Wiadukt przed Stadionem Zawiszy. Po obu stronach ścieżki rowerowe. Na tej po prawej dwóch biegaczy, nic więc dziwnego, że rowerzysta w pomarańczowym wdzianku musi zjechać na część przeznaczoną dla pieszych. Równocześnie panowie docierają do świateł. Czerwone. Rowerzysta staje, biegacz truchta przez pasy. Tuż za jego plecami skręca samochód.
Jak to jest, że ci sami ludzie w różnych sytuacjach zachowują się tak odmiennie? Ten biegacz pewnie sarka na rowerzystów jeżdżących chodnikiem, ale sam nawet nie pomyślał, że wpakował się na ścieżkę. Pewnie pomstuje na kierowców, ale nawet nie próbował stanąć na czerwonym świetle.
Przeczytaj również: W samo południe: Urzędniku! Wsiądź na rower i projektuj ścieżki z głową
Rowerzyści i kierowcy to dwa wrogie plemiona (żeby było zabawniej wielu z nich rano pomyka autem, a wieczorem przesiada się dla zdrowia na rower). Jedni i drudzy nienawidzą pieszych, bo zabierają im miejsce na chodnikach do jeżdżenia i parkowania. Ale tak jest póty, póki nie muszą zsiąść z siodełka albo wysiąść z samochodu i przejść kilka kroków - wtedy ci z kółkami zamiast nóg stają się wrogami.
A wystarczy przecież patrzeć trochę dalej niż na długość własnego nosa. Uśmiechnąć się do innych. Mamy wakacje, czas na zmianę doskonały, bo ruch jakby mniejszy, my mniej nerwowi. Tylko ci rowerzyści przed maską, cholera!
Czytaj e-wydanie »