W pięknie położonym nad Wisłą i Drwęcą Kaszczorku, dzielnicy Torunia znajduje się malownicza ulica Międzyrzecze. To przy niej mieści się spory kompleks ogrodów działkowych. Zadbane domki i altany, wypielęgnowane rośliny, kwitnące kwiaty - to wszystko rzuca się w oczy po przekroczeniu bramy ROD "Międzyrzecze". W sąsiedztwie wartko meandruje Drwęca i szumi stary, sosnowy las.
Z kotami na działkach od 16 lat
To właśnie tam od 2008 roku swoją społeczną misję pełni Ewa Włodkowska. To starsza, schorowana kobieta, która jednak ani na chwilę nie traci animuszu. Codziennie walczy z własnymi słabościami, przeciwnościami losu i ludźmi, którzy nie są przychylni jej działaniom. A cóż takiego kontrowersyjnego robi ta pani po 70-tce? Ewa Włodkowska pomaga środowiskowym kotom, których na działkach nie brakuje. Robi to za darmo, z własnych pieniędzy i potrzeby serca.
- Kiedy się tu pojawiłam 16 lat temu, kotów było 88. Wiele z nich bardzo chorych, dzikich, niedożywionych. Nikt o nie nie dbał, a one rozmnażały się na potęgę, potem chorowały i padały - wspomina Ewa Włodkowska. - Nie mogłam na to patrzeć, musiałam zareagować. Zaczęłam dokarmiać te koty, leczyć, sterylizować. Wielu ludzi było przeciwko, nie rozumieli, co robię, uważali, że prowadzę tu hodowlę.
Dziś na działkach przy ul. Międzyrzecze środowiskowych kotów jest 35. Wszystkie dobrze odkarmione, wysterylizowane, zaszczepione i pod stałą opieką weterynaryjną. Początki jednak były straszne. W krótkim czasie opiekunka musiała uśpić aż 15 zwierząt, tak były chore, zabiedzone i bez szans na ratunek. Pokonała więc bardzo długo drogę z mroku ku jasności, z patologii ku normalności.
Polecamy
- Mieszkańcy Kujawsko-Pomorskiego - wskakujcie na rowery! Wciąż trwają zapisy na rajdy
- Święto Miasta 2024. Jakie atrakcje czekają na mieszkańców Torunia w tym roku? [SPIS]
- Na Długiej tramwaj jedzie głośno. "Mamy nadzieję, że uciążliwości już nie będzie"
- Uczniowie takie prezenty wręczają nauczycielom na koniec roku szkolnego. Zobaczcie!
Pomoc wyprzedziła ustawę
Ewa Włodkowska od wielu lat pomaga zwierzętom. Robiła to nawet wtedy, gdy w Polsce nie było jeszcze Ustawy o ochronie zwierząt, a ich cierpienie nie robiło takiego wrażenia jak dziś. Walczyła z okrutnymi właścicielami dręczonych psów i kotów, nielegalnymi hodowlami i gospodarstwami rolnymi, gdzie krowy i konie stały po pas we własnych odchodach. Ratowała wolno żyjące zwierzęta, które ludzie głodzili, truli i katowali. Interweniowała zawsze wtedy, gdy inni rozkładali ręce.
Była działaczką ogólnopolskich organizacji broniących praw zwierząt, a później współzałożycielką i prezeską Toruńskiego Towarzystwa Ochrony Praw Zwierząt. I choć teraz - ze względów zdrowotnych - wycofała się w cień, wciąż zachowała legitymację inspektora TTOPZ. I w razie potrzeby robi z niej użytek.
- Przez te wszystkie lata podejście ludzi bardzo się zmieniło. Jest znacznie mniej tych, którzy otwarcie manifestują swoją niechęć do zwierząt. Tylko czasem zdarza mi się usłyszeć, że tych kotów nie powinno tu być, że brudzą i niszczą ogródki - opowiada Ewa Włodkowska. - Za każdym razem staram się uświadamiać, że te koty są tutaj, bo tu przywieźli je ludzie, tu je podrzucili, tu zostawili, by nie mieć problemu. Bywa, że jakaś kolejne znajda przybłąka się tu z lasu.
Kolano do naprawy - będzie zbiórka
Ewa Włodkowska dla swoich podopiecznych wykorzystuje miesięcznie ok. 10 kg suchej karmy, 200-250 saszetek, ok. 45 dużych puszek i kilkanaście małych, ze specjalistycznym jedzeniem. Karmę dostaje od zaprzyjaźnionych organizacji prozwierzęcych, ale większość kupuje sama, z własnej emerytury. Koty karmi o poranku, ok. godziny 6 rano. Ma problemy z chodzeniem, więc przemieszcza się podpierając się o rower. Wiezie ze sobą przygotowaną karmę, wodę i rzeczy do sprzątania. Trzeba podkreślić, że karmienie kotów środowiskowych to nie tylko napełnianie im misek. Pani Ewa sprząta po swoich podopiecznych. W tych wszystkich czynnościach pomaga jej pani Danuta, sąsiadka z działek przy ul. Międzyrzecze w Kaszczorku.
- Cóż, ja po prostu już nie daję rady. Mam problemy neurologiczne, kardiologiczne, ale najgorzej jest z kolanem. Boli tak, że ciężko mi się poruszać. Czekam na endoprotezę, ale kolejki są na kilka lat do przodu. Boję się, że wkrótce przestanę się poruszać - ze smutkiem mówi nam pani Ewa.
Przyjaciele kobiety planują pomoc. Chcą zrobić zrzutkę, by zebrać pieniądze na zabieg wszczepienia endoprotezy w prywatnej klinice, bez czekania. Taki zabieg to koszt 25 tys. zł. Jak tylko zbiórka ruszy, poinformujemy o niej. Ewa Włodkowska - jak nikt inny - zasługuje na nasze wsparcie.
Poznaj ciekawe grupy lokalne na Facebooku:
