Ksiądz nielegalny

Redakcja
- Teraz - za wolnej Polski - też jestem jakby nielegalny. Od czasu, kiedy zająłem się lustracją księży - ks. Isakowicz-Zaleski tak wyjaśniał tytuł swojej książki
- Teraz - za wolnej Polski - też jestem jakby nielegalny. Od czasu, kiedy zająłem się lustracją księży - ks. Isakowicz-Zaleski tak wyjaśniał tytuł swojej książki fot. Tytus Żmijewski
Udostępnij:
- Spotkanie z Isakowiczem - Zaleskim? To ten ksiądz, którego chcą wyrzucić z Kościoła?

- No, wyrzucić to jeszcze chyba nie, ale ma na pieńku nawet z kardynałem Dziwiszem, tym od naszego papieża... Takie rozmowy toczyły się w środę przed aulą bydgoskiego Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego. Brakuje wolnych miejsc. Niemal wszyscy słuchacze legendarnego kapelana nowohuckiej Solidarności znają go tylko z lekcji historii albo z filmu "Zastraszyć księdza".

- Wiesz, to ten kapłan, którego ubole straszliwie pobili w latach osiemdziesiątych - jasnowłosy nastolatek tłumaczy szeptem siedzącej obok dziewczynie. - Teraz znów o nim głośno, bo napisał książkę o kapusiach SB wśród księży. A hierarchia kościelna boi się tego, jak ognia.

Trauma kapłana

Ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski nie lubi słowa lustracja. Ale lepszego nie wymyślono, więc będzie o lustracji w polskim Kościele: - Nie chodzi mi o niszczenie ludzi, tylko o to, by raz na zawsze Polacy zerwali więzy, które krępują ich po dawnej SB.

Było ogromnym błędem, że Polska w 1990 roku nie poszła drogą Niemców czy Czechów i nie ujawniła wszystkich akt SB. Dekomunizacja, tłumaczy ksiądz. A Kościół jest częścią społeczeństwa, więc deubekizac ja powinna dotyczyć także księży.

- Nigdy nie zamierzałem zajmować się agentami w kościelnych strukturach - opowiada. - Ale kiedy w 2005 roku zajrzałem do swojej teczki, przeżyłem szok. Nawet najbliżsi mi ludzie okazywali się wtyczkami SB. Ba, w latach 80. hutnicy z Solidarności ofiarowali mi psa obronnego. Jeden z raportów dotyczył... właśnie tego psa - jak się wabi, co lubi, a czego nie. A ten raport napisał mój ówczesny, jak mi się wydawało, przyjaciel. To była trauma.

I wówczas ksiądz Isakowicz-Zaleski zadał sobie pytanie, dlaczego władze kościelne tak skrzętnie chronią współpracowników PRL-owskich służb? - Chyba liczono na to, że sami usuną się w cień, może w sposób naturalny odejdą. Tymczasem okazało się, że wielu z nich zaczęło awansować na eksponowane stanowiska!

"Księża wobec bezpieki", najgłośniejsza książka ks. Isakowicza-Zaleskiego nie jest, jak mówi, wymierzona przeciw agentom w sutannach. To książka o prześladowaniu duchownych w PRL: - Trzeba pamiętać, że SB złamała tylko dziesięć procent z nas.

Dziewięćdziesiąt procent duchownych zachowało się godnie i przyzwoicie. Więc na czym polegała moja trauma? Na tym, że najwyżsi dostojnicy polskiego Kościoła znali dużo wcześniej nazwiska współpracowników w sutannach i nic z tym nie zrobili. Przez osiemnaście lat - nic!

Z listu kard. S. Dziwisza

"Wyrażam moje ubolewanie i dezaprobatę wobec działań podejmowanych przez Księdza w związku z upublicznianiem nazwisk księży Archidiecezji Krakowskiej podejrzewanych o współpracę ze służbami bezpieczeństwa PRL. Rzucanie oskarżeń wobec konkretnych osób tylko w oparciu o pobieżne zaznajomienie się z materiałami, bez wnikliwych studiów historycznych jest zachowaniem wysoce nieodpowiedzialnym i krzywdzącym. (...) Ponieważ bezprawne naruszenie czyjegoś dobrego imienia jest przestępstwem (kan. 220 i kan. 1390 § 2), a Ksiądz zapowiadając ujawnienie nazwisk duchownych podejrzewanych o współpracę z SB znajduje się w bliskiej okazji do jego popełnienia, niniejszym udzielam Księdzu upomnienia kanonicznego".

Krakowski ksiądz do dziś wspomina szok, kiedy usłyszał od biskupa, że ma wrzucić te wszystkie papiery do pieca. Tak, jakby spalenie akt cokolwiek rozwiązało. A najgorsze jest to, że nawet ze strony kościelnych władz ks. Isakowicza spotykały niesłychane zarzuty. Że jest trochę nienormalny. Że niepoważny i megaloman. A nawet, że agent KGB! - Powtarzam stale, że jestem jak saper, który chce rozbroić pole minowe. A do mnie strzelają swoi. I co z tego - zakneblują mi usta, a pole minowe jak było, tak pozostanie.

Konsekwencje grzechu zaniechania przez polski Kościół są, zdaniem ks. Isakowicza, ogromne. Księża, byli współpracownicy SB,ą szantażowani przez agentów i wykorzystywani do wielu niejasnych interesów. Tak było na przykład z aferą "Stella Maris" w Gdańsku.

Księże bmw

W tych dniach ukazała się kolejna książka krakowskiego duchownego:"Moje życie nielegalne". To wywiad - rzeka oceniający drogę życiową niepokornego duchownego. Ale dlaczego "nielegalnym" ł całe swoje życie?

- Bo najpierw, w latach siedemdziesiątych, byłem w wojsku niepokornym duchem, odsiadywałem całe tygodnie w aresztach. Później była działalność opozycyjna w "Solidarności", a teraz - za wolnej Polski - też jestem jakby nielegalny. Od czasu, kiedy zająłem się lustracją księży.

O lustracji jest tylko jeden rozdział. To relacja z rozmów z kardynałem Stanisławem Dziwiszem, który początkowo nie sprzeciwiał się działalności lustracyjnej księdza Tadeusza. Dopiero później, kiedy zaczęły pojawiać się znane nazwiska, kardynał zmienił zdanie.

W jednym z rozdziałów mówi ks. Isakowicz-Zaleski o grzechu wielu księży, kierujących się wobec zwierzchników starą zasadą bmw - bierny, mierny, ale wierny. Wprawdzie przed takim konformizmem przestrzegano kleryków jeszcze w seminariach, ale dziś zbyt często zasada bmw króluje w parafiach. Lepiej nie robić nic, byle nie podpaść zwierzchnikom. A przecież powołanie kapłańskie to ciągła walka i poświecenie. - Może dlatego, że seminaria duchowne dość słabo przygotowują do działalności misyjnej?

Jeden ze słuchaczy do kolegi: - Kurczę, ja myślę, że go w końcu wywalą z Kościoła. Za odważny, jak na tę instytucję.

- Eeee, zobaczysz, to Kościół musi się zmienić, mamy XXI wiek.

Jakby na potwierdzenie tych słów ks. Isakiewicz-Zaleski tłumaczy, że sensem kapłańskiej misji bywa często i to, że trzeba płynąć pod prąd. Skoro świat się zmienia, pozostawanie przy wygodnych, utartych schematach jest niemożliwe. Inaczej będzie to praca, a nie powołanie. Dla krakowskiego kapłana nie są to tylko puste słowa.

Szokujące - i znów niepoprawne politycznie - są jego poglądy na celibat. Dla niego to bardziej kwestia historyczna aniżeli niepodważalna doktryna. Ks. Isakiewicz-Zaleski przypuszcza, że zniesienie celibatu w Kościele katolickim to kwestia czasu. Dla niego normalnością byłby dualizm - księża tzw. celibatariusze i żonaci duchowni.

A już prawdziwym szokiem może być, zawarta w ostatniej książce, wyraźna sugestia, że w polskim Kościele istnieje silne lobby homoseksualne. Jeśli Kościół nie poradzi sobie z tym szybko, problem wybuchnie ze zdwojoną siłą. Tym bardziej że chodzi tu również o księży na wysokich stanowiskach.

W auli słychać szmer niedowierzania. I cichy dialog młodych ludzi: - I co, na sto procent hierarchia go spacyfikuje! Przecież on podcina gałąź, na której siedzą!
- Ksiądz nie wygląda na takiego, który by się bał...
Oklaski. Długo nie milknące oklaski.

Jacek Deptuła
[email protected]

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie