Jeszcze trzy lata temu rodzina Łącz miała nadzieję, że tłoczenie oleju na zimno, będzie dodatkowym źródłem dochodu. Dziś zamówień mają tyle, że nie nadążają z produkcją.

- To także zasługa "Pomorskiej" mówi Arkadiusz Łącz, współwłaściciel rodzinnej firmy. - Napisaliście o nas trzy lata temu i od tego czasu mamy telefony i zamówienia z całej Polski. Bo tekst wciąż "żyje" w internecie.

Tłocznia, żeby dorobić

Decyzja o stworzeniu rodzinnej firmy zapadła w 1992 roku, gdy zdali sobie sprawę, że prowadząc niewielkie gospodarstwo mogą nie dać sobie rady na rynku. Wtedy Jan Łącz wraz z synami: Włodzimierzem i Arkadiuszem prowadzili 30-hektarowe gospodarstwo.

Szukali innych możliwości, żeby zapewnić rodzinie godziwe życie. Arkadiusz Łącz na poznańskich targach Polagra zobaczył maszynę do tłoczenia oleju. Bardzo go to zainteresowało. Potem w Toruniu odnalazł producenta tej maszyny.

Okazało się, że jej pierwszy egzemplarz powstał dzięki profesorowi Witoldowi Podkówce z bydgoskiej Akademii Techniczno-Rolniczej. Maszynę numer dwa wypożyczyli na ponad dwa miesiące, żeby ją sprawdzić. Zdecydowali, że ją kupią.

Prasa ślimakowa stanęła w dawnym budynku gospodarczym. Zaczęli od produkcji oleju rzepakowego, później zdecydowali się także na tłoczenie oleju lnianego.

Len daje zysk

Teraz tłoczą również olej słonecznikowy. Sprzedają też mielone siemię lniane, makuchy, mączki odolejone, brykiet i kwalifikowany materiał siewny. - Największy zysk przynosi produkcja oleju lnianego - mówi pan Arkadiusz. - To towar coraz bardziej poszukiwany na rynku, bo przybywa osób dbających o zdrowie. A właśnie w oleju lnianym kwasy omega - 3 i omega- 6 znajdują się w optymalnych proporcjach. Poza tym tłoczymy go na zimno, bez dodatku chemii.

W tym roku na olej przerobili prawie 40 ton nasion lnu. A ze 100 kilogramów lnu można uzyskać 35 litrów oleju.

- Na razie! - dodaje gospodarz. - Bo planujemy kupno nowej, bardziej efektywnej olejarki, która ze stu kilogramów może dać nawet 40 litrów tego towaru!
Początkowo dużo ziarna lnu sprowadzali aż z Kanady. Jednak w Ameryce uprawia się sporo roślin modyfikowanych genetycznie a im zależało na surowcu wolnym od GMO i zawsze kupowali len z atestem.

W końcu sami zabrali się za uprawę lnu, odmiany oleistej. Najpierw nasionami tej rośliny obsiali 4 hektary. W ubiegłym roku było to już 40 hektarów (łącznie gospodarują na 200 ha).

- Uprawa lnu nie jest trudna, ale w Polsce gorzej z dostępnością nasion dobrej jakości - dodaje rolnik ze Świecia nad Osą. - Uprawiamy Jantarol i jesteśmy z tej polskiej odmiany bardzo zadowoleni. Ona ma książkowe wyniki, jeśli chodzi o kwasy omega-3 i omega 6. Kiedyś sprowadziliśmy nasiona i badania wykazały, że stosunek tych kwasów był niewłaściwy. Towar zamiast do produkcji oleju lnianego przeznaczyliśmy na paszę dla zwierząt. Od tamtego czasu korzystamy wyłącznie ze swoich nasion, olej zawsze jest badany w laboratorium.

Rodzinny biznes na oleju

Włodzimierzowi i Arkadiuszowi w tłoczni pomagają: Mateusz (syn Arkadiusza) i Tomasz (syn Włodzimierza). - Synowie mają swoje gospodarstwa, a pracy przybywa, więc zatrudniliśmy w firmie dwie osoby.

Zamówień mają tyle, że niektórym potencjalnym nabywcom muszą odmawiać. - Nie chcemy się wiązać z jednym dużym podmiotem, bo to zbyt niebezpieczne - mówi Arkadiusz Łącz. - Oleje dostarczamy do dwóch hurtowni w Gdańsku i Warszawie oraz do mniejszych sklepów w okolicy. Poza tym prowadzimy sprzedaż wysyłkową. Tygodniowo do osób prywatnych wysyłamy około dwudziestu paczek. To głównie ludzie dbający o zdrowie. Niektórzy pamiętają czasy, gdy len porastał wiele pól i niemal w każdej wsi były małe tłocznie oleju.

Ich tłocznia wciąż jest niewielka, choć w ciągu trzech ostatnich lat podwoili produkcję i sprzedaż. - Jest szansa, że będziemy sprzedawać olej do Holandii - mówią rolnicy. - Dzwonił też ktoś zainteresowany wysyłką na południe Europy.

Niedawno kupili linie rozlewniczą, planują wymianę olejarni. Stara wciąż działa, ale ma 20 lat, części zamiennych do niej nie ma już na rynku.

Arkadiusz i Włodzimierz Łącz są pewni, że przed laty podjęli dobrą decyzję. Tłocznia się rozwija, gospodarstwo też.

- Ale prowadzenie takiego biznesu to nie jest prosta sprawa - dodaje Arkadiusz. - Ostatnio mieliśmy kilka kontroli z różnych inspekcji. Zakończyły się dla nas pomyślnie, ale trzeba mieć dużo samozaparcia i cierpliwości, żeby spełnić wszystkie wymogi.