Polityka mewy - komentuje Adam Willma

Adam Willma
Adam Willma
Dziś już informacja nikomu nie szkodzi i niczyjego życia nie zmieni, bo selekcjonujemy je według politycznego klucza – wpuszczamy tylko te właściwe.
Dziś już informacja nikomu nie szkodzi i niczyjego życia nie zmieni, bo selekcjonujemy je według politycznego klucza – wpuszczamy tylko te właściwe. Piotr Krzyżanowski
Wszystko jest dziś prostsze niż  kiedyś, prawda? Jak to nie jest?! No przecież miało być. Tak nam przecież mówili eksperci przed trzema dekadami.

Pamiętacie te bajki o postępie technologii, który sprawi, że przybędzie nam czasu na czytanie gazet i relaks na działce? I te obietnice, że za sprawą nowych gadżetów, paniom będzie się żyło jak księżniczkom z Disneya. No i czas minął ani się człowiek nie obejrzał, i okazało się, że nie ma tak lekko. Pracujemy dłużej (i wydajniej), a „elektronowe mózgi” zaczęły żyć własnym życiem. Szczególnie im dobrze w nowoczesnych biurowcach, gdzie stanowią rekwizyty wszechobecnej korporacyjnej religii.  

Opowiem wam jak to wygląda z dziennikarskiej perspektywy. Trzydzieści lat temu, gdy gryzpiórki (piękne słowo, które umarło naturalną śmiercią) chciały pozyskać informację w urzędzie, to albo waliły do tego urzędu z marszu, albo próbowały wciąć się tarczowym telefonem wprost do dyrektora, kierownika, burmistrza albo dziekana. Gdy któremuś z tych ostatnich brakowało wiedzy odsyłał dziennikarza wprost do kompetentnego urzędnika.

Dziś system się sprofesjonalizował („profesjonalny” - najbardziej demoniczne słowo w naszej przestrzeni!) i instytucje ufundowały sobie strażników medialnych, którzy czuwają nad „polityką informacyjną”. Zapomnij o żywej twarzy urzędnika! Korespondencja dziennikarzy z urzędami odbywa się dziś niemal wyłącznie droga mailową. A podręczne PR-owe zespoły troskliwie pucują słowa pod względem polityki urzędu. Wszyscy tracimy w ten sposób czas na wstukiwanie elaboratów, a dziennikarze tracą dodatkowo zdrowie wczytując się w te hektary PR-owych banialuk. Ale „polityce informacyjnej” procedura ta robi ponoć dobrze.

Dziwne to czasy, w których na wielkim rozlewisku informacji, coraz trudniej o kubek wody bez złotej politycznej algi. Ale trudno winić instytucje, że próbują te informacje czesać i nakładać na nie grubą warstwę żelu z brokatem, bo robią przecież to samo, co robimy my sami. Niegdyś informacje hasały sobie swobodnie i człowiek potykał się o nie boleśnie. Dziś już informacja nikomu nie szkodzi i niczyjego życia nie zmieni, bo selekcjonujemy je według politycznego klucza – wpuszczamy tylko te właściwe. Ot, takim prywatnym kanałem, który wykopaliśmy przez lata. Nawiasem mówiąc ów sławny przekop mógłby być symbolem zjawiska wykluczających się polityk informacyjnych. Dobrze, że chociaż mewy są ponad tym wszystkim. I wiedzą swoje.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Ostrzał Kijowa. W trakcie operacji na sercu dziecka zabrakło prądu

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na pomorska.pl Gazeta Pomorska
Dodaj ogłoszenie