MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Paweł Gulewski prywatnie z rodziną. Co w duszy gra kandydatowi na prezydenta Torunia?

Justyna Wojciechowska-Narloch
Justyna Wojciechowska-Narloch
Rodzina Pawła Gulewskiego podczas spotkania z dziennikarzami "Nowości"
Rodzina Pawła Gulewskiego podczas spotkania z dziennikarzami "Nowości" Grzegorz Olkowski
Maluje, pisze wiersze, a po własnym trawniku chodzi w butach z kolcami, żeby murawa lepiej rosła. Potrafi w kilka chwil zmienić się z urzędnika w garniturze w tatę w domowym dresie. Jaki jest Paweł Gulewski, kandydat na prezydenta Torunia?

Paweł Gulewski do Torunia przeprowadził się z Podlasia w 1989 roku. Wraz z najbliższymi zamieszkał przy ul. Sienkiewicza na niespokojnym wówczas Bydgoskim Przedmieściu. Nie polubił miasta od razu - męczył go hałas, tłumy ludzi, setki uczniów w SP nr 11, gdzie kończył podstawówkę.

Z politologii UMK do Stanów Zjednoczonych

- Byłem wycofany, zakompleksiony, przytłoczony tym wszystkim. Przyjechałem ze spokojnej, sielskiej wsi, gdzie życie toczyło się zupełnie innym tempem - wspomina Paweł Gulewski. - Potem była szkoła średnia, i to nie V LO, gdzie startowałem, ale się nie dostałem, tylko "dwójka" na Skarpie. To tam pokochałem polski i historię, i tam zdałem sobie sprawę, że naprawdę lubię mówić. A to była już prosta droga na UMK i na politologię.

Jak zapewnia kandydat na prezydenta Torunia, nie był uciążliwym nastolatkiem, a okres młodzieńczego buntu przeszedł u niego dość łagodnie. Szybko zaangażował się w sprawy bezpieczeństwa w swojej dzielnicy, działał jako społecznik i zainteresował się polityką. Dziś, z perspektywy czasu, za swoje najważniejsze doświadczenie z czasu studiów uważa dwa wyjazdy do Stanów Zjednoczonych.

- To były wyjazdy zarobkowe. Robiłem tam różne rzeczy, łącznie z pracą w knajpie. Miałem też sporo szczęścia, bo udało mi się załapać na staż w Konsulacie Generalnym RP w Nowym Jorku - opowiada Paweł Gulewski.

Szybka przemiana w tatę

Magdalena Gulewska, żona pana Pawła, wspomina, że w jej pierwszym spotkaniu z przyszłym mężem było coś na kształt przeznaczenia, choć sceneria wcale do romantycznych nie należała.

- 10 lat temu Paweł jako radny przyszedł do urzędu marszałkowskiego coś załatwić i wszedł do mojego pokoju przez pomyłkę. Spojrzeliśmy na siebie, on się tak pięknie uśmiechnął i miałam wrażenie, jakbyśmy od dawna się znali - opowiada Magdalena Gulewska. - Potem spotkaliśmy się na mieście, a on już wiedział o mnie co nieco, wypytywał swoimi kanałami. Długo nie trwało i zostaliśmy parą. Było w tym coś niesamowitego, co zdarza się w życiu rzadko, o wiele częściej w romantycznych filmach.

Rodzina Pawła Gulewskiego podczas spotkania z dziennikarzami "Nowości"
Rodzina Pawła Gulewskiego podczas spotkania z dziennikarzami "Nowości" Grzegorz Olkowski

Jaka jest ich codzienność? Magdalena i Paweł mają dwóch synów. Starszy Mikołaj wkrótce skończy 4 lata, jest przedszkolakiem. Młodszy Jasio ma półtora roku i chodzi do żłobka. Mama chłopców po macierzyńskim niedawno wróciła do pracy. Nim to się jednak stało, wraz z mężem postawili na dobrą organizację zwykłego życia, dokładnie podzielili obowiązki, precyzyjnie określili, co do kogo należy.

- Przez ostatnie 3,5 roku Paweł pełnił obowiązki zastępcy prezydenta, często pracował do późna, w weekendy. Nie chciał, by traciły na tym dzieci. Kiedy wracał do domu wieczorem, zaraz zdejmował garnitur, wskakiwał w dresy i zabierał się za kąpanie chłopców. Tak bardzo chciał z nimi być - opowiada żona Magdalena. - W wolne soboty też mamy swoje rytuały: najpierw wspólnie przygotowywane śniadanie, potem drzemka młodszego syna i wyruszamy w miasto - do parków, na place zabaw, na piłkę ze starszym synem.

Jaki prywatne marzenia ma Paweł Gulewski?

Magdalena Gulewska mówi, że lubią z mężem rozmawiać, dzielić się codziennymi sprawami, omawiać nadchodzącą przyszłość. Nie oglądają się za siebie, patrzą zdecydowanie w przód.

- To nie znaczy jednak, że się nie różnimy. Moje podejście do związku jest trochę inne, bardziej romantyczne. Czasem muszę mężowi podpowiadać, żeby zabrał mnie do restauracji na kolację...Może nie czyta w moich myślach, ale doskonale rozumie potrzeby i spełnia je - dodaje Magdalena Gulewska.

I trochę z męża żartuje, wytykając mu nadmierną dbałość o trawnik, po którym chodzi w specjalnych kolcach mających poprawić kondycję trawy.

- W najbliższą sobotę, gdy nastanie cisza wyborcza, zaraz zajmę się tym trawnikiem. Bardzo go zaniedbałem - zapowiada Paweł Gulewski. - I będę myślał o moich marzeniach: o bezpiecznym i szczęśliwym dorastaniu synów, o mojej kochanej żonie, o mieście, które stało mi się tak bliskie. Skupię się też na tym, by ani teraz, ani w przyszłości nie być dla nikogo rozczarowaniem.

Zdjęcia rodziny Pawła Gulewskiego zrobione przez fotoreportera "Nowości" w galerii:

Więcej o wyborach w Toruniu sprawdzisz >>> TUTAJ <<<

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Tragiczne zdarzenie na Majorce - są zabici i ranni

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera

Materiał oryginalny: Paweł Gulewski prywatnie z rodziną. Co w duszy gra kandydatowi na prezydenta Torunia? - Nowości Dziennik Toruński

Wróć na pomorska.pl Gazeta Pomorska