przedmiot staje się bezwartościowy, ponieważ cząsteczek nie można zlikwidować. Widać je za to pod specjalną lampą - tłumaczy Dorota Wiśniewska z poznańskich wodociągów.
     - W Bydgoszczy ten system raczej nie zostanie wprowadzony. Mamy mniej kradzieży niż w Poznaniu, więc takie rozwiązanie nie byłoby opłacalne - ucina podkom. Sławomir Szymański.

Przygotuj swój turystyczny biznes na sezon

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie