No i mamy pierwszy efekt niedawnych rolniczych protestów na autostradzie - minister Jan K. Ardanowski wstrzymał import do Polski świń i mięsa wieprzowego z obszarów objętych ograniczeniami, tzw. stref czerwonych ASF. Odważna decyzja, tym bardziej że Litwa, której ta decyzja dotyczy, uznała ją za niezgodną z przepisami obowiązującymi w Unii i grozi skargą do Komisji Europejskiej.

Minister stwierdził, że jego „obowiązkiem jest dbanie o polskich rolników”. Wytłumaczył, że nie ma wpływu na swobodny obrót tym towarem z terenów wolnych od ASF, ale nie może być tak, że świnie w polskich chlewniach przerastają, a do naszego kraju sprowadzane są zwierzęta ze strefy czerwonej, z ograniczeniami. I najprawdopodobniej za to odwołał w piątek Krzysztofa Jażdżewskiego, zastępcę głównego lekarza weterynarii.

Zatem ruch społeczny Agrounia pod wodzą Michała Kołodziejczaka, który zorganizował protest na A2, ma się z czego cieszyć. „Przez łzy rozpaczy niestety, ale jednak sukces” - tak Agrounia skomentowała tę dymisję w internecie.

Za to już w realu (w rozmowie z „Pomorską”) lider ruchu pochwalił decyzję ministra. I co dalej? Rolnicy będą blokować kolejne drogi? Kołodziejczak zapewnia, że gotowi są do rozmów, bo chcą „pozytywnie wpływać na decyzje rządu”, ale nie zamierzają marnować czasu na wymianę wielu pism, petycji. Twierdzą, że trzeba działać szybko i zdecydowanie!

I to chyba najbardziej zjednuje mu zwolenników. Zdesperowani rolnicy potrzebują stanowczego, silnego lidera, dlatego Kołodziejczak jest nazywany następcą Leppera.

Obnaża to stan polskich organizacji rolniczych - zbyt słabych, niekiedy skupiających niewielkie grupy interesów działających „od pożaru do pożaru”, skłóconych ze sobą, nie grających do jednej bramki.

A Agrounia rośnie w siłę - buduje struktury w województwach, powiatach...

Zobacz też: