Czas wykopków, czyli z graczką na kujawskich polach. Jak to dawniej było

Edmund Kozłowski
Takie obrazki można było zobaczyć na kujawskich polach jeszcze w drugiej połowie XX wieku
Takie obrazki można było zobaczyć na kujawskich polach jeszcze w drugiej połowie XX wieku NAC
Jesień. Na kartofliskach trwa jeszcze wybieranie z ziemi bulw ziemniaczanych. Przypominamy jak to na Kujawach było dawniej.

Ojczyzną ziemniaków są wyżyny Peru, skąd do Europy przybyły w XVI w. przywiezione na hiszpańskich okrętach. Do Polski przysłał je król Jan III Sobieski, chcąc w ten sposób zrobić przyjemność swej żonie Marysieńce. Później zwyczaj uprawy kartofli upowszechnili osadnicy niemieccy w Wielkopolsce. Prawdziwie masowymi stały się ziemniaki w początkach XIX w., ratując ludność Polski po roku 1812 od klęski głodu.

Z Wielkopolski na Kujawy

Podobnie jak w całej Wielkopolsce, bulwy ziemniaczane z niemiecka nazywane kartoflami, swojsko zaś pyrkami, (bo z Peru), od końca XIX w. należy uznać za podstawowy artykuł spożywczy. Na Kujawach uprawiane były one w niemal każdym gospodarstwie. Wśród różnych gatunków ziemniaków, najbardziej lubiane były tzw. amerykany białe i czerwone. Były one mączyste i łatwe w gotowaniu. Oprócz nich gotowano ziemniaki wczesne, zwane siwkami, modrzakami (pod skórką miały modry, czyli błękitny kolor) lub „pyrzokami”, jak pisze Danuta Kalinowska w książce „Tradycyjne pożywienie ludowe na Kujawach”.

Czas wybierek

Wybierki ziemniaków to czas ciężkiej i żmudnej pracy. Trzeba je było wykopać często przy niesprzyjającej jesiennej pogodzie. Na wsi radzono sobie organizując tak zwaną „tłokę”, czyli wspólną pracę na jednym z pól, kolejno u każdego z gospodarzy. Towarzyszyły temu dymy ognisk palone na kartofliskach, zapach i smak pieczonych z chrupiącą skórką pyrek. Na zakończenie tej ciężkiej pracy, świętowano przy poczęstunku, muzyce i śpiewach. Zanim pola ziemniaczane zaorano, jeszcze przed nadejściem mrozów biedota miejska wychodziła na kartofliska, zbierając resztki pozostawionych na polu ziemniaków. Z niemiecka nazywało to się, „chodzenie na stręplówkę”.

Ręcznie i mechanicznie

Zanim praca została zmechanizowana, wybieranie odbywało się przy pomocy ręcznych kopaczek, trójpalcowych motyk, często po swojemu nazywanych „graczką do pyrek”. Wykopane ziemniaki zbierano do koszy, z których wysypywano je na wozy. Były przewożone na bieżące spożycie dla ludzi i zwierząt do piwnic, a na dłuższe przechowanie do kopców, przykrywanych przed nadejściem mrozów słomą i ziemią.

Kopaczki mechaniczne, ciągnione przez konie nazywane niekiedy „figaczkami” weszły do użycia na początku XX w. To ułatwiło prace, ale i tak ziemniaki trzeba było zbierać ręcznie. Rolnicy zatrudniali wówczas, zwłaszcza w okresie międzywojennym, inowrocławskich bezrobotnych, którym za pracę płacono jedzeniem i ziemniakami na zimę.

Przystępując dzisiaj do spożywania posiłków, warto zapamiętać powiedzenia: „Prędzej nasycisz się jedząc ziemniaki, niż patrząc na pieczeń „i „Ugotowane z miłością ziemniaki lepiej smakują, niż usmażona w gniewie kiełbasa.”

Uwaga na chińskie telefony

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie