Polski Związek Łowiecki „zainicjował zbieranie podpisów pod petycją w obronie polskiego łowiectwa”.

W petycji czytamy: „Koleżanki i Koledzy jest nas 123 000, do tego każdy z nas ma rodzinę i przyjaciół, którzy popierają naszą pasję. Teraz jest moment, w którym powinniśmy się zmobilizować i pokazać siłę polskiego łowiectwa. Nasi adwersarze zebrali 50 000 podpisów pod petycją przeciwko łowiectwu, pokażmy, że jest nas więcej! że jesteśmy solidarni. Petycja skierowana jest do myśliwych, naszych rodzin, a także sympatyków łowiectwa i wszystkich osób, którym na sercu leży dobro polskiej przyrody. Podpisane petycje należy składać w zarządach okręgowych do końca marca br”.

Zarówno w okręgu toruńskim, włocławskim jak i bydgoskim PZŁ twierdzą, że zainteresowanie petycją jest bardzo duże i wielu zechce ją podpisać. Prawdopodobnie większość zrobi to w ostatniej chwili, czyli pod koniec marca lub w pierwszej połowie kwietnia (tam, gdzie terminy przedłużono). 

Największe obawy PZŁ budzi pomysł, by przestał on - z mocy ustawy - zajmować się gospodarką łowiecką w imieniu państwa. Jego miejsce miałby zająć Narodowy Związek Gospodarki Łowieckiej

W tej propozycji zapisano również, że „właściciel ziemi znajdującej się w granicach obwodu łowieckiego zachowuje prawo własności do ziemi (gruntu) i decyduje o udostępnieniu lub wyłączeniu ziemi do celów łowiectwa i gospodarki łowieckiej”  i zrzeka się jednocześnie roszczenia o naprawienie szkód łowieckich. Takie rozwiązania zaproponowało Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych Rolników i Organizacji Rolniczych, którym kieruje Sławomir Izdebski. 

- Propozycja rolniczego OPZZ budzi niepokój - uważa  Bogusław Chłąd, prezes Okręgowej Rady Łowieckiej PZŁ w Bydgoszczy, który jest także członkiem Naczelnej Rady Łowieckiej. - Zresztą pomysłów zmian w polskim łowiectwie jest więcej. Niektóre mówią nawet o nacjonalizacji majątku PZŁ! Jakim prawem? I dlaczego w tych propozycjach rewolucyjnych zmian mówi się głównie o zyskach z polowań, pomijając koszty, jakie ponosimy? 

PZŁ w petycji zwraca się o obronę modelu,  który opiera się na czterech głównych założeniach: 


  1. zwierzyna w stanie wolnym jest własnością Skarbu Państwa; 

  2. łowiectwo jest powszechne i dostępne, a polowanie wykonywać mogą jedynie osoby odpowiednio do tego przygotowane i przeszkolone; 

  3. gospodarka łowiecka jest formą ochrony przyrody i przykładem społecznego działania człowieka na rzecz poprawy warunków bytowania zwierzyny; 

  4. gospodarka łowiecka prowadzona jest przez jedną, działającą na terenie całego kraju organizację łowiecką.

- Zgadzam się z tym, że myśliwi powinni także dbać o zwierzynę, a nie tylko do niej strzelać - dodaje Kulwicki. - Znam takie koła łowieckie, które działają wzorowo, dokarmiają zwierzynę. Ale znam i gorsze przykłady. W jednym z kół usłyszałem, że mają czym dokarmiać, ale członkom koła brakuje czasu, żeby np. buraki wyłożyć. Ale na polowania to czas jakoś potrafią znaleźć. Tak być nie powinno!  Moim zdaniem, brakuje nadzoru nad PZŁ.

- W naszym okręgu współpraca z rolnikami układa się dobrze - twierdzi Bogusław Chłąd. - Kością niezgody są głównie szkody łowieckie, ale zawsze staramy się z rolnikami porozumieć. Wszak jesteśmy skazani na współpracę z nimi. Dlatego chcemy więcej rozmawiać z ich przedstawicielami, np. z izbami rolniczymi. 

- Od dawna jesteśmy gotowi do rozmów, ale niektóre koła dopiero teraz, gdy nastał czas przedłużania umów dzierżawy obwodów łowieckich, chcą z nami się spotykać - mówi Ryszard Kierzek, prezes Kujawsko-Pomorskiej Izby Rolniczej. - No i dlatego niektóre koła otrzymały negatywną opinię izby. Nie uważam jednak, by likwidacja PZŁ miała sens. Rewolucyjnych zmian w kraju mamy aż nadto. Lepiej naprawić to, co jest!