Aż 9 na 10 przedsiębiorców płaci rachunki po terminie. Rząd chce walczyć z takimi kontrahentami wprowadzając ustawowy zakaz wydłużania czasu na rozliczenie się za zakupione produkty czy usługi.

- Dziś to wygląda mniej więcej tak: moja firma oddaje inwestycję, ale na zapłatę muszę czekać 90 dni. W efekcie na taki sam czas wstrzymuję przelewy dla dostawców cementu czy blachy, a czasami również wypłaty dla pracowników - opowiada (anonimowo) właściciel jednej z bydgoskich firm budowlanych.

Sadowski: - To kolejny bezsensowny przepis

Niestety, ten przypadek wcale nie jest odosobniony, bo dziś to powszechna praktyka. Rząd chce z nią walczyć. Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii proponuje zmiany, które mają ulżyć przedsiębiorcom oczekującym „w nieskończoność” na swoje pieniądze.

Najlepiej płacą w przemyśle, a najgorzej w budownictwie

Jak poinformowała „Rzeczpospolita”, projekt takiej ustawy właśnie znalazł się w wykazie prac legislacyjnych rządu. Wśród propozycji MPIT znalazło się m.in. skrócenie do 30 dni terminu zapłaty w transakcjach, w których dłużnikiem jest podmiot publiczny - bez możliwości wydłużenia. Wyjątkowo tylko podmioty lecznicze na zapłatę będą miały do 60 dni. Również 60- dniowy termin ma obowiązywać, gdy wierzycielem jest małe i średnie przedsiębiorstwo, a dłużnikiem duże. Obecne dłuższe terminy płatności mają zniknąć ustawowo.

W sukces tej ustawy nie wierzy Andrzej Sadowski, ekspert z Centrum im. Adama Smitha: - Rząd zamiast usprawnić polski wymiar sprawiedliwości tak, by przedsiębiorcom nie przyszło do głowy niepłacenie na czas, wymyśla kolejny przepis na zasadzie wiary, że w biznesie nagle przestaną się spóźniać. Mówimy o patologii będącej wyłącznie rezultatem złego prawa. Firmy, które chciałyby oddać niesolidnych kontrahentów do sądu nie mogą liczyć, że w krótkim czasie zapadnie wyrok i odzyskają swoje pieniądze. Cały ciężar jest przeniesiony na wystawiającego fakturę. Zamiast wprowadzić zasadę, że firma płaci podatki dopiero, jak sama dostanie przelew, powstaje kolejny bezsensowny przepis. W Niemczech, gdy przedsiębiorca nie zapłaci faktury w terminie, dzwoni do niego urząd skarbowy z pytaniem dlaczego i tłumaczy, że przez niego firma nie ma pieniędzy na podatek.

Firmy nie sprawdzają klientów, którym sprzedają towary i usługi. To długo czekają na zapłatę
Sadowski podsumowuje: - Jestem pewien, że w tej sprawie nic się nie zmieni, dopóki nie zostanie wyjaśnione, dlaczego tyle firm budowlanych, mających kontrakty z instytucjami publicznymi, upadło budując autostrady.

Jeden nie płaci to drugi ma problemy

Już przeszło 8 na 10 przedsiębiorstw w Polsce ma problem z dłużnikami, np. z kontrahentami niepłacącymi na czas faktur - wynika z najnowszego badania „Portfel należności polskich przedsiębiorstw”. Jeżeli taka sytuacja utrzymuje się przez dłuższy czas, wierzyciel może popaść w kłopoty finansowe i samemu stać się dłużnikiem. Prawie 30 proc. firm przez to, że klienci nie płacą im na czas, ma trudności z regulowaniem własnych zobowiązań. Co więcej, jak pokazuje raport European Payment Report 20183, główną z przyczyn opóźnień są kłopoty finansowe, z którymi ci się borykają. Problem narasta: w zeszłym roku 45 proc. ankietowanych zgłosiło ten problem, a w ostatnim badaniu już 58 proc.

– Mechanizm jest bardzo prosty. Jeżeli jedna firma nie płaci drugiej, to pierwsza może zacząć mieć problem z rozliczeniem się z kolejną. Na tym spirala długów się nie kończy. Nieopłaceni na czas kontrahenci również w konsekwencji mogą nie być w stanie uregulować swoich zobowiązań wobec partnerów biznesowych – komentuje Agnieszka Chechelska- Wrześniak, radca prawny Kancelarii Intrum Król & Wspólnicy.

Jaka jest kondycja polskich przedsiębiorstw? Odpowiada Adam Łącki, prezes Krajowego rejestru Długów (x-news/Gazeta Pomorska):