https://pomorska.pl
reklama
MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Zwycięska passa została przerwana. Zawisza Bydgoszcz zremisował z Bogdanką [zdjęcia]

(emka)
Zawisza Bydgoszcz zremisował w Łęcznej.
Zawisza Bydgoszcz zremisował w Łęcznej. Fot. Maciej Kaczanowski/Dziennik Wschodni
Bydgoscy piłkarze stracili pierwsze punkty pod wodzą trenera Ryszarda Tarasiewicza. Niebiesko-czarni zremisowali 1:1 w Łęcznej. Awans do ekstraklasy wciąż jest bardzo realny, ale uzależniony już od wyników rywali.

Bogdanka Łęczna - Zawisza Bydgoszcz

Bydgoszczanie na mecz z Bogdanką pojechali po czterech kolejnych wygranych. Ale wiadomo było, że czeka ich bardzo trudne spotkanie. Ekipa z Łęcznej aż 32 z 38 punktów zdobyła bowiem na własnym boisku.

Od pierwszej minuty na boisku dominowali goście. Zawisza prowadził grę, dłużej był w posiadaniu piłki, grał bardzo dojrzale i konsekwentnie. W 32. min. bydgoszczanie swoją przewagę udokumentowali golem. Drygas zdecydował się na solową akcję, minął dwóch rywali i technicznym strzałem z 16 metrów nie dał szans Prusakowi. Piłka wpadła do siatki metr przy lewym słupku bramki. Później, do końca pierwszej połowy Zawisza kontrolował przebieg wydarzeń na boisku.

Zapis relacji na żywo:Bogdanka Łęczna - Zawisza Bydgoszcz na żywo

Po pierwszym kwadransie drugiej odsłony spotkania wydawało się, że gości z Bydgoszczy nie może w Łęcznej spotkać nic złego. Mecz toczył się w sennym tempie, a niebiesko-czarni mimo, że grali możliwie małym nakładem sił trzymali rywala w bezpiecznej odległości od swojej bramki. Niestety, ostatnie pół godziny spotkania to dominacja gospodarzy.

W 72. min. po akcji tegorocznych maturzystów było 1:1. Wiązowski i Paluch wymienili z klepki kilka piłek i ten pierwszy z 5 metrów wpakował futbolówkę do siatki. Po zdobyciu gola Bogdanka poszła za ciosem i stworzyła kilka znakomitych okazji do strzelenia kolejnych bramek. Na szczęście dla Zawiszy rywale pudłowali w znakomitych sytuacjach, albo bardzo dobrze bronił Kaczmarek. Bydgoszczanie mogą więc mówić o wielkim szczęściu, że wyjechali z trudnego terenu w Łęcznej z punktem.

Niebiesko-czarni stracili więc w sobotę pierwsze "oczka" pod wodzą trenera Ryszarda Tarasiewicza. Wciąż liczą się w walce o awans do ekstraklasy, ale jest on już uzależniony od wyników innych drużyn z czołówki.

Bogdanka Łęczna - Zawisza Bydgoszcz 1:1 (0:1)
Bramki: 0:1 - Drygas (32), 1:1 - Wiązowski (72)
BOGDANKA: Prusak - Stefańczyk, Midzierski, Sołdecki (46. Kalkowski), Benkowski - Nikitović, Nowak, Renusz (95. Zuber), Wiązowski - Szałachowski, Pesir (59. Paluch).
Ławka rezerwowych: Socha, Ricardo, Kalkowski, Pielach, Paluch, Zuber, Tymosiak.
Żółte kartki: Wiązowski, Renusz.

ZAWISZA: Kaczmarek - Ciechanowski, Nawotczyński, Skrzyński, Petasz - Drygas, Strąk - Wójcicki (85. Mąka), Masłowski (94. Leśniewski), Ziajka (79. Geworgjan) - Abbott.
Ławka rezerwowych: Witan, Leśniewski, Mąka Geworgjan, Zieliński, Nather, Hermes.
Żółte kartki: Abbott.

Sędziował Wojciech Krztoń (Olsztyn).

Czytaj e-wydanie »

Komentarze 2

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

g
gti
Czwarty mecz w ciągu dziesięciu dni i sił starczyło na godzinę.
B
BYLU
Ten remis oddalił Zawiszę od awansu. Moim zdaniem główną przyczyną straconych punktów była, powtarzająca się już do znudzenia, nonszalancja, która w drugiej połowie "wkradła" się w szyki zespołu oraz błąd trenera, polegający na zbyt późnym wpuszczeniu do gry Geworgyana. Słabiutko wypadł też Masłowski, który grał chaotycznie i niedokładnie. Ciechanowski, bardzo ambitny ale jeszcze nie dojrzał do gry na tym poziomie. Mąka, dobry, waleczny, ale nie może pozbyć się pecha podczas oddawania strzałów na bramkę /moim zdaniem powinien być w wyjściowym składzie i ewentualnie do wymiany jak mu nie idzie/. Oby jego "odblokowanie" nie przyszło za późno. Widać też było spore zmęczenie zespołu, co Bogdanka wyraźnie wykorzystała w drugiej połowie. Najsilniejszą bronią Zawiszy jest kontra, tymczasem chłopaki lubują się w grze pozycyjnej, która z reguły urywa się na przedpolu przeciwnika. Brakuje tego "ostatniego" precyzyjnego podania. Generalnie, można było dowieźć prowadzenie do końca meczu, gdyby nie zabawy a oddalanie gry od własnego przedpola oraz destrukcyjna gra w środku pola. Było, minęło, szansa jeszcze jest. Trzeba ją po prostu wykorzystać, a zespół na to stać.
Wróć na pomorska.pl Gazeta Pomorska