Rzucanie ogólnych haseł antyklerykalnych rani lokalne społeczności

Karina ObaraZaktualizowano 
Prof. Ewa Marciniak: - Język wiele może zniszczyć, ale i wiele naprawić. Nie wpadajmy w pułapkę narzucania własnej perspektywy. Idee muszą mieć kontakt z interesami ludzi. I pamiętajmy, że na indywidualizacji kampanii wyborczej Donald Trump wygrał wybory.
Prof. Ewa Marciniak: - Język wiele może zniszczyć, ale i wiele naprawić. Nie wpadajmy w pułapkę narzucania własnej perspektywy. Idee muszą mieć kontakt z interesami ludzi. I pamiętajmy, że na indywidualizacji kampanii wyborczej Donald Trump wygrał wybory. Archiwum
Rozmowa z prof. Ewą Marciniak, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego, o tym, jakie jest społeczeństwo i czego nie widzą politycy.

Robert Biedroń zarzekał się, że gdy wejdzie do PE, odda mandat. Nie oddał, jedzie do Brukseli. Jak to teraz wygląda?
Też mnie razi to, że obiecywał, a nie dotrzymał słowa. Postulaty, które Wiosna ogłosiła w lutym były rzeczowe i mogły znaleźć poparcie co najmniej 10 proc. wyborców. Ta szansa nie została wykorzystana, a przecież w partii Biedronia pojawił się bardzo mocny akcent na to, że polityka może być inna, uczciwa, że politycy mogą działać etycznie, zgodnie z zasadami. To wielokrotnie padało z ust Biedronia, jak również to, że politykę trzeba odświeżyć, odmłodzić. I co się dzieje? Mając na ustach hasła związane z uczciwością, na starcie zaprzecza się podjętym zobowiązaniom. Biedroń miał być jedynie lokomotywą, a teraz okazuje się, że politycznie opłaca mu się być w Brukseli, a nie w Polsce. To przyczyni się do tego, że Wiosna może nie przekroczyć progu wyborczego w jesiennych wyborach.

To odważna teza.
Tak, ale bardzo wielu wyborców Wiosny jest rozczarowanych decyzją Biedronia. Jego program był odważny, ogłoszony z pasją, która w polityce jest potrzebna. Ale akcent z programu został przeniesiony na lidera. Okazało się, że jest bardzo cienka granica pomiędzy cechami charyzmatycznymi a narcystycznymi. Nie chcę przez to powiedzieć, że Biedroń jest politykiem charyzmatycznym ani że jest narcystyczny, ale ma obie te cechy jako polityk.

Czym to skutkuje?
Taka nadmierna koncentracja na sobie, robienie wokół siebie politycznego show, unieważnia w dużym stopniu wartościowy program, który mógł mieć znacznie szerszy odzew.

A może Robert Biedroń to zrozumiał i dlatego chce teraz budować koalicję z SLD i Razem, a nie z Koalicją Europejską?
Może. Jednak budowanie koalicji też oznacza, że rezygnuje się z bycia na piedestale jako jedyny, bo są jeszcze pozostali liderzy. Jeśli okaże się, że Robert Biedroń się uczy i jest politykiem refleksyjnym, wyciąga wnioski z tego, co się działo między lutym a czerwcem, będzie to bardzo korzystne dla wszystkich, którzy w Wiosnę się zaangażowali. To Biedroń przecież wyciągnął wielu z politycznego letargu. Zgromadził wokół siebie ludzi, którzy są w polityce nowi, weszli z nadzieją w przestrzeń publiczną. Każde działanie polityczne wymaga też transparentności, a i tu w Wiośnie pojawiają się niedomówienia. To szkodzi wizerunkowi partii.

A dlaczego w ogóle chce związać się z lewicą, skoro zarzekał się, że będzie startował w jesiennych wyborach bez przybocznych?
Bo naturalnie bliżej Wiośnie do lewicy. To dobrze, bo scena polityczna staje się bardziej czytelna dla ludzi, nie mają już w głowach bałaganu. Grzegorz Schetyna to nie jest polityk, z którym Robert Biedroń ma wspólną płaszczyznę do porozumienia. Jedną z przyczyn niezadowalającego wyniku Koalicji Europejskiej była polityczna kakofonia, a jedyne co spajało KE to anty-PiS, wciąż powtarzane słowa: musimy zwyciężyć z PiS-em.

Za to lewica jest słaba. Zraża do niej radykalizm niektórych działaczy. Mają za złe prowokacje „wagina w miejsce sakramentu świętego” podczas marszu w Gdańsku, „obrazoburczą mszę” na marszu w Warszawie. Wierni nazywają to obrażaniem uczuć religijnych, a działacze obnażaniem hipokryzji. I nie potrafią się porozumieć.
Działanie w polityce musi uwzględniać rzeczową analizę otoczenia społecznego, w którym partie funkcjonują. A nasze otoczenie jest w dużej mierze religijne. Żadna partia, która w sposób demonstracyjny obraża realnie lub potencjalnie uczucia religijne, nie ma w Polsce szans na szeroką działalność.

A na co ma szanse?
Tylko na happening polityczny. Będzie trzydniowa dyskusja, a potem umilknie - to jedyny efekt takiego działania. Tu trzeba pozytywistycznej pracy, pragmatycznego podejścia do działania politycznego.

I wtedy uda się odbudować lewicę?
W tym widzę szansę, bo to w praktyce oznacza bardzo konkretną analizę potrzeb Polaków, czyli dokładnie to, co robi PiS. Oni doskonale zdiagnozowali potrzeby społeczne. Przecież to, na co postawił PiS było dotąd najważniejszymi punktami partii lewicowych - równe szanse, sprawiedliwość społeczna, dostęp do służby zdrowia, edukacji, równość między kobietami a mężczyznami.

System d’Hondta premiuje duże ugrupowania polityczne. Trzeba namawiać Biedronia do szerokiej koalicji [rozmowa]

A gdzie w tym miejsce na krytykę nieprawidłowości, choćby w Kościele czy w instytucjach państwa?
To jest bardzo ważna sprawa. Antyklerykalizm może być obecny, ale nie antyreligijność. W Polsce krytyka księdza jest utożsamiana z krytyką Kościoła jako wspólnoty, a przecież chodzi o instytucję, która nie jest wolna od słabości. Następnie jest krytyka wiary, co nie zdaje egzaminu. Lewica musi popracować nad językiem, jakim mówi do wyborców. Jeśli pojawią się hasła antyklerykalne, to muszą być bardzo konkretne, powinny się odnosić do określonych przypadków. Wtedy jest szansa, że przeciętny człowiek nie odbierze krytyki jako atak na siebie i wspólnotę. Mniej więcej w tym czasie, gdy pojawił się film braci Sekielskich, byłam na pogrzebie mojej respondentki w małej miejscowości. Poznałam tam księdza, który robi tyle dobrego dla lokalnej społeczności, ile żadna instytucja samorządowa ani rządowa uczynić nie potrafi. Zrobił klub anonimowych alkoholiczek, nad czym nikt się wcześniej nie pochylił. W tym kontekście rzucanie ogólnych haseł antyklerykalnych rani lokalne społeczności. Politycy i dziennikarze powinni pamiętać, że język i konkretyzowanie to klucz do serc ludzi. Język wiele może zniszczyć, ale i wiele naprawić. Nie wpadajmy w pułapkę narzucania własnej perspektywy. Idee muszą mieć kontakt z interesami ludzi. I pamiętajmy, że na indywidualizacji kampanii wyborczej Donald Trump wygrał wybory.

polecane: Flesz: otyłość zabija Polaków, problem rośnie i dotyczy nastolatków

Wideo

Materiał oryginalny: Rzucanie ogólnych haseł antyklerykalnych rani lokalne społeczności - Gazeta Pomorska

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3