Bartosz Diduszko o łzach po finale, ale też o samochodach,...

    Bartosz Diduszko o łzach po finale, ale też o samochodach, gotowaniu i "jo" [wywiad]

    Zdjęcie autora materiału

    Aktualizacja:

    Gazeta Pomorska

    Bartosz Diduszko w Toruniu gra od trzech lat
    1/12
    przejdź do galerii

    Bartosz Diduszko w Toruniu gra od trzech lat ©SłAwomir Kowalski / Polska Press

    Mam kilka zachowanych w pamięci obrazków z ostatniego sezonu. Przypomnę je sobie, gdy będzie ciężko i trzeba będzie dać z siebie jeszcze więcej - mówi Bartosz Diduszko, koszykarz Polskiego Cukru Toruń.
    "Polowała na niego cała liga" - tak Polski Cukier anonsował twój nowy kontrakt. Faktycznie tak było?
    Nie wiem czy cała, ale faktycznie, było kilka propozycji. Nie lubię wracać do przeszłości. Było, minęło, teraz koncentruję się na kolejnym sezonie w Toruniu.

    Z Ryszardem Szczechowiakiem nie negocjuje się łatwo?
    Trener Szczechowiak chce zrobić dla klubu najlepiej, zawodnicy chcą jak najlepiej dla siebie. Najważniejsze, żeby osiągnąć kompromis i myślę, że obie strony mogą być zadowolone.

    Słyszałem, że oferta z Wrocławia była naprawdę ciekawa. Dlaczego zatem Toruń?
    Jestem tutaj już trzy lata. Super nam się mieszka w Toruniu, a to dla mnie ważne, aby żona także czuła się dobrze. Dwa - bardzo ważne, że klub co roku walczy o mistrzostwo. Przez trzy lata zdobyliśmy trzy medale, kilka pucharów. To duże sukcesy, ale jest także motywacja, aby powalczyć o kolejne trofea.

    Stabilizacja jest dla ciebie ważna? Wcześniej sporo podróżowałeś, nawet przez chwilę grałeś w II lidze.
    Swoje już po kraju zjeździłem, zaliczyłem trzy poziomy rozgrywek. Stwierdziliśmy z żoną, że mamy już dosyć takiego koczowniczego życia. Nie chciałem się już więcej w maju zastanawiać, gdzie to mnie teraz wywieje. Myślę, że coraz więcej graczy ceni sobie stabilizację, zawiązanie nowych przyjaźni, to daje poczucie bezpieczeństwa.

    No to sprawdźmy: ile emocji potrafisz wyrazić za pomocą "jo"?
    Przyznam się, że jeszcze tego nie potrafię. Cały czas częściej zdarza mi się używać śląskiej gwary.

    W Toruniu mieszkać i nie iść na żużel to grzech. Twoja żona była już wcześniej fanką czarnego sportu, a ty?
    Jestem już wielkim fanem żużla! Żałuję jedynie, że czasami play off kolidują z meczami. W okresie wakacyjnym staram się jednak nie opuszczać żadnego meczu. Żona czasami narzeka, że po treningu oglądam jakiś inny mecz, a teraz w niedzielę jeszcze doszedł żużel.

    Skoro o stabilizacji mowa, to nie mogłem nie zapytać o motoryzację. Jak tam twój legendarny Opel?
    Niestety, rok temu się rozstaliśmy. To był samochód kupiony prosto z salonu, w rodzinie od 1999 roku. Asterka 19 lat służyła, to był taki "nasz" samochód, który budził wielki sentyment, trudno było się z nim rozstać.

    Doskonale cię rozumiem: sam kiedyś miałem taką długowieczną Toyotę Carinę. Surowe auto, ale nigdy nie odmówiło jazdy.
    Właśnie. Asterka nie miał wielu bajerów, choćby klimatyzację "turecką", czyli chłodzenie przez otwieranie okien, ale nigdy nie nie zawiodła, przejechaliśmy tysiące kilometrów bez awarii. Pamiętam kiedyś, w czasie gry w Kotwicy Kołobrzeg, wróciliśmy zimą z 3-dniowego wyjazdu na mecze. Nowsze auta kolegów nie chciały odpalić, a Asterka od pierwszego przekręcenia kluczyka. Oczywiście zapytałem kolegów, czy nie trzeba podwieść (śmiech).

    CIĄG DALSZY NA KOLEJNEJ STRONIE

    1 3 »

    Czytaj treści premium w Gazecie Pomorskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Aktualności sportowe

    Terminarz rozgrywek