MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Po co nam sztuka? - komentuje Adam Willma

Adam Willma
Adam Willma
Wyobrażacie sobie tasiemcową kolejkę i dzikie tłumy szturmujące… muzeum. Tak - muzeum!

Tak było ostatnio w stołecznym Muzeum Narodowym za sprawą dziwnej wystawy. Dziwnej, bo sprzecznej z duchem czasów. Zaprezentowano malarstwo narodów Północy z przełomu XIX i XX wieku. Kilkaset dzieł sztuki i niemal żadnego nazwiska, które statystycznemu Polakowi kojarzyłoby się z czymkolwiek. No, może z wyjątkiem jednego, mało znanego obrazu Muncha i kilku polskich malarzy, których dzieła „komentowały” obrazy Skandynawów i Finów.

Tematyka dzieł również de mode: sceny z życia rybaków, pejzaże, martwe natury, domowe scenki utrwalone w nieczęstych promieniach północnego słońca.

Skąd zatem te tłumy? Skąd niezwykła fama, jaka towarzyszyła tej wystawie? Rzecz na pewno godna uwagi socjologów. Mam i swoje hipotezy. Po pierwsze – głód realizmu w czasach, w których trendy wyznacza awangarda, a rzeczywistość syntetycznie przetworzona stała się naszą codziennością. IKEA wiesza nam na ścianach raczej Andy Warhola, niż niderlandzkiego wirtuoza pędzla Fransa Halsa. Po drugie – spokój i harmonia, które epatują z północnych obrazów. To jest świat, który – nawet jeśli ubrany w staromodne surduty i koronkowe suknie, jest dziwnie bliski, pozostaje naszym światem w czasie, w którym zmiana jest doktryną, a „innowacyjność” stała się świętym zaklęciem.

Owszem, to malarstwo to również pożegnanie z odchodzącą nieuchronnie epoką. Te uchylone już drzwi do NOWEGO, które wdarło się wówczas do Europy ciekawi ludzi Północy, skłania ich do eksperymentów, ale nie do końca przekonuje. To pożegnanie ze sztuką, która ma jeszcze zdolność łączenia wszystkich klas i stanów. Jak udowadnia ogromne zainteresowanie warszawska wystawą – pożegnanie przedwczesne.

Na warszawską wystawę spoglądam z perspektywy otwartej w tym samym czasie wystawy dyplomowej studentów Wydziału Sztuk Pięknych UMK. Przyglądam się tym toruńskim wystawom bacznie, bo interesuje mnie co rządzi wyobraźnią współczesnych artystów. I od lat wracam z tych wystaw jak zbity pies, bo oglądam sztukę, która kopie, gryzie i opluwa. Krzyczy, ale odpowiada jej tylko echo z własnej bańki. Przegląda się w lustrze, ale dostrzega jedynie bliki. Prowadzi dialog, nie słuchając interlokutorów. I najważniejsze - nie czuje się zobowiązana, aby mówić o ludziach i czasach, w których jest zawieszona. Więc jeśli za sto lat ktoś poukłada te dzieła w wystawę, o czym będzie ta opowieść? I kto będzie chciał ją oglądać?

od 7 lat
Wideo

Zakaz krzyży w warszawskim urzędzie. Trzaskowski wydał rozporządzenie

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na pomorska.pl Gazeta Pomorska