Trener Lecha Rypin: Jak na Titanicu. Ten tonie, a...

    Trener Lecha Rypin: Jak na Titanicu. Ten tonie, a "pasażerowie pierwszej klasy" uciekają z pokładu

    TOMASZ MALINOWSKI tomasz.malinowski@pomorska.pl

    Gazeta Pomorska

    Aktualizacja:

    Gazeta Pomorska

    Sławomir Suchomski uważa się za bezrobotnego trenera.

    Sławomir Suchomski uważa się za bezrobotnego trenera. ©fot. Paweł Skraba

    - Czas na decyzje został zmarnowany. To byłaby teraz jedna wielka improwizacja. I kompromitacja zarazem - mówi o hipotetycznej możliwości prowadzenia Lecha Rypin w rundzie wiosennej trener Sławomir Suchomski.
    Sławomir Suchomski uważa się za bezrobotnego trenera.

    Sławomir Suchomski uważa się za bezrobotnego trenera. ©fot. Paweł Skraba

    - Trener bez drużyny! Jak pan się z tym czuje?
    - Jestem zniesmaczony i rozgoryczony sytuacją w jakiej się znalazłem.

    - To wolno zapytać: co pan wobec tego porabia?
    - Siedzę w domu; odpoczywam, cieszę się z obcowania z rodziną.

    - Potrafi pan określić swój obecny status?
    - Jestem wciąż trenerem drugoligowej drużyny. Mam ważny kontrakt. Ostatnia pensja, jaka wpłynęła na moje konto pochodzi z listopada.
    Moi niedawni podopieczni zdążyli już sobie znaleźć nowe kluby, bądź są w trakcie finalizowania umów, a ja stałem się więźniem Lecha Rypin. Przedłożyłem klubowi swoje propozycje w tych kwestiach, złożyłem wezwanie do zapłaty zaległych apanaży. Ale odzewu nie doczekałem się. W klubie nie ma z kim rozmawiać, bo z tego co wiem to nie funkcjonuje zarząd. Osoby, z którymi dotychczas współpracowałem zniknęły, jak kamień w wodzie.

    - Tylko współczuć...?
    - Bez urazy, co mi po czyimś współczuciu. Czuję się w sytuacji gościa, który ma zakaz wykonywania zawodu. Mam wartościowe CV, zarówno zawodnicze, jak i trenerskie, a w Rypinie traktują mnie jak chłoptysia. Nie zasłużyłem sobie na takie traktowanie.

    - Kto zawinił?
    - Padłem ofiarą prowincjonalnych przepychanek.

    - Może pan rozwinąć ów wątek?
    - Nie ma pojedynczego winowajcy. W klubie, jak w innych podobnych instytucjach obowiązuje odpowiedzialność zbiorowa. W Rypinie, co mi się wydaje, nie dorośli do profesjonalnego sportu. Druga liga przerosła to środowisko. Szkoda chłopaków, najbardziej jednak kibiców. Związali się emocjonalnie z drużyną. Potrafili docenić to, co dla tego środowiska zrobiliśmy. Nie pamiętam z przeszłości przykładów beniaminka, któremu szłoby w rozgrywkach tak, jak Lechowi. Zespół miał swój styl, postawą na boisku potrafił dać kibicom kawał piłkarskiego widowiska. Ale widocznie, ktoś to wszystko w Rypinie... zaplanował.
    - Rozniosła się wieść, że grabarzem piłki w Rypinie okazał się pan Stefański... I do niego ma pan żal?
    - Ktoś rozsiewa bzdury. Kontrakt zawarłem z klubem, a nie panem Stefańskim.

    - A dotarło do pana, że decyzja o wycofaniu zespołu z rozgrywek drugiej ligi nie ma umocowania prawnego?
    - Coś obiło mi się o uszy. Podobno ktoś w klubie kazał sekretarce wysłać oświadczenie. Ale słyszałem też, że ma dojść do kolejnego zebrania w klubie i zapadnie wówczas ostateczna decyzja o dalszym losie zespołu.

    - Optymista z pana! Podczas ostatniego zgromadzenia nie pojawił się nikt z zarządu.
    - Zupełnie, jak na Titanicu. Ten tonie, a "pasażerowie pierwszej klasy" uciekają z pokładu.

    - Załóżmy hipotetycznie, że w przyszłym tygodniu zapadnie jednak pozytywna decyzja i Lech będzie kontynuował rozgrywki w innym składzie personalnym. Z obliczeń wynika, że potrzebnych jest jeszcze około 10 pkt. i utrzymanie gwarantowane. Podjąłby się pan poprowadzenia takiego zespołu?
    - Nie ma takiej opcji. Czas na te decyzje został zmarnowany. To byłaby teraz jedna wielka improwizacja. I kompromitacja zarazem. Nie zamierzam czegoś podobnego firmować swoim nazwiskiem.


    Czytaj e-wydanie »

    Czytaj treści premium w Gazecie Pomorskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej