Jarosław Czechowicz o tym, dlaczego wybaczenie jest tak ważne dla zdrowej psychiki

Karina Obara
Karina Obara
Jarosław Czechowicz,  ur. 1978 r. Nauczyciel, pisarz, recenzent i podróżnik po krajach Północy. Autor zbiorów wywiadów z pisarzami "Rok w rozmowie" i "Poza napisanym". Później wydał trzy powieści - "Toksyczność", "Winne" i "Gorsza". Przygląda się książkom z dwóch stron - recenzując je i pisząc. Mieszka w Wieliczce.
Jarosław Czechowicz, ur. 1978 r. Nauczyciel, pisarz, recenzent i podróżnik po krajach Północy. Autor zbiorów wywiadów z pisarzami "Rok w rozmowie" i "Poza napisanym". Później wydał trzy powieści - "Toksyczność", "Winne" i "Gorsza". Przygląda się książkom z dwóch stron - recenzując je i pisząc. Mieszka w Wieliczce. Daniel Myszkowski
Udostępnij:
Rozmowa z Jarosławem Czechowiczem, pisarzem, krytykiem literackim, nauczycielem, o tym, co robi z nami przemoc i dlaczego wybaczenie jest tak ważne dla zdrowej psychiki.

– Pana thriller „Gorsza” dotyka bardzo ważnego problemu – szkolnej przemocy. Magda, główna bohaterka, jest kierowcą autobusu i wydaje się, że prowadzi spokojne, poukładane życie, aż do momentu, gdy spotyka pewną osobę z przeszłości. I przeszłość do niej wraca. Jak bumerang. Jak powstała postać Magdy?

Magda miała być od początku postacią bardzo wyrazistą – odważną i zdecydowaną, ale jednocześnie wciąż zmagającą się z jakimiś demonami przeszłości. Już na samym początku dowiadujemy się, że nie wyszło jej w całkiem dobrze rokującym związku. Chciałem zaznaczyć, że ta postać otrzymała od losu dużo więcej dobrego niż wcześniej złego, ale z jakiegoś powodu nie mogła z tego skorzystać, cieszyć się tym. W jednej z recenzji ktoś zarzucił Magdzie brak autentyczności, bo wciąż zajada się niezdrowym jedzeniem, a wygląda bardzo dobrze. Ale tak właśnie miało być. Ona nie tyle nie zauważa, że na przykład ma wciąż świetną przemianę materii, ma piękny dom, miała kochających ludzi wokół siebie i męża, który pewnie nadal ją kocha, ile deprecjonuje to, co ma, co osiągnęła. Wciąż najważniejsze jest dla niej to, że była upokarzana. Tamte lata w szkolnych murach zostawiły piętno. I Magda podejmuje szaleńczą próbę, by się tego piętna pozbyć.

– Czy to znaczy, że przeszłość nigdy nas nie opuszcza?

Przeszłość zawsze nas kształtuje, jakakolwiek by była. To część naszych doświadczeń, składowa naszej tożsamości. Tylko że u mojej bohaterki jest to coś, z czym ona nigdy się nie pogodziła. Z tym, że była szykanowana, lekceważona, była dla kogoś obiektem drwin. To pozostało w jej świadomości tak mocno, że nic nie jest w stanie wymazać tamtego czasu, złagodzić go. Jej przyjaciel powtarza, że nie są już bezbronnymi dziećmi w szkole, nikt nie może im fundować takiego piekła, jakie przeżywali. A jednak z jakichś powodów to piekło wciąż trwa. I „Gorsza” jest fantazją o tym, co z czasu przeszłego rzeczywiście nigdy od nas nie odejdzie.

Warto wiedzieć:

– Pana powieść niejako oswaja lęk. Pozwala czytelnikowi, tak jak kiedyś mroczne baśnie, skonfrontować się z mrokiem, od którego nikt nie jest wolny. Jest pan nauczycielem języka polskiego i od lat obserwuje pan polską szkołę. Jaka ona jest?

Pracuję w szkole już osiemnasty rok. Bardzo wiele przez ten czas się zmieniło. Trzeba być bardzo elastycznym, aby robić swoje dobrze i jednocześnie wypełniać obowiązki tak, jak jest to zapisane w coraz to nowych rozporządzeniach i zarządzeniach. Dziś jako nauczyciele mamy dużo więcej możliwości, aby na przykład dostrzec przemoc szkolną i zareagować na nią. Z drugiej strony: obecnie młodzież zmaga się z taką formą prześladowania, która nie mogła się wydarzyć w świecie Magdy – chodzi mi o szeroko pojętą cyberprzemoc. I z tym jako nauczyciele niewiele możemy zrobić, kiedy dzieje się to „po godzinach”. Natomiast odnoszę wrażenie, że i we mnie tak jak w Magdzie pozostały jakieś obrazy polskiej szkoły, które dzisiaj napawają lękiem. Nie czułem się komfortowo jako uczeń. Widzę teraz trochę więcej jako nauczyciel, bo można rozpoznać po mowie ciała, że coś niedobrego dzieje się z podopiecznym. I reagować. Czasem wystarczy jakieś dobre słowo, pozytywne wzmocnienie, okazanie zainteresowania. We wspomnieniach Magdy widać, że to może pomóc, ale też nie zawsze.

– Co przemoc w szkole robi dzieciom? Jakie się stają?

Bohaterki „Gorszej” mówią za mnie, więc chyba lepiej, aby czytelnicy poznali książkę niż moje poglądy w naszej rozmowie. Na pewno każdy rodzaj przemocy jest traumatyzujący. I nikt z nas naprawdę nie wie, co się wydarzy w życiu krzywdzonego dziecka, bo można bolesne doświadczenia stłumić, ale one często wydobędą się z naszej świadomości właśnie jako kolejne zachowania przemocowe. Przyjaciel Magdy obiecuje sobie przed laty, że nigdy nie powtórzy tego, czego doświadczył. Nie stanie się oprawcą, kiedy był ofiarą. Magda też wierzy w to, że doświadczona przemoc wygaśnie jako mroczne wspomnienie. „Gorsza” proponuje kilka odpowiedzi na pani pytanie, każe się czytelnikom skonfrontować z kilkoma fantazjami na ten temat.

- Czy to oznacza, że lata szkolne w większym lub mniejszym stopniu traumatyzują uczniów?
Lata szkolne to czas funkcjonowania w pewnej społeczności. Dorosły człowiek wie, że zawsze znajdą się w niej różne osoby – podobne do niego samego, inne, niebezpieczne, wrogie. O ile możemy sobie jako dorośli wypracować jakiś mechanizm unikania toksycznych relacji w grupie ludzi, na których jesteśmy skazani, o tyle dzieciaki jeszcze tego nie potrafią. Dla nich równie silnym przeżyciem może być to, że kolega podzieli się kanapką, jak i to, że inny wyśmieje lub popchnie na przerwie. Rozwiązując problemy wychowawcze, często słyszę, że zachowanie przemocowe było wynikiem wygłupu. „Wie pan, to taka zabawa, on się za bardzo przejął”. Czas, w którym przejmujemy się za bardzo, to przede wszystkim lata szkolne. Można wyjść ze szkoły bardzo pokiereszowanym emocjonalnie nawet wtedy, kiedy nie zaznało się tego, co na przykład pamięta Magda z „Gorszej”.

– Świetnie pokazał pan psychologiczne mechanizmy szkolnej przemocy. Aby tego dokonać, trzeba mieć albo obszerną wiedzę, albo bogate doświadczenie. A może jedno i drugie?

Myślę, że najważniejsze jest doświadczenie. To najbardziej osobiste. Gdybym sam jako uczeń nie był szykanowany, pewnie nie napisałbym takiej książki nawet jako najlepszy pedagog. Wydaje mi się, że ująłem w „Gorszej” to, co towarzyszy mi w codziennej pracy, ale należy zwrócić uwagę, że retrospekcje kierują nas w stronę trochę innej szkoły, szkoły sprzed kilku dekad. Ta książka niekoniecznie jest moją fantazją o tym, co przemocowego dzieje się w dzisiejszych szkołach. Ona bardziej zwraca uwagę na doświadczenie przemocy jako coś, co mocno kształtuje osobowość, deformuje tożsamość. I często chodzi przede wszystkim o przemoc, której nie widać – to nie jest bicie, kopanie, zastraszanie.

– W poprzednich powieściach mierzył się pan właśnie ze skutkami przemocy psychologicznej. Pana książka „Toksyczność”, bardzo autobiograficzna, otworzyła wielu ludzi na pojednanie z rodzicami alkoholikami. Opisał pan swoje doświadczenia bez surowego osądu rodzica, za to uważnie przyglądając się jego emocjonalnym brakom. Znam kilka osób, które po przeczytaniu pana powieści poszły na terapię i było to dla nich bardzo uwalniające doświadczenie.

To jest niesamowite, co mi pani mówi, i bardzo mnie to wzrusza. Zakładałem, że „Toksyczność” może mieć moc terapeutyczną dla niektórych odbiorców i że doświadczenia, które ją stworzyły, staną się dla innych punktem wyjścia do pracy nad sobą. Wciąż jednak trudno mi uwierzyć, że moja książka pomogła komuś polepszyć swoje życie. Jakkolwiek mroczne i chwilami przerażające są moje powieści, zawsze staram się w nich opowiadać o tym, że po najbardziej nawet bolesnym doświadczeniu powinien przyjść czas na wybaczenie, zrozumienie. Nie ma nic gorszego, niż nieść w sobie trudne emocje – niewyrażone i uderzające potem w nas samych. Na przykład nienawiść. Rujnuje przede wszystkim człowieka, który nienawidzi. Obiekt jego nienawiści może mieć to w nosie. Ale liczę na to, że także lektura „Gorszej” pomoże niektórym czytelnikom uwolnić się od emocji, które tak niszczą Magdę. Kobietę, która nie może zapomnieć i nienawidzi.

– Pana pisanie jest bardzo zaangażowane. Odnoszę wrażenie, że jest pan nie tylko pisarzem, ale także nauczycielem życia. I zawsze panu o coś ważnego w każdej powieści chodzi. O co?

Tak naprawdę wcale nie czuję się pisarzem. Raczej recenzentem, który po kilkunastu latach czytania książek innych autorów postanowił sprawdzić, czy też uda mu się napisać coś wartościowego i jednocześnie odnieść się do wciąż powielanego stereotypu, że krytykujący książki to ten, któremu nigdy nie udało się napisać własnej. Ale ma pani rację, piszę w sposób zaangażowany, wszystkie moje trzy powieści mają wyraźnie zarysowane społeczne tło. Nawet kameralne „Winne” są o pewnym mechanizmie kształtującym życie społeczności. Te książki to taki tryptyk o ciemnych stronach ludzkiej osobowości, ale także o tym, jak człowiek wraz z tymi ciemnymi stronami jest nieodłączną częścią społeczeństwa, w którym trzeba iść na kompromisy, a tym samym zdystansować się od tego, co boli i niszczy. Kocham życie, z każdym rokiem coraz mocniej i zachłanniej. Po blisko trzech dekadach wyszedłem z życiowego mroku. Nie chcę być nauczycielem życia, ale tak, zależy mi na tym, by przekonać czytelników, że dać się pokonać swojej mrocznej stronie to pożegnać się z możliwościami. A życie daje ich nieskończenie wiele.

Nowe obostrzenia od 1 grudnia

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie