Nasza Loteria SR - pasek na kartach artykułów

King Szczecin wciąż zmorą Anwilu. Festiwal w pierwszej i ciężary w drugiej połowie

Joachim Przybył
Joachim Przybył
Anwil Włocławek - King Szczecin
Anwil Włocławek - King Szczecin Oliwia Nowak
Trzecia porażka Anwilu Włocławek w tym sezonie. Lepszy w Hali Mistrzów King Szczecin, choć w pierwszej połowie gospodarze trafili aż dwanaście razy z dystansu i prowadzili 16 punktami.

Anwil Włocławek - King Szczecin 88:90 (27:17, 26:28, 12:20, 23:25)

Anwil: Petrasek 18 (4), Joesaar 8 (2), Young 4, Garbacz 3 (1), Bell 2 oraz Sanders 28 (5), Kyzlink 16 (3), Kostrzewski 2.
King: Cutbertson 20 (5), Woodson 18 (4), Meier 13 (2), Mazurczak 10, 12 as., Żmudzki 0 oraz Żołnierewicz 16 (3), Borowski 11 (1), Matczak 2, Nowakowski 0.

Włocławianie rozpoczęli z niesamowitą pasją i determinacją w obnronie. King nie był w stanie wykreować sonbie pozycji, a po drugiej stronie z dystansu trafiali Janari Joesaar, Luke Petrasek i Tomas Kyzlink. Minęły ledwie 4 minuty meczu, a trener Arkadiusz Miłoszewski prosił awaryjnie o czas.

Po powrocie do gry Czech od razu dołożył trafienie z dystansu numer cztery, a potem kolejną - najmniej spodziewaną - dołożył Ziga Dimec, ale też mistrzowie Polski rozkręcali się w ofensywie. Dwa razy z dystansu przyłożył Zac Cuthbertson, ale sześć trójek na dziesięć prób Anwilu w 1. kwarcie zapewniło gospodarzom 10-punktowe prowadzenie.

W 2. kwarcie za 3 trafiali ponownie Sanders i Petrasek, a przewaga urosła solidnie powyżej 10 punktów. Nie chciał być gorszy także Kyzlink. Po jego skutecznym rzucie w 16. minucie Anwil miał już dziesięć celnych "trójek" na koncie i rekord sezonu Trefla Sopot (22 rzuty) wydawał się mocno zagrożony.

Wszystko się jednak posypało pod koniec pierwszej połowy i na początku drugiej. Najpierw King odrobił część strat po faulach niesportowym Younga i technicznym Kyzlinka. Po przerwie włocławianie zagrali kilka pierwszych akcji bardzo nerwowo i przewaga z 15 punktów spadła do zaledwie 3.

Gospodarze przez 4 minuty po przerwie zdobyli jedynie 2 punkty i to po wolnych Dimca. Mecz zaczął przypominać te z ćwierćfinałowej serii w ubiegłym sezonie, gdy King postawił na twardą, fizyczną grę. Na pierwsze trafienie z gry Anwilu kibice czekali aż 6 minut, gdy wreszcie Joesaar trafił z dystansu.

To jednak specjalnie nie poprawiło sytuacji. Włocławianie odbijali się od defensywy Kinga, a goście na sam koniec 3. kwarty pierwszy raz w meczu objęli prowadzenie.

W ostatniej kwarcie to goście trafiali z dystansu, po takich akcjach Meiera i Żołnierewicza King uciekł na dystans 8 punktów (ten drugi po przerwie miał 3/3 za 3). Była 13 minuta drugiej połowy i Anwil miał na koncie... dwa trafienia z gry.

Kto miał poderwać gospodarzy, jak niezawodny w takich chwilach Sanders. Po jego trafieniu dystansowym był wreszcie remis 86:86, a była wtedy już 38. minuta.

Wszystko było w rękach Amerykanina na 12 sekund przed końcem meczu, gdy przy wyniku 86:89 miał trzy rzuty wolne, ale przy trzecim się pomylił. Faulowany Żołnierewicz rozgrywał swój najlepszy mecz w sezonie, ale też się pomylił przy jednej próbie. Zostało 9 sekund na decydującą akcję meczu, ale Sanders nie trafił na dogrywkę.

od 7 lat
Wideo

Hokejowe Fudeko GAS Gdańsk chce się rozwijać

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na pomorska.pl Gazeta Pomorska