Na pierwszy rzut oka drużyna potrzebuje strzelca z dystansu oraz środkowej. - Trudno rozmawiać o konkretach. Jest bardzo mało wolnych i wartościowych zawodniczek. Pewnie, że są takie, które nie wyjechały do Chin czy Korei, żeby grać za 20 tys. dolarów miesięcznie, ale na takie nas nie stać. Prawdopodobnie poczekamy do świątecznej przerwy. Wtedy wiele klubów kończy przygodę w europejskich pucharach i pojawiają się ciekawe zawodniczki. Czy koniecznie potrzebujemy dużej środkowej? Może poprawiłoby to możliwości w defensywie, ale chcemy grać szybką koszykówkę. Z Wisłą było dużo kontr, których jednak nie wykorzystywaliśmy - wyjaśnia trener Elmedin Omanić.
Szkoleniowiec zapowiada, że będzie także obserwował krajowy rynek. W tym wypadku jest szansa na zatrudnienie Agnieszki Makowskiego, która chce odejść z Siedlec.
Z obecnego składu najmniejsze szanse na utrzymanie pracy w Toruniu mają Shae Kelley i lecząca kontuzję Swiatłana Kudraszowa. Treber Omanić na razie unika odpowiedzi na pytanie, czy ktoś w najbliszym czasie zostanie odesłany do domu. - Czasami tak bywa, że z perspektywy trybun jakaś zawodniczka wydaje się nieprzydatna, a potem w czasie pracy na treningach można z niej coś nowego wydobyć. Potrzeba nam więcej czasu na takie decyzje.
Energa Toruń pierwszy mecz pod wodzą Elmedina Omanicia przegrała z Wisłą Can Pack Kraków 64:87. Teraz szkoleniowiec ma sporo czasu na pracę z drużyną. Kolejne spotkanie dopiero 5 grudnia w Gorzowie.
Elmedin Omanić, trener Energi Toruń