O masowych odstrzałach dzików w styczniu 2019 roku zrobiło się bardzo głośno. Wielu rolników popiera redukcję ich populacji w Polsce. Jednak nie wszyscy.

- Musimy się uporać z afrykańskim pomorem świń, a dziki są roznosicielami wirusa tej choroby, która jest ogromnym zagrożeniem nie tylko dla gospodarstw, ale i dla całej gospodarki – mówi Ryszard Kierzek, prezes Kujawsko-Pomorskiej Izby Rolniczej. - Też jestem zwolennikiem ochrony przyrody, ale nie za wszelką cenę. Stan pogłowia tych zwierząt trzeba monitorować. Uważam, że na razie jest ich wciąż za dużo.

Dziki podpadły rolnikom także z innego powodu – rozsmakowały się m.in. w kukurydzy, a takich upraw jest coraz więcej.

Piotr Pawlikowski, gospodarz z Łążyna (pow. toruński) oraz prezes Koła Łowieckiego "Szarak", wielokrotnie tlumaczył kolegom – rolnikom, że wybicie dzików nie załatwi problemu: - Jeden dzik na 10 kilometrów kwadratowych to zbyt mało, żeby populacja mogła się właściwie odnowić, by nie dochodziło do krzyżowania osobników spokrewnionych. Poza tym dziki są bardzo pożyteczne – niszczą wiele szkodników, buchtowanie pobudza życie w glebie.

Zdaniem Pawlikowskiego dzików jest tyle, ile trzeba (także ze względu na ASF) i kolejne odstrzały redukcyjne nie są już potrzebne. - Kiedyś leśnicy zabiegali o ograniczenie populacji jeleni, które rzekomo powodowały zbyt wiele strat w lasach – dodaje rolnik z Łążyna. - No i doprowadziło to do tego, że potem było tej zwierzyny za mało w naszych lasach.

Swoje zdanie na temat zamieszania wokół ASF, dzików i ich odstrzału wyraził w sieci jeden z youtuberów - Rolnik NIEprofesjonalny:

Kolejny rolnik na Twitterze:

Przeczytaj też o odstrzale dzików i ASF: