W Polsce udzielono 700 tys. kredytów we frankach szwajcarskich. Większość osób radzi sobie ze spłatą. Wysoki kurs wielu jednak daje się we znaki. Przeczytaj historie ludzi, którzy mają kredyt we frankach.

 Pięćdziesiąt metrów w Rzeszowie. To było marzenie Tomka. Z miejscem postojowym kosztowało 280 tys. zł. Zarabiał wprawdzie niewiele, ale rodzice zgodzili się zaciągnąć z nim kredyt do spółki. Minus tego układu był taki, że bank brał pod uwagę wiek najstarszego kredytobiorcy i zgodził się raty rozłożyć tylko na 20 lat. Na początku 2009 r. w kredycie złotówkowym rata wychodziła 2 tys. zł, a we frankach szwajcarskich - 1,6 tys. zł. Rodzice obiecali połowę płacić.

900 złotych więcej kredytu we frankach

Na początku 2009 roku frank szwajcarski kosztował tylko 2,08 zł. - Spodziewałem się, że będę płacił mniej niż w złotówkach, a płacę więcej - mówi Tomek. - Ostatnia rata wyniosła 2,5 tys. zł, czyli 900 złotych więcej niż na początku i klika stówek więcej niż płaciłbym w złotówkach. Żeby mieć na raty, wziąłem trzy roboty. Zdarza się, że pracuję 7 dni w tygodniu.

Przeczytaj: Czy panika wymiotła szwajcara z kantorów? Frank dalej jest w podrygach

Jako magazynier dostaje 1,4 tys. zł na rękę plus premia. Kilkaset złotych wpadnie z pracy kuratora społecznego, a w weekendy jeździ z kolegą po festynach, gdzie rozstawiają trampolinę i dorabiają na wejściówkach. No i jeszcze wynajmuje dwa pokoiki swojego 50-metrowego mieszkania.

- Mieszkam z obcymi ludźmi, bo nie mam wyjścia - mówi Tomek. - Robię, co mogę, a pod koniec miesiąca i tak muszę pożyczać.

Większość sobie radzi

- Osób, które mają tak olbrzymie trudności, jest jednak niewiele - zauważa Paweł Majtkowski, główny analityk Expandera. - Często goszczę w radiu i telewizji, odpowiadam na pytania słuchaczy. Sporadycznie zdarza się telefon, w którym ktoś skarży się na tak dramatyczną sytuację.

Analityk przypomina, że od 2006 roku zaostrzono warunki udzielania kredytów walutowych i w większości mogły je wziąć osoby o dość wysokich dochodach. Poza tym do 2007 roku brano kredyty na niższe kwoty, byliśmy jeszcze przed skokiem cen nieruchomości.

- Trudna jest natomiast sytuacja niektórych osób, które brały kredyt po 2008 roku - przyznaje Majtkowski. - Ci, którzy wzięli wcześniej, płacą dziś niewysokie raty i problemów ze spłatą nie powinni mieć.

Stać nas na droższego franka

Do takich osób należą Waldek i Renata, którzy mieszkają pod Rzeszowem. Dom w stanie surowym pomogli wybudować im rodzice. Młode małżeństwo postanowiło na wykończenie odkładać z jednej pensji, bo Renata jeszcze studiowała. Ale po roku okazało się, że z oszczędności uzbierali niewiele.

- W takim tempie potrzebowalibyśmy 15 lat na wprowadziny, więc postanowiliśmy wziąć kredyt - mówią.

Pożyczyli 200 tys. zł (ok. 84 tys. franków szwajcarskich) na 25 lat. Był rok 2006, a frank kosztował niecałe 2,50 zł.

- Zanosiło się wtedy na to, że ta waluta nie będzie drożeć, ale tanieć. I rzeczywiście, taniała. Spadła nawet do 2 zł, a nasza rata zmalała z ok. 1 tys. zł do 800 zł. No a potem zaczęła się wspinaczka w górę.

Poprawiała się jednak ich sytuacja finansowa. Pracował już nie tylko Waldek, ale i Renata. Wyższa rata kredytu ich nie zarzyna.

- 1 sierpnia zapłaciłem bankowi 1,3 tys. zł, a więc 300 zł więcej niż na początku. Ale nie rwę z tego powodu włosów z głowy, bo po pierwsze stać nas na taką ratę, a po drugie: z natury jestem spokojny - stwierdza Waldek.

Ze zmianą wysokości raty przecież się liczyli. Podczas zawierania umowy kredytowej, podpisywali dodatkowe oświadczenie, że zdają sobie sprawę z ryzyka walutowego.

- Pracownica banku, która nas obsługiwała, powiedziała nam wtedy, że na widok takiego oświadczenia niektóre osoby rezygnowały z kredytu we frankach - przypominają sobie.

Czarny poniedziałek

Tomek miał świadomość, że rata może być wyższa. - Początkowo, gdy frank rósł, spałem spokojnie. Ale kiedy minął 3,20 zł, nie potrafię już kolejnych doniesień o podwyżkach słuchać ze spokojem.

Tymczasem w poniedziałek zaczęło się szaleństwo. Panika narastała przez weekend, kiedy cały świat usłyszał, że Stany Zjednoczone po raz pierwszy w historii straciły na wiarygodności kredytowej. To wystarczyło, żeby przestraszeni inwestorzy rzucili się kupować to, co uważają za najpewniejsze w tych niepewnych czasach - czyli złoto i szwajcarskiego franka. I tak waluta, która zdaniem wielu analityków już dawno osiągnęła swoje maksimum, znów poszybowała w górę.

W środę, jej kurs wynosił około 3,93 zł i było to 20 groszy więcej niż jeszcze 5 dni wcześniej. W tym tygodniu były momenty, że niektóre banki chciały już za szwajcarską walutę ponad 4 zł. Na forach złośliwcy wieszczą frankowi nawet i 5 zł, ale to tylko w myśl zasady: „skoro może kosztować 4, to dlaczego nie 5”.

- Dziś żaden analityk nie chce prognozować maksimum, jakie może osiągnąć frank - przyznaje Majtkowski. - Bo przecież, jak powiem, że na logikę frank powinien kosztować 2,60 zł, to wyda się to śmieszne. Moja rada dla kredytobiorców: lepiej się nie przejmować kursem franka, jeśli akurat nie musimy płacić raty, a ponieważ większość Polaków płaci raty na początku miesiąca, na razie przez 2 tygodnie można wskaźników nie oglądać.

Przewalutowywanie kredytu na złotówkowy dziś nie ma sensu. Jak ktoś nie daje rady ze spłatą, może skorzystać z zawieszenia spłaty raty kapitałowej na 6 miesięcy. Bo frank może jeszcze skoczyć w górę, może też nagle spaść.

Nikt nie wie, kiedy spadnie

Waldek i Renata we wtorek przy śniadaniu pierwsze radiowe newsy o kolejnym rekordzie franka przyjęli spokojnie. „Na razie niech szaleje, byle pierwszego września spadł” stwierdzili oboje.

- Dla mnie to oznacza 2,6 tys. zł raty i nie pomaga mi obniżanie oprocentowania przez Szwajcarów - mówi Tomek. Mało go też pociesza, że prezydent Bronisław Komorowski z dumą podpisał we wtorek zmianę Ustawy o kredycie bankowym i kredycie konsumenckim (tzw. ustawę antyspreadową). Umożliwia ona spłatę kredytu w walucie, w której został zaciągnięty bez dodatkowych opłat dla banku.

- Już od dawna biegam po kantorach w poszukiwaniu franka, bo banki straszliwie zdzierają przeliczając złotówki na walutę - stwierdza Tomek. - I nie ja jeden. Już w tamtym roku były takie miesiące, kiedy musiałem przejść pół miasta, zanim trafiłem na kantor, w którym mieli franki.

- Rzeczywiście są momenty, że franka przez moment nie ma, ale klienci raczej nie panikują - mówi jeden ze współwłaścicieli Rzeszowskiego Kantoru Wymiany Walut „Insygnia”. - Ale od poniedziałku nie stoją w kolejce po walutę w obawie, że jutro jej cena może być wyższa. Kto ma nadpłacony kredyt, wstrzymuje się ze spłatą. Nawet szwajcarscy bankowcy mówią, że frank jest mocno przewartościowany. Sytuacja jest niestabilna, więc nawet kantory niechętnie trzymają franka w kasie, bo w każdej chwili może spaść i ktoś wtedy straci.

- Za parę miesięcy sytuacja powinna się ustabilizować - pociesza Paweł Majtkowski. - Uważam, że ci, którzy wybrali franka, nie wybrali źle, a to, co się dzieje dziś, wcale nie oznacza, że w ostatecznym rozrachunku będą stratni na kredycie walutowym.

W końcu wyjdziemy na plus

Renata i Waldek nie żałują, że wzięli kredyt we frankach.

- To, że kurs franka raz idzie w górę, a raz w dół to normalne. Nie panikujemy, bo wiemy, że za 2-3 lata, frank może stać bardzo nisko. Wzięliśmy przecież kredyt na 25 lat. I chodzi o to, żeby w sumie wyszło taniej niż w złotówkach, a nie o przeliczanie, czy dziś mamy więcej do spłacenia niż 2 miesiące temu. Zanim wziąłem kredyt, mieszkaliśmy u rodziny, a teraz mieszkamy u siebie. I jesteśmy zadowoleni.

Współwłaściciel rzeszowskiego kantoru „Insygnia” też wziął kredyt we frankach szwajcarskich. - Wciąż mam ratę niższą niż we frankach. Kredyt hipoteczny bierze się na 30-40 lat. Nie ma powodu, by panikować.

Przeczytaj: Raty we frankach będą wreszcie niższe? 19 lipca frank kosztował o siedem groszy mniej

- Ludzie mówią, że kryzys jest średnio co 20 lat i że waluta tak ma - „raz w górę, raz w dół”, więc to co jest teraz, trzeba po prostu przeczekać - mówi Tomek. - Ale szczerze mówiąc, żałuję, że wziąłem kredyt we frankach i nie wierzę, że znów będzie po 2,14 zł. Gdyby jednak spadł chociaż do 2,70, to znów płaciłbym niej niż w złotówkach.

Co daje ustawa antyspreadowa

Dzięki podpisanej we wtorek przez Prezydenta ustawie, bank nie może obciążać klienta dodatkowymi opłatami (np. za aneks do umowy czy konto waluntowe), jeśli ten spłaca kredyt w walucie, w której się zadłużył. To ogranicza spready (różnica między ceną kupna a sprzedaży waluty), które banki ustalały w dowolnych wysokościach.

źródło: www.strefabiznesu.nowiny24.pl