Piekuś Inowrocław skrzywdzony chlebem i solą. Żerowali na naszej krzywdzie!

Lucyna Talaśka-Klich [email protected] Fot. Dominik Fijałkowski
Sławomir Pakulski, właściciel Piekusia: - Nikomu już nie zaufam
Sławomir Pakulski, właściciel Piekusia: - Nikomu już nie zaufam
Na nielegalnej produkcji żywności wciąż łatwo się dorobić. I na cudzej krzywdzie. Światowego kryzysu, rosnących cen mąki, paliw - tego mógł się obawiać przed wybuchem afery solnej Sławomir Pakulski, właściciel piekarni "Piekuś" w Inowrocławiu. Ale nie mógł przewidzieć, że padnie ofiarą oszustów, którzy sprzedali mu sól wypadową jako spożywczą.

Czytaj też: Afera solna przysoliła naszym firmom, najbardziej inowrocławskiej piekarni "Piekuś"

- Byliśmy przekonani, że przez cały czas kupujemy dobrą sól, a nie trefny towar z firmy Amasol - tłumaczy Sławomir Pakulski. - Przed ujawnieniem afery nawet nie wiedziałem, że taka firma istnieje. To dostawca bez naszej zgody zamienił towar. Żyliśmy w nieświadomości.

Potem żyli w stresie, choć nie mieli sobie nic do zarzucenia. - Zawsze dbaliśmy o jakość - mówi Pakulski. Trefną sól, której było niewiele, natychmiast oddali i czekali jak zareaguje rynek.

Na reakcję konkurencji nie trzeba było długo czekać. - Czy podacie nazwy firm, które truły ludzi solą drogową? - dopytywał się mężczyzna, który zadzwonił do naszej redakcji. O dziwo nie interesowało go, czy podamy nazwy przetwórni rybnych czy mięsnych. Ma być o chlebie! Dla ułatwienia podpowiedział, że w Inowrocławiu jest taka piekarnia, która miała tę sól. Wiedział nawet komu sprzedaje chleb i w jakich opakowaniach. O technologii produkcji też wiedział sporo. Mówił o sobie "zwykły czytelnik".

Podobnych telefonów było więcej. - To jest żerowanie na cudzej krzywdzie - mówi Pakulski.

Czytaj też: Piekarnia Piekuś Inowrocław. - Kupujemy sól z Solino [oświadczenie firmy]

Kiedy okazało się, że w trefnej soli nie znaleziono niebezpiecznych związków chemicznych, dużych zanieczyszczeń, Pakulscy odetchnęli z ulgą. I co najważniejsze - konsumenci wrócili do ich pieczywa.

Ale nigdy już nie będzie tak jak przedtem. Pakulscy prowadzą rodzinną firmę od 28 lat. Mieli grono sprawdzonych dostawców, którym ufali. Jak będzie teraz? - Nikomu już nie zaufam - dodaje właściciel "Piekusia". - Będę audytował wszystkich dostawców.

Najpierw afera solna, zaraz afera jajeczna

Jeszcze nie przycichła afera solna, a już pojawiła się kolejna. Inspektorzy weterynarii i prokuratorzy odkryli nielegalną produkcję suszu jajecznego w FHP OVOMAR koło Kalisza. Pod koniec lutego tego roku, pomimo zawieszenia produkcji 19 października 2011 roku, wciąż powstawał tam susz.

Inspektorzy weszli do zakładu z policją. Bez takiego wsparcia nie daliby rady, bo nie mogli nadzorować produkcji, której teoretycznie nie ma.

- Proszek jajeczny robili tam "po cichu", absolutnie nielegalnie - mówi Krzysztof Jażdżewski, zastępca głównego lekarza weterynarii.

Na opakowaniach trefnego proszku były etykiety legalnie działających firm, które produkują proszek tylko z jaj, a nie na przykład z kredy czy mączki rybnej. Dlatego kupujący, podobnie jak w przypadku soli wypadowej, mieli małe szanse, by odkryć oszustwo. Tym bardziej że w proceder zamieszana jest grupa dystrybutorów, którzy sprawnie upłynniali towar. Tak sprawnie, że ich ofiarami mogli paść także inni dystrybutorzy, którym oszuści odsprzedali susz.

Czytaj też: Afera solna. Próbki nie zawierały szkodliwych substancji. Nie było afery?

Susz podgrzany

Inspektorzy weterynarii nadal nie znają składu tego podejrzanego towaru. Wiadomo natomiast, że badania wykazały przekroczenia tzw. bakterii warunkowo chorobotwórczych.

- Mogą być niebezpieczne dla zdrowia na przykład osób o obniżonej odporności, ludzi starszych, alergików - wyjaśnia Krzysztof Jażdżewski. - Sprawdziliśmy zakłady, które są pod naszym nadzorem. Susz mógł być wykorzystany na przykład do produkcji pasztetów, jednak one są poddawane obróbce termicznej, więc w tym przypadku nie ma zagrożenia dla zdrowia konsumentów. Ale nawet, jeśli nikt się nie rozchoruje po zjedzeniu takiego produktu zawierającego susz lub sól, to są to oszustwa, za które trzeba srogo karać. Przecież każda afera w tej branży uderza także w firmy, które działają uczciwie.

Produkcja w garażu

Podobnych afer w Polsce jest co roku kilka. Dlaczego? - Bo na nielegalnej produkcji wciąż łatwo się dorobić. Wystarczy rozkręcić ją na przykład w garażu i nie zgłaszać jej, by zbić niezłą kasę - mówi inny inspektor, który od lat kontroluje przetwórców żywności. - Bo kogo nie ma w inspekcyjnym wykazie firm, ten teoretycznie nie istnieje. Szanse, iż zostanie skontrolowany, są niewielkie. No chyba że wpadnie. Wpadają na przykład piekarze, którzy robią chleb nielegalnie, nie zważając na warunki sanitarne. Donoszą na nich zwykle ci, którzy nie wytrzymują takiej nieuczciwej konkurencji.

- Zakłady "garażowe" to duże zagrożenie, nie tylko dla uczciwych piekarzy, ale i dla konsumentów - mówi Grzegorz Nowakowski, prezes Instytutu Polskie Pieczywo. - Przecież takiej lewej produkcji nikt nie sprawdza - ani warunków, ani składników. Wiem, że urzędnicy kontrolujący firmy wolą odwiedzić zakłady, które pracują do piętnastej, gdzie mogą liczyć, że miła sekretarka zrobi im herbatę. Tymczasem nielegalna produkcja zwykle trwa w nocy.

Z jego zdaniem konsumenci powinni baczniej przyglądać się temu, co kupują. - Jeśli na etykiecie nie ma informacji, kto wyprodukował chleb, to lepiej zrezygnować z zakupu - radzi Nowakowski. - I potrzebna jest lepsza współpraca służb kontrolujących zakłady z branży spożywczej. Wtedy więcej oszustów może zostać ujętych.

- Współpraca jest wskazana. Ale każda inspekcja odpowiada za swój odcinek i ważne, by robiła to dobrze, a wtedy będą korzyści - twierdzi Stanisław Gazda, rzecznik wojewódzkiej stacji sanepidu. - Nie chcemy wchodzić sobie w drogę.

Marek Sawicki, _minister rolnictwa_ma wątpliwość, czy w przypadku afery solnej inspekcja sanitarna zadziałała właściwie. - Potrzebne jest połączenie wszystkich służb inspekcyjnych w jedną instytucję, która kompleksowo zajmowałaby się bezpieczeństwem żywności - uważa Marek Sawicki, minister rolnictwa. - Będzie musiała ona przejąć część zadań inspekcji sanitarnej.

Czytaj też: Afera solna. Sprawa była w prokuraturze. 12 lat temu

Państwowa Inspekcja Bezpieczeństwa Żywności i Weterynarii może powstać w tym roku.

Kary za gospodarkę

- Ale na razie w nieuczciwy sposób można dorobić się niezłego majątku - dodaje inspektor, który chce pozostać anonimowy. - Nawet jeśli oszust zapłaci karę, to i tak wyjdzie na swoje. Bo będzie miał do zapłacenia, np. milion złotych, a zarobił już pięć. Tak nie powinno być! Prokuratorzy i sędziowie czasami nie biorą pod uwagę, że oszuści zaszkodzili firmom, polskiej gospodarce. Co prawda jest przewidziana za takie oszustwo kara więzienia nawet do ośmiu lat, ale jeśli nikt nie umarł, nie rozchorował się, to sądzą, że szkodliwość czynu jest niska. To błędne myślenie!

- Prawo zezwala na nałożenie na fałszerzy żywności kary pieniężnej w wysokości do 10 procent przychodu (osiągniętego w roku rozliczeniowym poprzedzającym rok nałożenia kary). W dodatku dotyczy to przychodu całej firmy! - mówi Marek Szczygielski, _Kujawsko-Pomorski Wojewódzki Inspektor Jakości Handlowej. - _W naszym województwie dotąd tak wysokiej kary nikt nie dostał.

- Nie zapominajmy, że 99,9 proc. wytwórców produkuje w Polsce żywność legalnie i zgodnie z surowymi normami sanitarnymi - mówi Jażdżewski. - Nie można kwestionować jej jakości, tylko dlatego, że zdarzają się oszustwa. Ale przestępców trzeba piętnować.

- Kary dla oszustów powinny być surowsze - uważa Mirosław Gzella, właściciel zakładów mięsnych Gzella w Osiu. - Cieszę się, że nas te afery nie dotknęły. Bardzo dokładnie dobieramy partnerów biznesowych, ale zdaję sobie sprawę, że przestępcy mają dużo czasu na dopracowanie oszustw, są bardzo przebiegli. Przez nich mogą ucierpieć nie tylko uczciwi przedsiębiorcy, ale także rodziny ich pracowników. Przecież przez afery, zawirowania na rynku, mogą stracić pracę!

Podobnie uważa Mariusz Trojakowski, prezes Spółdzielni Mleczarskiej "ROTR" w Rypinie, w której po ujawnieniu, że nieuczciwe firmy sprzedawały sól przemysłową jako spożywczą, sprawdzono wszystkich dostawców. Na szczęście nie kupili tej zafałszowanej. - Ale do czego to dochodzi, że już nikomu nie można ufać! - mówi Trojakowski. - Nawet węgiel sprawdzamy. Zlecamy badania jego kaloryczności. Firmę w Polsce prowadzi się coraz trudniej. Niemiecki biznesmen myśli głównie o tym, na czym można zarobić, polski - na czym mogą mnie oszukać i jak do tego nie dopuścić.

Czytaj też: Afera solna w internecie. Powstało 2 tys. artykułów na ten temat, padały mocne słowa [przykłady]

Przygotuj swój turystyczny biznes na sezon

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie