Przymusowa izolacja bezlitośnie obnażyła prawdę o naszych relacjach rodzinnych [rozmowa]

Karina Obara
Karina Obara
Rozmowa z prof. Magdaleną Szpunar, socjolożką z Uniwersytetu Jagiellońskiego, o tym, jak sobie radzić w pandemii.

- Jak w czasie pandemii mają się nadwrażliwcy?
Osoby nadwrażliwe odbierają świat mocniej, bardziej i intensywniej. Bardzo często odczuwają zmęczenie nadmiarem bodźców, którymi są atakowani. Dotyczy to również relacji z innymi. Musimy pamiętać, że osoby introwertyczne, nie potrzebują do utrzymania relatywnie wysokiego dobrostanu wielu relacji społecznych. Z reguły potrzebują one niewielu relacji, ale za to są one głębokie i intensywnie. Paradoksalnie czas pandemii może być dla tych osób odpoczynkiem od tego, co nadmiarowe, niepotrzebne i zbędne, refleksyjnym pobyciem sam na sam z sobą, które przecież też może być wartościowe. Dla takich osób często kontakt z książką czy muzyką może być bardziej wartościowy niż liczne kontakty interpersonalne. Otoczmy zatem takie osoby uważną troską, zamiast narzucać im swoją obecność.

To Cię może też zainteresować

- Statystyki odnotowują coraz więcej przypadków depresji, lęków i przemocy domowej. Dlaczego tak się dzieje?
Przymusowa izolacja bezlitośnie obnażyła prawdę o naszych relacjach rodzinnych. Zmuszeni jesteśmy konfrontować się z prawdą, od której uciekamy. Przymusowa izolacja spowodowała, że nagle i gwałtownie zostały zmniejszone możliwości redukowania napięcia, które rodzi się między ludźmi, szczególnie wtedy, gdy przebywają na niewielkiej przestrzeni. Nierzadko bywało tak, że przed pandemią członkowie rodziny sporadycznie spędzali czas razem, obecnie trudno od tych kontaktów odetchnąć, znaleźć przestrzenie własne, na pobycie ze sobą. Przemoc domowa się wzmaga, gdyż izolacja sprzyja oprawcom, czyni ich działania jeszcze bardziej opresyjnymi i bezkarnymi. Ofiary skazane na przebywanie z agresorem czują się bezradne, osaczone i zastraszone, a w związku z tym rzadko podejmują działania, które przerywają eskalację przemocy. W sytuacji pandemicznej izolacji takim osobom jest podwójnie trudno, bo oprawcy stale przebywają blisko nich. Trzeba zatem pamiętać, że niepodejmowanie przez ofiary przemocy jakichkolwiek działań zaradczych, nie oznacza spadku przemocy. Według policyjnych statystyk, ponad 70 proc. przypadków przemocy domowej w procedurze „Niebieskiej karty” w 2019 roku dotyczyło właśnie kobiet. Sytuacja pandemii koronawirusa spowodowała, że jeszcze wyraźniej dostrzegamy jak bardzo potrzebne jest wprowadzenie rozwiązań, które pozwolą sprawcę przemocy izolować, a osobom pokrzywdzonym pozwolą pozostawać w ich miejscu zamieszkania. Obecnie to ofiara zmuszona jest uciekać i z lękiem powracać do domu, który nie ma nic wspólnego z bezpiecznym azylem.

- Czy to dzieje się rzeczywiście z powodu pandemii, czy może pandemia uruchamia w nas coś, co tylko czekało na impuls?
Koronawirus stanowi zagrożenie o charakterze realnym, rzeczywistym, a tym samym zmusza nas do konfrontowania się z myślą, że także my czy nasi bliscy możemy zachorować. Musimy pamiętać, iż lęk przed utratą życia jest jednym z najsilniejszych lęków, jaki nas dotyka. Jak trafnie zauważyła nasza noblistka Olga Tokarczuk wirus przypomniał nam, że jesteśmy istotami kruchymi, że umieramy i jesteśmy śmiertelni. Koronawirus z pewnością sprawił, że niezależnie od tego, jak bardzo się go obawiamy są wokół nas ci, którzy są słabsi od nas i bardziej potrzebują naszej pomocy i uwagi.
Może ten czas był właśnie nam potrzebny, niezbędny. By zatrzymać się w pędzie, docenić to, co tak naprawdę ważne, żyć z rodziną, a nie obok niej. Często, gdy rozmawiam ze znajomymi i pytam o to jak się czują, opisują rozmaite stany, które sprowadzić można do szaleńczego pędu, co przywodzi mi na myśl chomika biegnącego w kołowrotku. Biegniemy cały czas, nie pamiętając już po co i dokąd.
Dotyka nas dojmująca pustka. Życie w izolacji uświadomiło nam ze zdwojoną siłą, jak bardzo potrzebujemy drugiego człowieka i kontaktu z innym. Zrozumieliśmy, jak wiele czerpiemy z kontaktów, nawet tych przygodnych, wydawałoby się, mało istotnych.

Dziennik covidowy. Dziesięć dni z życia zakażonej koronawirusem

- A jaką radę dałaby Pani tym, którzy z trudem radzą sobie z izolacją i brakiem dostępu do tego, co mieli wcześniej na wyciągnięcie ręki?
Jesteśmy bardzo zróżnicowani i mamy różne potrzeby, stąd trudno rekomendować jakieś uniwersalne rozwiązana. Jeśli coś miałabym radzić, to przede wszystkim więcej kontaktu z naturą, na co w dobie zdalnej pracy i edukacji możemy sobie częściej pozwolić. Jak pokazują badania, obcowanie z przyrodą przyczynia się do regeneracji, poprawy samopoczucia, redukuje także poziom stresu. Mechanizm ten w nauce określa się jako teorię biofilii, co oznacza naturalny, wrodzony mechanizm łagodzenia napięcia emocjonalnego, odprężenia w wyniku kontaktu z naturą. Ewolucyjnie jesteśmy przystosowani do bliskiego kontaktu z naturą, nie zaś do obcowania z intensywnie zindustrializowanymi przestrzeniami, które wywołują w nas napięcie, stres i niedookreślone pobudzenie. Kontakt z naturą indukuje rozliczne, bardzo pozytywne zmiany w mózgu, obniża ciśnienie krwi, zmniejsza napięcie mięśniowe. Co nie mniej istotne, przyczynia się do poprawy stanu psychicznego osób, a jego szczególnie pozytywny wpływ zaobserwowano u osób cierpiących na depresję. Wystarczy piętnastominutowy spacer po lesie, aby wywołać bardzo korzystne zmiany w obrębie układu nerwowego, jak i hormonalnego.

Kolno wolne od koronawirusa

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie