Polak z Bydgoszczy na misji kosmicznej? To możliwe, bo stanął przed historyczną szansą

Karina Obara
Karina Obara
Bartłomiej Harkot: - Kosmos to nie jest środowisko przyjazne człowiekowi, ale na tyle poznane, że jesteśmy w stanie tam funkcjonować przy udziale specjalistycznego sprzętu.
Bartłomiej Harkot: - Kosmos to nie jest środowisko przyjazne człowiekowi, ale na tyle poznane, że jesteśmy w stanie tam funkcjonować przy udziale specjalistycznego sprzętu. Archiwum prywatne Bartłomieja Harkota
Dodaj komentarz:
Udostępnij:
Rozmowa z Bartłomiejem Harkotem, bydgoszczaninem, pilotem, pułkownikiem z Departamentu Innowacji MON, o marzeniu Polaków o lotach w kosmos i całkiem bliskich możliwościach ich realizacji.

Zobacz wideo: W Bydgoszczy trwa budowa mostów. Miasto stoi w korkach

- Dlaczego chce pan zostać astronautą?
Jako dziecko o tym nie myślałem. Podobał mi się mundur i chciałem go jak najszybciej założyć. Wybrałem Ogólnokształcące Liceum lotnicze w alma mater naszego lotnictwa w Dęblinie. Zainspirował mnie mój tata. Miałem wtedy 14 lat. Przeszedłem ostrą selekcję, testy psychologiczno-fizyczne, badanie w komorze niskich ciśnień (lot symulowany na 3500 metrów), mnóstwo wyrzeczeń. I się udało. Po czterech latach pomyślałem, że może zostanę jednak aktorem. Zdałem nawet egzaminy do Akademii Teatralnej im. Zelwerowicza w Warszawie. Ale ostatecznie trafiłem do Wyższej Szkoły Oficerskiej Sił Powietrznych, znanej w Europie Szkoły Orląt. W 2001 r. stałem się podchorążym - adeptem lotnictwa tej uczelni. W 2005 r. miałem promocję na stopień oficerski. Równolegle zacząłem studiować na Politechnice Warszawskiej - specjalność lotnictwo i kosmonautyka.

- I gdzie pan wylądował?
W 2006 r. Wylądowałem w 56. Pułku Śmigłowców Bojowych w Inowrocławiu. Tak było do 2009 r. Później pojechałem do Stanów Zjednoczonych i po roku znów wróciłem do Inowrocławia. Byłem pilotem, później starszym pilotem, w końcu dowódcą załogi. W 2012 r. pojechałem na 8-miesięczną misję do Afganistanu. W 2015 r. zdecydowałem, że limit możliwości w jednostce liniowej wykorzystałem - choć propozycje były bardzo interesujące. Decyzją przełożonych w 2015 r. znalazłem się w Centrum Doktryn i Szkolenia Sił zbrojnych w Bydgoszczy. Ale cały czas latałem cywilnie, aby nie wyjść z wprawy. W 2017 r. rozpocząłem służbę w Wydziale Technologii Kosmicznych (WTK) Inspektoratu Implementacji Innowacyjnych Technologii Obronnych. Teraz pracuję w Departamencie Innowacji w MON.

Czytaj też: Ważne jest, żeby mieć kogoś, z kim można prawdziwie rozmawiać. Do rozpaczy i smutku mamy pełne prawo

- I chce pan porzucić taką ziemską karierę na rzecz bycia astronautą?
Czuję się tak, jakbym na Ziemi osiągnął zawodowo to, na czym mi zależało (śmiech). Złożyłem więc aplikację w otwartym konkursie Europejskiej Agencji Kosmicznej (European Space Agency, ESA) na astronautę. To historyczna szansa dla Polaków, bo ESA po raz pierwszy od dekady ogłosiła taki nabór. Od 2012 r. Polska jest członkiem ESA, która wysyła astronautów z Europy na międzynarodową stację kosmiczną. Bardzo chciałbym popularyzować ten temat. Przyczynić się do tego, by w Polsce zostały stworzone ramy finansowe i prawne do tego, by w rozwijającym się u nas sektorze kosmicznym Polacy brali większy udział, latali w kosmos. Jestem w trakcie tworzenia projektu „Polski Astronauta 2030” i moim marzeniem jest, aby do 2030 r. w misjach załogowych nas nie zabrakło. Przy odpowiednim prowadzeniu tej sprawy, szkoleniach, finansowaniu, umiejętnym wykorzystaniu innowacji, polskie misje kosmiczne, tworzone we współpracy z innymi członkami ESA, mogą się okazać także korzystne biznesowo. Jeżeli tej decyzji nie podejmiemy teraz, kolejna szansa może pojawić się dopiero za wiele, wiele lat. A rozwój technologii jest bardzo szybki.

- Po co mielibyśmy latać w kosmos?
- Po pierwsze to historyczna szansa. Po drugie możemy oczywiście tylko się przyglądać, jak świat się rozwija, ale możemy też brać w tym rozwoju czynny udział. Astronauta jest ambasadorem zainteresowania kosmosem w danym kraju. Skupia uwagę, integruje środowiska nauki i przemysłu, jest reprezentantem nie tylko Polski, ale i Europy w oceanie możliwości. Moim zdaniem naturalnie przyszedł czas, byśmy z tych możliwości skorzystali i wreszcie wysłali polskiego reprezentanta w przestrzeń kosmiczną. Sprawdzili, jakie korzyści możemy dzięki temu osiągnąć dla naszego kraju, rozwoju nowoczesnych technologii.

- Naukowcy alarmują, że Ziemia jest w opłakanym stanie i za 20 – 30 lat będzie się na niej żyło bardzo trudno, jeśli nic nie zrobimy z eksploatacją środowiska. Czy należy pan do tych ludzi, którzy szukają życia poza Ziemią, jeśli ta stanie się wroga człowiekowi?
Mieszkańcy Ziemi myślą często, że skoro mieszkają na tej planecie, to kosmos ich nie dotyczy. A przecież jesteśmy częścią kosmosu. To, że chcemy „zdobyć” kolejną planetę, np. Marsa czy naturalnego satelitę Ziemi - Księżyc oznacza jedynie tyle, że pragniemy poszukać tam odpowiedzi, co zrobić, aby na Ziemi żyło nam się lepiej. Wielu ludziom trudno to zrozumieć, ale ja utożsamiam się z taką właśnie wizją. Często jest tak, że jak jesteśmy bardzo blisko czegoś, to nie widzimy tego, co ważne, konieczne, co stanowi rozwiązanie. A kiedy się oddalimy, sytuacja wygląda całkiem inaczej.

- A oglądał pan „Odyseję kosmiczną” Stanleya Kubricka z 1968 r.? Bohaterowie tego filmu dowiedzieli się w kosmosie tyle, że człowiek o kosmosie nie może za dużo wiedzieć. Ma się zabierać z powrotem na Ziemię i nie wściubiać nosa w sprawy, które go przerastają. Być może nie zasłużył, aby wiedzieć, bo mógłby zniszczyć znacznie więcej niż tylko Ziemię.
Oglądałem. Myślę jednak, że ciekawość, jaka nami teraz kieruje nie musi wywodzić się z pnia destrukcji. Sam chciałbym poszukać w kosmosie odpowiedzi na pytania pomocne Ziemi. Kosmos jest nieprzewidywalny, ale też ciekawy. Nie daje jednoznacznych odpowiedzi, a mimo to, już teraz możemy wiele zjawisk przewidywać o wiele lepiej, obserwując fenomeny zachodzące poza Ziemią. Gdyby nie satelity nie wiedzielibyśmy tak dużo o erozji, suszy, urodzajach i nieurodzajach na naszej planecie. Musimy tylko nauczyć się korzystać z tych informacji lepiej, tak aby zapobiegać np. kataklizmom, złemu postępowi.

- Załóżmy, że się panu powiedzie i zostanie pan astronautą. Zdaje pan sobie jednak sprawę, że ktoś, kto decyduje się polecieć w kosmos, może nie wrócić z takiej wyprawy. Jak reaguje na pana marzenia rodzina?
Mój siedmioletni syn często o tym ze mną rozmawia. Właściwie planujemy mój lot razem. I on jest coraz bardziej na tak. Moja partnerka życiowa podchodzi za to do tej sprawy tak, jak każdy obywatel kraju, w którym tematyka kosmiczna istnieje w niewielkim stopniu – kosmos dla niej jest abstrakcją. Możliwe, że wydaje jej się, że tak sobie tylko mówię o tym locie w jakąś przestrzeń pozaziemską, ale dopóki nie polecę, nie ma tematu. Elon Musk, Richard Branson i Jeff Bezos uznali, że turystyka kosmiczna jest biznesem, w który warto inwestować. Dla mnie to jest mega realne i wykonalne, ale zdaję sobie sprawę, że dla ludzi, którzy nie mają o tym za wiele pojęcia, jest to kompletny „odjazd”. W grudniu przyszłego roku okaże się jednak, czy zostanę zakwalifikowany do takiego lotu w ramach ESA.

- Czego się pan spodziewa, gdy już będzie poza Ziemią?
Jako pilot doświadczyłem wielokrotnie wielu różnych sytuacji w przestrzeni powietrznej. Wiem, czego się spodziewać, przekraczając linię Karmana (umowna granica pomiędzy atmosferą Ziemi i przestrzenią kosmiczną przebiegająca na wysokości 100 km, przyp. red.). Międzynarodowa Stacja Kosmiczna orbituje na wysokości około 406 km. Wiem, że wejdę w inną przestrzeń, gdzie rządzą prawa fizyki, które znam, mam je w głowie. Kosmos to nie jest środowisko przyjazne człowiekowi, ale na tyle poznane, że jesteśmy w stanie tam funkcjonować przy udziale specjalistycznego sprzętu.

- Pytam raczej o sytuację jak na filmie Kubrica. Jest już pan wśród gwiazd, specjalistyczny sprzęt działa, widzi pan planetarny cel podróży. Czego się pan spodziewa, kiedy postawi stopę, np. na Jowiszu?
Mogę pofantazjować, ale nie o to przecież mi chodzi. Celem idei, która mną kieruje to przede wszystkim znaleźć się w kosmosie, przekroczyć granicę 100 km. Na Księżyc leci się trzy dni, ale na Marsa już pół roku. A tymczasem wcale nie jest proste i oczywiste przekroczyć linię Karmana. Idealnie by było znaleźć się na stacji kosmicznej, czyli nadal na niskiej orbicie ziemi, gdzie spędziłbym na początek pół roku i brał udział w badaniach ważnych dla poprawy życia ludzkości. A perspektywa lądowania na Jowiszu czy Księżycu, istnienie innych cywilizacji, światy równoległe, to etap myślenia, na którym jeszcze nie jestem. Jak polecę, to się przekonam.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie