Tadeusz Zwiefka ujawnia grzechy naszych europosłów

Dariusz Knapik [email protected]
fot. Digitouch
Udostępnij:
Parlament Europejski pozbawił już immunitetu trzech polskich deputowanych. Czwarty, Marek Siwiec, czeka na werdykt komisji.

Listę otwiera były poseł SLD Andrzej Pęczak. Bohater głośnej afery korupcyjnej, znany z miłości do luksusowych aut, których żądał od lobbysty Marka Dochnala, wymyślił sobie, że Parlament Europejski ocali go przed kryminałem. Rzeczywiście, w latach 2003-2004 był polskim obserwatorem w Brukseli, a w okresie przejściowym, od 1 maja do 19 lipca 2004 roku, piastował nawet mandat eurodeputowanego.

W przeciwieństwie do polskiego Sejmu, europarlament rozpatruje nie tylko wnioski o uchylenie immunitetu, ale także o jego ochronę. Tak jak w przypadku Pęczaka, chodzi o byłych deputowanych, których oskarża się o czyny popełnione w okresie, gdy piastowali swój mandat. Europosłowie uznali jednak, że Pęczakowi ta ochrona się nie należy.

Gdy policja spiskuje...

Z przykładu byłego łódzkiego barona SLD skorzystał Witold Tomczak, poseł AWS, potem LPR, a od 2004 roku eurodeputowany. W rok później Tomczak wystąpił do jego przewodniczącego Josepa Borrela o obronę swego immunitetu. Poseł twierdził, że padł ofiarą ukartowanej zmowy lokalnej policji i prokuratury. Wszystko zaczęło się jeszcze w 1999 roku, w Ostrowie Wielkopolskim.

Tomczak skręcił w ulicę jednokierunkową i pojechał pod prąd. Policja próbowała go zatrzymać, ale jak tłumaczy poseł, nie zauważył funkcjonariuszy. Wszczęto więc pościg. Radiowozy zablokowały ulicę, dwa inne odcięły mu drogę ucieczki. Według wersji policjantów, podczas zatrzymania doszło do szarpaniny, a pod ich adresem padły bynajmniej nie parlamentarne słowa. Skuty kajdankami Tomczak wylądował w komisariacie i dopiero tam wyciągnął poselską legitymację.

Dla uniknięcia podejrzeń o stronniczość sprawę skierowano do jednej z warszawskich prokuratur. Początkowo umorzyła ona śledztwo, ale pokrzywdzeni policjanci zaskarżyli decyzję. Ostatecznie poseł wylądował na ławie oskarżonych. W 2006 roku PE odmówił ochrony jego immunitetu.

Poseł nie przewidział

Tomczak nie złożył jednak broni. Jeszcze raz wystąpił do europarlamentu, bo jego zdaniem wystąpiły całkiem nowe okoliczności. Zarzucił sądowi brak obiektywizmu, a nawet blokowanie mu dostępu do akt sprawy. Najbardziej miał za złe wymiarowi sprawiedliwości, że sprawa rozpatrywana jest pod jego nieobecność. Trudno się dziwić, że sąd stracił cierpliwość, skoro Tomczak 12 raz z rzędu nie stawił się na rozprawę. W styczniu br. komisja prawna europarlamentu w tajnym głosowaniu odmówiła deputowanemu ochrony.

Tomczak nie był w stanie przewidzieć, że przy badaniu jego wniosku wyjdzie na jaw istotny feler w polskim ustawodawstwie. Parlamentarna komisja prawna wykryła bowiem, że nasze przepisy traktują nierówno eurodeputowanych i krajowych parlamentarzystów. W razie skazania prawomocnym wyrokiem nadal zachowują oni swój mandat, natomiast europosłowie muszą się z nim definitywnie pożegnać.

Zapomnieli o gwałcie

Pierwszym polskim deputowanym, przeciw któremu wpłynął wniosek o pozbawienie immunitetu był Bogdan Golik. Zrobiła to prokuratura belgijska, po tym jak dziennik "Le Soir" ujawnił, że zgwałcił on francuską prostytutkę. Jesienią 2006 roku europarlament pozbawił go ochrony. Choć od tego czasu minęło już 1,5 roku, sprawa nagle ucichła, a prokuratura do dziś nie wystąpiła przeciw niemu z aktem oskarżenia.

Ale jest już kolejny wniosek. Tym chodzi o pozbawienie immunitetu samego wiceprzewodniczącego Parlamentu Europejskiego Marka Siwca. Chodzi o głośną sprawę z września 1997 roku, gdy Siwiec, wówczas minister w kancelarii prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego po wyjściu z helikoptera na lądowisku w Ostrzeszowie ucałował ziemię. Część opinii publicznej uznała to za obrazę papieża.

Sprawa była wiele razy umarzana i wznawiana, Siwiec składał publiczne przeprosiny. W końcu do sądu trafił prywatny akt oskarżenia o obrazę uczuć religijnych.

Wniosek trafił do komisji prawnej już kilka miesięcy temu, ale na razie sprawa znajduje się daleko w polu. Na sprawozdawcę wyznaczono Dianę Wallis, angielską deputowaną z klubu liberałów. W dyskusjach z kolegami posłanka nie kryje, że nie bardzo wie, o co tu chodzi, obowiązujące na zachodzie standardy dotyczące obrazy uczuć religijnych bardzo różnią się bowiem od naszej praktyki.

Włochów nie przebiją

Na tle innych nacji, polscy deputowani mieszczą się jeszcze w granicach średniej. Na ponad 30 złożonych w tej kadencji wniosków o pozbawienie immunitetu najwięcej dotyczyło włoskich posłów. Często wchodzą też w konflikt z prawem Francuzi. Drugi biegun to posłowie z państw skandynawskich, także Belgii, Holandii, Portugalii, czy Malty, którzy na razie nie narazili się jeszcze na stratę immunitetu.

- Nasze decyzje opierają się na prostej zasadzie - mówi członek komisji prawnej Parlamentu Europejskiego, deputowany z kujawsko-pomorskiego Tadeusz Zwiefka. - Bronimy każdego, komu stawia się zarzuty związane z wykonywaniem mandatu eurodeputowanego. Natomiast nie ma mowy o partyjnych, czy koleżeńskich układach, jakie występują jeszcze w polskim parlamencie. Jeśli mamy do czynienia z pospolitym przestępstwem komisja odmawia ochrony. Spotyka to jest jakieś dwie trzecie trafiających do nas wniosków.

Haki na senatora

Zdaniem Tadeusza Zwiefki, nie wszyscy jego koledzy są może aniołami, ale jeśli przez niecałe cztery lata na 780 deputowanych zaledwie ponad 30 weszło w konflikt z prawem, to nie nie ma powodu do rozdzierania szat. Jak sięga pamięcią, tylko kilka spraw wiązało się z poważniejszymi przestępstwa.

Bodaj najgłośniejsza dotyczyła Vladimira Zeleznego, byłego czeskiego senatora, właściciela największej w kraju prywatnej telewizji "Nova", założyciela dwóch muzeów, które dzięki jego osobistym staraniom wzbogaciły się o wiele dzieł, wywiezionych kiedyś za granicę. I właśnie za to czeska prokuratura oskarżyła deputowanego o nielegalny handel dziełami sztuki, uznając że posunął się o krok za daleko. Parlament uchylił mu immunitet, zastrzegł jednak, że nie wolno utrudniać Zeleznemu wykonywania mandatu, wydając np. zakaz opuszczania kraju.

Awantura o kłosy

Jeden z francuskich posłów oskarżony został przez prokuraturę o niszczenie mienia. Deputowany brał udział w manifestacji przeciw modyfikowanej genetycznie żywności. Jej uczestnicy pomaszerowali na pola, gdzie rosło takie właśnie zboże.

Poseł wygłosił przemówienie, a potem wyrwał garść kłosów i rzucił na ziemię. Za ten gest groził mu sąd. Parlament sprzeciwił się jednak uchyleniu mu immunitetu.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Gazeta Pomorska
Dodaj ogłoszenie