In vitro to nie tylko obrazki szczęśliwych rodziców i niemowląt w wózkach. To mnóstwo problemów

Adam Willma
Adam Willma
„Zapasowe” zarodki mogą być przechowywane nie dłużej niż 20 lat. Po upływie tego czasu mogą zostać wszczepione innej kobiecie (podobnie w przypadku śmierci obojga genetycznych rodziców).
„Zapasowe” zarodki mogą być przechowywane nie dłużej niż 20 lat. Po upływie tego czasu mogą zostać wszczepione innej kobiecie (podobnie w przypadku śmierci obojga genetycznych rodziców). Krzysztof Kapica
Medialny przekaz w sprawach związanych z in vitro niemal zawsze sprowadza się do jednego schematu: wózek, rodzice, lekarz-dobrodziej, ewentualnie kilka krytycznych słów duchownego, który sprawia wrażenie, jakby urwał się z choinki.

A jak jest w rzeczywistości? Prawie wszystko się zgadza. Na świecie żyje dziś co najmniej 8 milionów (wg innych szacunków nawet ponad 20 mln) ludzi, których nie byłoby, gdyby nie zapłodnienie „w probówce”. Trudno o nich mówić „dzieci”, bo najstarsze są już po czterdziestce. Dla zdecydowanej większości metoda przyjścia na świat nie miała wpływu na ich życie. Przyniosły szczęście rodzicom, których marzenie o dziecku zostało spełnione za sprawą nauki. Ale wątpliwości wobec tej metody pozostają i mają je nie tylko panowie w koloratkach.

Gorąca probówka

Sięgnijmy jednak do początków. Pierwsze dziecko z zapłodnienia pozaustrojowego urodziło się w Polsce 12 listopada 1987 roku. Magda przyszła na świat w Białymstoku dzięki zespołowi lekarzy pod kierownictwem prof. Marian Szamatowicza. Rodzice Magdy nie musieli płacić całą procedurę. Lawina ruszyła i kolejne „dzieci z probówki” przychodziły na świat na koszt państwa. W 1991 roku wykreślono zapłodnienie in vitro z listy procedur medycznych opłacanych z pieniędzy publicznych. W prasie (i to nie tylko tej związanej z prawą stroną) co prawda pojawiały się co jakiś czas alarmistyczne teksty o konsekwencjach nieskrępowanych eksperymentów z zarodkami, ale politycy omijali ten temat. Prywatne kliniki oferujące zapłodnienie pozaustrojowe rosły jak na drożdżach.

- Staraliśmy się o dziecko bardzo długo. Udało się dopiero za trzecim podejściem. To były dla nas horrendalne koszty – mówi Michał z Torunia, tata Patryka. - Za każdym razem długa podróż i spotkanie z profesorem, które trwało może minutę. Jedno pytanie, zapisanie kolejnej dawki hormonów i kolejny pacjent. W szufladzie u profesora pierwszy raz właśnie widziałem tyle banknotów naraz.

Sprawa in vitro dla polityków była jak gorący kartofel. Nikt nie widział interesu, żeby się nią zająć.

Na tę wolną amerykankę zareagowała dopiero Komisja Europejska, która zwróciła się do Polski o wprowadzenie unijnych dyrektyw w sprawie jakości i bezpieczeństwa procedur in vitro.

In vitro, ale pod warunkiem

I rzeczywiście, w 2015 roku uchwalony został cały pakiet przepisów dotyczących in vitro. Ustawodawcy udostępnili korzystanie z tej procedury nie tylko małżeństwom, ale również osobom we wspólnym pożyciu (wystarczyło zgodne oświadczenie). Było to dość liberalne podejście, bo w wielu krajach in vitro zarezerwowane było wyłącznie dla małżeństw, a nawet we Francji poza małżeństwem o tę formę leczenia bezpłodności mogły zabiegać wyłącznie osoby w zarejestrowanych związkach partnerskich i to z dwuletnim stażem.

Najwyraźniej echa głośnych już na świecie nadużyć doszły do polskich posłów, bo umieszczono w ustawie zakaz diagnostyki genetycznej w celu wyboru cech dziecka, w tym płci. Jedyny wyjątek od tej reguły dotyczy możliwości uniknąć nieuleczalnej choroby dziedzicznej.

Zakazano jednocześnie tworzenia zarodków w celach innych niż pozaustrojowe zapłodnienie. Maksymalnie wykorzystać można można sześć zarodków (para może zastrzec sobie mniejszą liczbę).

Założono, że niedopuszczalny będzie handel zarodkami i komórkami rozrodczymi, ale dopuszczono bezinteresowne przekazanie ich innej (zawsze anonimowej) osobie. „Zapasowe” zarodki mogą być przechowywane nie dłużej niż 20 lat. Po upływie tego czasu mogą zostać wszczepione innej kobiecie (podobnie w przypadku śmierci obojga genetycznych rodziców).

W ustawie znalazły się też zapisy, które wzbudziły wątpliwości nawet niektórych entuzjastów metody in vitro. Pierwszy mówi o możliwości przeniesienia zarodka do organizmu kobiety również po śmierci męża lub partnera. Kolejny zakłada możliwość wywozu (i przywozu) komórek rozrodczych lub zarodków do państw spoza UE wyłącznie przez bank komórek rozrodczych i zarodków. W ramach Unii takie zezwolenie nie jest konieczne. Ze względu na niejednorodność przepisów w różnych krajach Unii, może zatem okazać się, że zarodek wywieziony z Polski nie podlega żadnej przewidzianej w kraju ochronie.

Przemilczane ryzyko

Argumenty wytaczane przez środowiska chrześcijańskie dotyczą różnych aspektów. Pierwszy, sięgający do teologii i etyki religijnej stosunkowo łatwo odrzucić osobom niewierzącym. Chodzi tu nie tylko o masturbację, jako źródło pozyskiwania plemników, ale przede wszystkim o unicestwianie istot ludzkich (zarodki nadmiarowe) oraz możliwość transferu zarodków bez zgody/wiedzy/świadomości genetycznych rodziców.

Dla tych, którzy na argument o „świętości życia” reagują wzruszeniem ramion, przeciwnicy metody in vitro mają jednak również pakiet argumentów trudniejszych do pominięcia. Pierwszy dotyczy prawa. Według orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego z 1997 życie ludzkie podlega ochronie od poczęcia. Zatem zarodki powinny być chronione podobnie jak każdy inny człowiek. Nie brakuje również argumentów stricte medycznych, które stawiają zapłodnienie pozaustrojowe niekoniecznie w cukierkowych barwach reklam klinik bezpłodności. Potężne dawki hormonów wpływają na zachowanie kobiety, dość powiedzieć, że około 20 proc. stymulowanych w ten sposób kobiet przypłaca to problemami z depresją. To jednak nie wszystko – z procedurą in vitro związane jest również ryzyko hiperstymulacji jajników (OHSS), które w skrajnych przypadkach może prowadzić do śmierci pacjentki. W latach 1991-2007 odnotowano 30 tysięcy takich przypadków, a powikłanie to było „najczęstszą przyczyną zgonów wśród kobiet, które zostały matkami”.

Nie ma też wątpliwości, że ciąża z in vitro niesie za sobą większe ryzyko. I to nie tylko ze względu na częściej występujące ciąże mnogie (same w sobie bardziej ryzykowne), ale również ze względu na częstsze porody przedterminowe i ciąże pozamaciczne.

Za sprawą ks. Franciszek Longchamps de Berier i głośnej „bruzdy dotykowej” zamknięta została w praktyce dyskusja nad wpływem zapłodnienia pozaustrojowego na zdrowie dziecka. Czy taki wpływ istnieje? Mówiąc najprościej: mamy za małą wiedzę i doświadczenie, żeby cokolwiek kategorycznie twierdzić. Wiadomo, że nie sprawdziło się podejrzenie o częstszej zapadalności na nowotwory w przypadku dzieci z probówki. Owszem, wady genetyczne płodu przy zastosowaniu in vitro odnotowywane są częściej niż w przypadku naturalnego zapłodnienia. Nie ma jednak podstaw, aby twierdzić, że przyczyną jest nietypowa procedura. Eksperci skłonni są raczej twierdzić, że przyczyną jest „gorsza jakość” materiału genetycznego. Rzecz w tym, że in vitro otwiera drogę do rodzicielstwa starszym rodzicom, których plemniki i komórki jajowe z natury rzeczy są bardziej obciążone ryzykiem występowania wad.

Babcia jako matka

Najpoważniejsze obawy dopisano do listy zakazów i kar. Powstała ona w odpowiedzi na liczne patologie, które przyniosły osiągnięcia medycyny.

Polscy ustawodawcy przewidzieli kary nie tylko ryzyko handlu zarodkami i komórkami rozrodczymi, ale również ich niszczenia, pobierania ze zwłok i wykorzystywania do innych celów niż prokreacja. Zakazane w Polsce jest również tworzenie chimer (z kororek różnych gatunków), manipulacja w genomie, klonowania człowieka oraz diagnostyka, której celem byłby wybór płci dziecka.

Z wszystkimi tymi zjawiskami mamy już do czynienia na świecie, a doświadczenie wielu państw wskazuje na to, że legalizacja in vitro uchyliła drzwi do kolejnych liberalizacji i patologii.

W Polsce problemem jest przede wszystkim dostępność metody in vitro dla kobiet starszych. Znany jest przykład aktorki, która pierwsze dziecko urodziła w wieku 60 lat. A to dopiero szczyt góry lodowej. W praktyce nie ma jednak możliwości prawnych, które uniemożliwiłyby Polsce skorzystania wyselekcjonowanych komórek (również pod kątem płci) z zagranicznych banków. Kilka lat temu szeroko opisywana była sprawa czarnoskórego dziecka urodzonego przez Polkę za sprawą in vitro. Okazało się, że w klinice przypadkowo zamieniono próbki.

W Izraelu już w 1995 roku w sprawie „pogrobowych” dzieci z probówki musiał wypowiedzieć się sąd po tym jak do zapłodnienia użyto komórek mężczyzny w stanie agonalnym, bez jego świadomości.

Gdy tata nie żyje od dawna

Problem dzieci „pogrobowych” z zamrożonych komórek niesie ogromne konsekwencje prawne w kontekście spadków. W niektórych systemach prawnych przyjęło się przyznawać takim dzieciom identyczne prawa, jak potomstwu ze związków pozamałżeńskich. A więc z prawem do udziału w spadku.

W USA głośny był przypadek Sharon Duchesnau i Candy McCullough. Obie kobiety żyjące w związku lesbijskim są głuchonieme, więc pozyskały nasienie od obciążonego genetycznie głuchotą dawcy, aby dzieci „dzieliły z nimi tożsamość kulturową”.

za jaką uważają swoją głuchotę

Problemem jest również anonimowość skutkująca brakiem wiedzy o genetycznych rodzicach przodkach, która niesie za sobą ryzyko kazirodztwa. W Polsce informację taką uzyskać może dziecko po ukończeniu 18 roku życia. To ograniczenie uniemożliwia jednak pozyskanie wiedzy o ewentualnych obciążeniach genetycznych.

Niemiecki teolog Matthias Beck przed 40 laty krytykował środowiska kościelne za sceptycyzm wobec nowego osiągnięcia nauki, jakim była technologia in vitro. Dziś jednak zmienił zdanie: „Kiedy w 1978 roku zaczęto zapładniać człowieka poza łonem matki była to rewolucja. Polegała ona też na tym, że nowo powstałymi embrionami można manipulować w najwcześniejszym stadium, we wszystkich kierunkach. A więc: komórka jajowa jednej kobiety, nasienie innego mężczyzny, komórka jajowa jeszcze innej kobiety, nagle dzieci mają po trzech, czterech rodziców, innych pod względem genetycznym, innych pod względem prawnym. Otworzyliśmy puszkę Pandory, której nie możemy już zamknąć. Możliwości manipulacji człowiekiem stają się coraz większe”.

Urodziny
Kilka dni temu w Stanach Zjednoczonych urodziły się bliźniaki Lydia i Timothy Ridgeway. Na świecie pojawiły się 22 kwietnia 1992 roku i tego dnia zostały zamrożone.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

iPolitycznie - Ustawa o wyrównywaniu szans w przygotowaniu - skrót

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
Autor powinien wziąć sobie do serca swój własny cytat "mamy za małą wiedzę i doświadczenie, żeby cokolwiek kategorycznie twierdzić" i jeśli ma ochotę sypać z rękawa danymi o procencie pacjentek depresją albo ilości zgonów, to niech podaje ich źródła.
Wróć na pomorska.pl Gazeta Pomorska
Dodaj ogłoszenie