MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Zwierzętom poświęciła całe życie. Teraz torunianka sama potrzebuje naszej pomocy

Justyna Wojciechowska-Narloch
Justyna Wojciechowska-Narloch
Ewa Włodkowska kocha zwierzęta. O ich prawa i godne życie walczy od kilku dekad. Tu z jedną ze swoich podopiecznych kotką o imieniu Krzywa Nóżka
Ewa Włodkowska kocha zwierzęta. O ich prawa i godne życie walczy od kilku dekad. Tu z jedną ze swoich podopiecznych kotką o imieniu Krzywa Nóżka Grzegorz Olkowski
Utykając na nogę i podpierając się o wysłużony rower codziennie rano starsza kobieta przemierza działki w Kaszczorku, by nakarmić 35 środowiskowych kotów. To Ewa Włodkowska, która od ponad trzech dekad zajmuje się bezpańskimi zwierzętami.

W pięknie położonym nad Wisłą i Drwęcą Kaszczorku, dzielnicy Torunia znajduje się malownicza ulica Międzyrzecze. To przy niej mieści się spory kompleks ogrodów działkowych. Zadbane domki i altany, wypielęgnowane rośliny, kwitnące kwiaty - to wszystko rzuca się w oczy po przekroczeniu bramy ROD "Międzyrzecze". W sąsiedztwie wartko meandruje Drwęca i szumi stary, sosnowy las.

Z kotami na działkach od 16 lat

To właśnie tam od 2008 roku swoją społeczną misję pełni Ewa Włodkowska. To starsza, schorowana kobieta, która jednak ani na chwilę nie traci animuszu. Codziennie walczy z własnymi słabościami, przeciwnościami losu i ludźmi, którzy nie są przychylni jej działaniom. A cóż takiego kontrowersyjnego robi ta pani po 70-tce? Ewa Włodkowska pomaga środowiskowym kotom, których na działkach nie brakuje. Robi to za darmo, z własnych pieniędzy i potrzeby serca.

- Kiedy się tu pojawiłam 16 lat temu, kotów było 88. Wiele z nich bardzo chorych, dzikich, niedożywionych. Nikt o nie nie dbał, a one rozmnażały się na potęgę, potem chorowały i padały - wspomina Ewa Włodkowska. - Nie mogłam na to patrzeć, musiałam zareagować. Zaczęłam dokarmiać te koty, leczyć, sterylizować. Wielu ludzi było przeciwko, nie rozumieli, co robię, uważali, że prowadzę tu hodowlę.

Dziś na działkach przy ul. Międzyrzecze środowiskowych kotów jest 35. Wszystkie dobrze odkarmione, wysterylizowane, zaszczepione i pod stałą opieką weterynaryjną. Początki jednak były straszne. W krótkim czasie opiekunka musiała uśpić aż 15 zwierząt, tak były chore, zabiedzone i bez szans na ratunek. Pokonała więc bardzo długo drogę z mroku ku jasności, z patologii ku normalności.

Polecamy

Pomoc wyprzedziła ustawę

Ewa Włodkowska od wielu lat pomaga zwierzętom. Robiła to nawet wtedy, gdy w Polsce nie było jeszcze Ustawy o ochronie zwierząt, a ich cierpienie nie robiło takiego wrażenia jak dziś. Walczyła z okrutnymi właścicielami dręczonych psów i kotów, nielegalnymi hodowlami i gospodarstwami rolnymi, gdzie krowy i konie stały po pas we własnych odchodach. Ratowała wolno żyjące zwierzęta, które ludzie głodzili, truli i katowali. Interweniowała zawsze wtedy, gdy inni rozkładali ręce.
Była działaczką ogólnopolskich organizacji broniących praw zwierząt, a później współzałożycielką i prezeską Toruńskiego Towarzystwa Ochrony Praw Zwierząt. I choć teraz - ze względów zdrowotnych - wycofała się w cień, wciąż zachowała legitymację inspektora TTOPZ. I w razie potrzeby robi z niej użytek.

- Przez te wszystkie lata podejście ludzi bardzo się zmieniło. Jest znacznie mniej tych, którzy otwarcie manifestują swoją niechęć do zwierząt. Tylko czasem zdarza mi się usłyszeć, że tych kotów nie powinno tu być, że brudzą i niszczą ogródki - opowiada Ewa Włodkowska. - Za każdym razem staram się uświadamiać, że te koty są tutaj, bo tu przywieźli je ludzie, tu je podrzucili, tu zostawili, by nie mieć problemu. Bywa, że jakaś kolejne znajda przybłąka się tu z lasu.

Kolano do naprawy - będzie zbiórka

Ewa Włodkowska dla swoich podopiecznych wykorzystuje miesięcznie ok. 10 kg suchej karmy, 200-250 saszetek, ok. 45 dużych puszek i kilkanaście małych, ze specjalistycznym jedzeniem. Karmę dostaje od zaprzyjaźnionych organizacji prozwierzęcych, ale większość kupuje sama, z własnej emerytury. Koty karmi o poranku, ok. godziny 6 rano. Ma problemy z chodzeniem, więc przemieszcza się podpierając się o rower. Wiezie ze sobą przygotowaną karmę, wodę i rzeczy do sprzątania. Trzeba podkreślić, że karmienie kotów środowiskowych to nie tylko napełnianie im misek. Pani Ewa sprząta po swoich podopiecznych. W tych wszystkich czynnościach pomaga jej pani Danuta, sąsiadka z działek przy ul. Międzyrzecze w Kaszczorku.

- Cóż, ja po prostu już nie daję rady. Mam problemy neurologiczne, kardiologiczne, ale najgorzej jest z kolanem. Boli tak, że ciężko mi się poruszać. Czekam na endoprotezę, ale kolejki są na kilka lat do przodu. Boję się, że wkrótce przestanę się poruszać - ze smutkiem mówi nam pani Ewa.

Przyjaciele kobiety planują pomoc. Chcą zrobić zrzutkę, by zebrać pieniądze na zabieg wszczepienia endoprotezy w prywatnej klinice, bez czekania. Taki zabieg to koszt 25 tys. zł. Jak tylko zbiórka ruszy, poinformujemy o niej. Ewa Włodkowska - jak nikt inny - zasługuje na nasze wsparcie.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Szczyt NATO. Ogromne wsparcie dla Ukrainy

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera

Materiał oryginalny: Zwierzętom poświęciła całe życie. Teraz torunianka sama potrzebuje naszej pomocy - Nowości Dziennik Toruński

Wróć na pomorska.pl Gazeta Pomorska