Nasza Loteria - pasek na kartach artykułów

Sylwester w klasztorze? To raczej antysylwester

Karina Bonowicz [email protected]
www.sxc.hu
Bez fajerwerków, szampana, ale też bez budzenia się w Nowy Rok z bólem głowy. Dla tych, którzy chcą nietypowo powitać pierwszy dzień 2012 roku benedyktyni z Tyńca przygotowali specjalną ofertę.

Sylwester w klasztorze? Czemu nie. Choć to raczej antysylwester.

- Kiedyś jedna z redaktorek zapytała mnie, jak będzie wyglądał sylwester w Tyńcu, na co ja odpowiedziałem, że chyba raczej mówimy o antysylwestrze, bo my niczego takiego nie urządzamy - śmieje się o. Jan Konobrodzki z opactwa benedyktynów z Tyńca, który już czwarty rok zaprasza wszystkich chętnych, aby spędzili ten ostatni dzień w roku w klasztorze. - Pojawił się artykuł o tym, że w Tyńcu na sylwestra zamiast fajerwerków i szampana czeka cisza i różaniec i od razu w mediach zaczął funkcjonować termin antysylwester na nazwanie tego, co się u nas dzieje.

Także w tym roku, kiedy cała Polska będzie witać Nowy Rok przy huku sztucznych ogni i strzelających korków od szampana, w podkrakowskim opactwie ostatni dzień starego i pierwszy dzień nowego roku upływać będzie w ciszy. Bo ten sylwester ma niewiele wspólnego z tradycyjnym noworocznym świętowaniem i jest tak naprawdę jego zaprzeczeniem.

- Ideą jest zorganizowanie alternatywnego spotkania dla ludzi, którzy tego wieczoru chcą pobyć sami ze sobą, z dala od tłumu i obudzić się następnego dnia bez bólu głowy i bez objawów przejedzenia - uśmiecha się o. Jan Konobrodzki.

W pokoju św. Hildegardy

Dlatego benedyktyni zapraszają tych, którzy mają dość przymusu świętowania i szukają nietypowej oferty sylwestrowej, a właściwie antysylwestrowej. Ci, którzy skorzystają z zaproszenia, mogą liczyć na... święty spokój. To z pewnością jest w stanie zagwarantować położone malowniczo na białej skale nad Wisłą XI-wieczne opactwo. Kilka lat temu bracia wyremontowali tzw. Wielką Ruinę, czyli dawną klasztorną bibliotekę i dziś mieści się tam Dom Gości, gdzie mogą zatrzymać się chętni na spędzenie sylwestra w klasztorze. Na gości czeka ponad 80 miejsc w pokojach jedno-, dwu- i trzyosobowych. Choć pokoje urządzone są bardzo ascetycznie i przypominają klasztorne cele (w środku jest łóżko, biurko, szafa i krzyż), nie trzeba się obawiać: w każdym z nich jest łazienka. I mimo że trzeba się obyć bez radia i telewizji, można jednak w razie potrzeby skorzystać z Internetu. Co ciekawe, pokoje zamiast numerów noszą imiona mnichów i mniszek związanych z zakonem. Paniom więc może przypaść pokój Hildegardy albo Scholastyki, z kolei panowie mogą gościć w pokoju Majolusa albo Anzelma. Oczywiście, nikt z gości nie będzie miał narzuconych reguł zakonu, będzie mógł za to korzystać do woli ze wszystkich dobrodziejstw Tyńca.

To niepowtarzalna okazja, aby przyjrzeć się z bliska codziennemu życiu mnichów, poznać zasady panujące w klasztorze, a także… skosztować specjałów klasztornej kuchni. Oczywiście, każdy, kto ma życzenie, może włączyć się w rytm pracy braci.

- Ci, którzy potrzebują wyciszenia, milczenia, ascezy, odcięcia od informacji i świata codziennego - mogą śmiało do nas przyjeżdżać - zaprasza o. Jan.

To, że uczestnicy antysylwestra przez dwa dni mogą włączać się w rytm dnia benedyktynów, nie znaczy, że mają obowiązek planować sobie dzień wraz z nimi. - Każdy sam decyduje, co ma robić - podkreśla o Jan. - To nie jest tak, że przyjeżdża grupa 80 osób i organizujemy im - jak wycieczce - czas. Ważne jest to, że każdy ma możliwość wyboru. Można brać udział w naszych modlitwach, medytować, korzystać ze spowiedzi, ale i porozmawiać z ojcami o duchowości czy codziennych problemach. Można też opuszczać klasztor, kiedy się chce i spacerować poza opactwem. Do dyspozycji są rowery i kijki trekingowe.

Bracia nie przygotowują jednak niczego specjalnego. Nie ma więc co liczyć na suto zastawione stoły ani tym bardziej na lampkę szampana. Mnisi pozwalają za to swoim gościom na coś o wiele cenniejszego: włączenie się w klasztorny rytm i korzystanie z atmosfery ciszy i skupienia.

Program antysylwestrowy

Goście przyjeżdżają już dzień wcześniej, czyli 30 grudnia. Program antysylwestra można zacząć od modlitw z braćmi (mnisi zapraszają na nieszpory i kompletę - rachunek sumienia), a także można przyłączyć się do wspólnego koncertu-medytacji. Ostatni dzień starego roku zaczyna się wcześnie rano, czyli o godz. 6. Jutrznią, potem chętni mogą uczestniczyć w porannej mszy i medytacji. Po śniadaniu można pozwiedzać klasztor, porozmawiać z mnichami albo spotkać się z innymi uczestnikami antysylwestra.

Chętni po obiedzie mogą spotkać się na wspólnej kawie i ciasteczku, a po kolacji wziąć udział w nieszporach i adoracji. Zanim wybije północ i zacznie się nowy rok, wszyscy odśpiewają uroczyste "Te Deum" na zakończenie 2011 r.

Żadnych fajerwerków?

- Jedynym fajerwerkiem jest dzwonek, którym o północy rozpoczynamy mszę świętą - śmieje się o. Jan. - Dlatego wszelkie hałasy czy sztuczne ognie są dla nas niewidoczne. Jesteśmy w kościele, skupiamy się na tym, co najcenniejsze. Po mszy jest herbatka benedyktyńska z sokiem malinowym i ciasteczko w krużganku z życzeniami noworocznymi. Budzimy się bez bólu głowy i jemy śniadanie.

Warto jednak pamiętać, że dzień 1 stycznia nie zwalnia w klasztorze od wczesnego wstawania - jutrznia zaczyna się o 5.55. Oczywiście, dla gości jest ona dobrowolna. Goście spędzają czas w opactwie do obiadu, po którym żegnają się z mnichami. Zanim jednak wyjadą, powinni koniecznie zajrzeć do zakonnego sklepu z produktami benedyktyńskimi i zabrać do domu któryś z mnisich przysmaków: chleb pielgrzyma czy "cukierki św. Hildegardy na boleści wszelakie".

Spieszmy się zapisywać

Co takiego ma w sobie antysylwester w Tyńcu, czego nie da nam antysylwester w domu z książką czy przed telewizorem? - Oczywiście, można uciec, nie iść na imprezę, ale przyjdą znajomi albo sąsiedzi i tak nas wyciągną na ulicę. Albo będą dzwonić z życzeniami. A u nas w klasztorze nikt nie będzie przeszkadzał. Można bez wyrzutów sumienia wyłączyć telefon i mieć świadomość tego, że spędza się czas w inny, ale za to cenny sposób. Po takim antysylwestrze można się obudzić z poczuciem większej harmonii, komfortu, a jednocześnie niestraconego czasu - zapewnia o. Jan.

Wieść o antysylwestrze w Tyńcu szybko się rozniosła, dlatego do opactwa nadciągają goście z najdalszych zakątków Polski, a także z zagranicy. Gdyby benedyktyni zapraszali wszystkich chętnych, ostatniego dnia roku gościliby u siebie kilkaset osób.

W klasztorze przygotowano ponad 80 miejsc. Trzeba je rezerwować z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem. Warto się spieszyć, bo lista zamykana jest już w sierpniu. Ale warto próbować do końca...

Za noc w opactwie zapłacimy od 80 do100 złotych. Jedynka o najwyższym standardzie to 120 zł ze śniadaniem.

Jeśli nie Tyniec, to co?

W podobny jak w Tyńcu sposób można spędzić sylwestra u bernardynów w Kalwarii Zebrzydowskiej, dominikanek w Krakowie, ojców Misjonarzy z Mariannhill w Czeladzi, Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej z Obry k. Wolsztyna, franciszkanów z Kalwarii Pacławskiej na Podkarpaciu, kapucynów z Lubartowa. Wydaje się, że rzeczywista liczba klasztorów organizujących tego rodzaju sylwestra może być dużo większa, a to dlatego że wiele z nich reklamuje się wyłącznie za pośrednictwem poczty pantoflowej.

Czytaj e-wydanie »

Zaplanuj wolny czas - koncerty, kluby, kino, wystawy, sport

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na pomorska.pl Gazeta Pomorska